Minął kolejny rok. W międzyczasie wyprowadziłam się od matki. Razem z siostrami przeprowadziłyśmy się do Los Angeles. Zamieszkałam w małym mieszkanku w centrum miasta, a moje siostry mieszkały parę przecznic dalej. Zaczęłam pracę w jednym z bardziej znanych domów mody jako asystentka dyrektorki firmy - Elli Harington. Do moich obowiązków należało odbieranie telefonów, umawianie na rozmowy, a także robienie szefowej kawy. Zawsze to jednak jakiś początek. Najważniejsze że mogłam się obracać w towarzystwie projektantów. Może kiedyś, kto wie, zostanę zauważona i będę mogła projektować.
Isabell rozstała się z Jacksonem z nieznanych mi powodów. Mimo to nadal się przyjaźnili. Moja siostra tak jak zawsze marzyła, założyła zespół razem z Willem, Percym i Jacksonem. Zespół nazwali Tabernakulum. Grali naprawdę świetnie: Percy na perkusji, Will na basie, Jackson na gitarze, a Isabell oczywiście była wokalistką, chociaż czasami też grała na gitarze. W ciągu paru miesięcy zdobyli już niezłą sławę.
Jessica została dziennikarką. Zaczęła pracować w redakcji, a jej kolumna szybko zyskała ogromną popularność. Pisała naprawdę dobrze, a ja nigdy wcześniej nie wiedziałam o jej talencie. Nie miałam pojęcia, że chciała być dziennikarką. W każdym bądź razie została nią i radzi sobie doskonale.
Kate zaręczyła się z Willem. Zamieszkali razem i zaczęli planować ślub. Są bardzo szczęśliwi, co widać od razu, gdy się na nich spojrzy. Kate została menadżerem zespoły jej narzeczonego.
Maddy poznała chłopaka o imieniu Cody. Zaczęli się spotykać i jak na razie dobrze im się układało. Maddy zaczęły nagrywać jakieś filmy. Mówiła, że chce zostać reżyserem.
Najbardziej jednak zadziwiła mnie Samanta, która znalazła sobie nowego chłopaka. Sam ten fakt nie był dziwny, bo Sam była śliczną i inteligentną dziewczyną. Dziwne było to, że tym chłopakiem był Jason Simpson, starszy brat Katheriny. Nigdy wcześniej nie zauważyłam, żeby jakoś specjalnie się kolegowali, a tu proszę. Ale to nie ważne. Cieszę się, że są razem szczęśliwi i że im się tak dobrze układa. Sam została makijażystką, ale nie taką zwyczajną. Malowała aktorów, piosenkarzy, dziennikarzy. Zawsze była w tym niesamowicie dobra, więc nic dziwnego, że się tym zajęła.
We wtorek jak zwykle zjawiłam się o dziewiątej w gabinecie mojej szefowej. Usiadłam przy swoim biurku i wykonałam kilka telefonów. Następnie udałam się załatwić jedną sprawę z jakąś tam projektantką. Kiedy wróciłam, od razu dostałam nową robotę.
- O, Sandra, dobrze, że jesteś.
- Sara.
- Nieważne. Pojedź teraz do sądu i znajdź mi prokuratora Cole' a Toya. On da ci dla mnie jakieś papiery.
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem, ale jej wzrok mówił, że nie mogę zadawać żadnych pytań.
- Dobrze, proszę pani.
- Nie musisz się spieszyć. Będę potrzebowała tej teczki dopiero o jedenastej trzydzieści. Możesz mi ją przywieść nawet chwilę przed tą godziną.
- Dobrze, proszę pani - powiedziałam, wychodząc.
Wsiadłam do taksówki i pojechałam w stronę sądu. Podróż trwała jakieś piętnaście minut. Wyszłam z samochodu, zapłaciłam i weszłam do budynku.
- Przepraszam? - zaczepiłam jakąś kobietę. - Gdzie mogę znaleźć Cole' a Toya?
Kobieta szybko udzieliła mi instrukcji, jak dojść do jego gabinetu. Kierując się jej wskazówkami, poszłam na pierwsze piętro, skierowałam się w lewo i podeszłam pod trzecie drzwi. Zapukałam i weszłam do środka.
W gabinecie siedział przy biurku wysoki, bardzo przystojny mężczyzna o ciemnych włosach i lekkim zaroście. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat. Nieśmiało uśmiechnęłam się do niego.
- Dzień dobry - przywitałam się. - Szukam Cole' a Toya.
- To ja.
- Przysłała mnie Ella Harington.
- Ach, rozumiem. - Podniósł jakąś kopertę. Wstał i podał mi ją. - To dla niej.
- Dziękuję - powiedziałam, odwracając się. Już miałam się pożegnać, kiedy ona się odezwał:
- Może cię odprowadzić?
Spojrzałam na niego, zaskoczona.
- Nie trzeba. Na pewno jest pan bardzo zajęty...
- Tak się składa, że nieszczególnie. Nalegam.
- Jeżeli tak, to muszę się zgodzić.
Uśmiechnął się do mnie i razem wyszliśmy z jego gabinetu. Przeszliśmy kawałek w milczeniu.
- Coś tu jest nie tak - powiedział w końcu Cole.
- Co?
- Ty wiesz jak ja się nazywam, a ja nie mam pojęcia jak ty.
Zarumieniłam się.
- Przepraszam, powinnam się przedstawić. Sara Linares.
Resztę drogi przeszliśmy, cały czas rozmawiając. Naprawdę dobrze się z nim dogadywałam i bardzo żałowałam, że doszliśmy do wyjścia. Stanęliśmy na schodach. Spojrzałam na zegarek. Dziesiąta piętnaście.
- A może... - zaczął Cole, ale przez chwilę się zawahał.
- Tak?
- Może masz ochotę na kawę?
Naprawdę zdziwiła mnie ta propozycja. Praktycznie się nie znaliśmy, a on ot tak zaprosił mnie na kawę. Ale co tu ukrywać, facet bardzo mi się podobał i chciałam spędzić z nim trochę więcej czasu.
- Tak, mam ochotę na kawę.
Isabell rozstała się z Jacksonem z nieznanych mi powodów. Mimo to nadal się przyjaźnili. Moja siostra tak jak zawsze marzyła, założyła zespół razem z Willem, Percym i Jacksonem. Zespół nazwali Tabernakulum. Grali naprawdę świetnie: Percy na perkusji, Will na basie, Jackson na gitarze, a Isabell oczywiście była wokalistką, chociaż czasami też grała na gitarze. W ciągu paru miesięcy zdobyli już niezłą sławę.
Jessica została dziennikarką. Zaczęła pracować w redakcji, a jej kolumna szybko zyskała ogromną popularność. Pisała naprawdę dobrze, a ja nigdy wcześniej nie wiedziałam o jej talencie. Nie miałam pojęcia, że chciała być dziennikarką. W każdym bądź razie została nią i radzi sobie doskonale.
Kate zaręczyła się z Willem. Zamieszkali razem i zaczęli planować ślub. Są bardzo szczęśliwi, co widać od razu, gdy się na nich spojrzy. Kate została menadżerem zespoły jej narzeczonego.
Maddy poznała chłopaka o imieniu Cody. Zaczęli się spotykać i jak na razie dobrze im się układało. Maddy zaczęły nagrywać jakieś filmy. Mówiła, że chce zostać reżyserem.
Najbardziej jednak zadziwiła mnie Samanta, która znalazła sobie nowego chłopaka. Sam ten fakt nie był dziwny, bo Sam była śliczną i inteligentną dziewczyną. Dziwne było to, że tym chłopakiem był Jason Simpson, starszy brat Katheriny. Nigdy wcześniej nie zauważyłam, żeby jakoś specjalnie się kolegowali, a tu proszę. Ale to nie ważne. Cieszę się, że są razem szczęśliwi i że im się tak dobrze układa. Sam została makijażystką, ale nie taką zwyczajną. Malowała aktorów, piosenkarzy, dziennikarzy. Zawsze była w tym niesamowicie dobra, więc nic dziwnego, że się tym zajęła.
We wtorek jak zwykle zjawiłam się o dziewiątej w gabinecie mojej szefowej. Usiadłam przy swoim biurku i wykonałam kilka telefonów. Następnie udałam się załatwić jedną sprawę z jakąś tam projektantką. Kiedy wróciłam, od razu dostałam nową robotę.
- O, Sandra, dobrze, że jesteś.
- Sara.
- Nieważne. Pojedź teraz do sądu i znajdź mi prokuratora Cole' a Toya. On da ci dla mnie jakieś papiery.
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem, ale jej wzrok mówił, że nie mogę zadawać żadnych pytań.
- Dobrze, proszę pani.
- Nie musisz się spieszyć. Będę potrzebowała tej teczki dopiero o jedenastej trzydzieści. Możesz mi ją przywieść nawet chwilę przed tą godziną.
- Dobrze, proszę pani - powiedziałam, wychodząc.
Wsiadłam do taksówki i pojechałam w stronę sądu. Podróż trwała jakieś piętnaście minut. Wyszłam z samochodu, zapłaciłam i weszłam do budynku.
- Przepraszam? - zaczepiłam jakąś kobietę. - Gdzie mogę znaleźć Cole' a Toya?
Kobieta szybko udzieliła mi instrukcji, jak dojść do jego gabinetu. Kierując się jej wskazówkami, poszłam na pierwsze piętro, skierowałam się w lewo i podeszłam pod trzecie drzwi. Zapukałam i weszłam do środka.
W gabinecie siedział przy biurku wysoki, bardzo przystojny mężczyzna o ciemnych włosach i lekkim zaroście. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat. Nieśmiało uśmiechnęłam się do niego.
- Dzień dobry - przywitałam się. - Szukam Cole' a Toya.
- To ja.
- Przysłała mnie Ella Harington.
- Ach, rozumiem. - Podniósł jakąś kopertę. Wstał i podał mi ją. - To dla niej.
- Dziękuję - powiedziałam, odwracając się. Już miałam się pożegnać, kiedy ona się odezwał:
- Może cię odprowadzić?
Spojrzałam na niego, zaskoczona.
- Nie trzeba. Na pewno jest pan bardzo zajęty...
- Tak się składa, że nieszczególnie. Nalegam.
- Jeżeli tak, to muszę się zgodzić.
Uśmiechnął się do mnie i razem wyszliśmy z jego gabinetu. Przeszliśmy kawałek w milczeniu.
- Coś tu jest nie tak - powiedział w końcu Cole.
- Co?
- Ty wiesz jak ja się nazywam, a ja nie mam pojęcia jak ty.
Zarumieniłam się.
- Przepraszam, powinnam się przedstawić. Sara Linares.
Resztę drogi przeszliśmy, cały czas rozmawiając. Naprawdę dobrze się z nim dogadywałam i bardzo żałowałam, że doszliśmy do wyjścia. Stanęliśmy na schodach. Spojrzałam na zegarek. Dziesiąta piętnaście.
- A może... - zaczął Cole, ale przez chwilę się zawahał.
- Tak?
- Może masz ochotę na kawę?
Naprawdę zdziwiła mnie ta propozycja. Praktycznie się nie znaliśmy, a on ot tak zaprosił mnie na kawę. Ale co tu ukrywać, facet bardzo mi się podobał i chciałam spędzić z nim trochę więcej czasu.
- Tak, mam ochotę na kawę.
Heheheheheheheheheheheheheheh ;D "Isabell oczywiście była gitarzystką, chociaż czasami też grała na gitarze." wtf? xd
OdpowiedzUsuńPrzejęzyczyłam się, a ty się musisz zawsze czepiać ;((
Usuń