Następne parę miesięcy były najcudowniejszym czasem odkąd skończyłam szkołę. Mój związek z Cole' em po prostu rozkwitał. Po prostu wiedziałam, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Wszystko toczyło się bardzo szybko. Już w listopadzie Cole mi się oświadczył, a w styczniu wzięliśmy ślub. Tępo naszego związku nie bardzo podobało się mojej siostrze, która uważała, że pół roku to za mało czasu, żeby wiedzieć, że chce się z tą osobą spędzić całe życie. Ale kiedy ja w i e d z i a ł a m, że Cole to ten jedyny. Odkąd zerwałam z Jacksonem, nie sądziłam, że będę w stanie kiedykolwiek kogoś tak pokochać, a jednak mi się to udało. Byliśmy swoimi bratnimi duszami. Jedyna sprawa, w której się nie zgadzaliśmy, to dzieci. Cole nie chciał ich mieć, a ja wręcz odwrotnie. Stwierdziłam jednak, że na razie nie mam co sobie tym głowy zawracać.
Oczywiście się myliłam.
Był marzec, kiedy zdałam sobie z tego sprawę. Byłam tak przerażona, że kiedy tylko Cole wrócił z pracy do naszego mieszkania, zaczęłam płakać. Na początku starał się mnie pocieszyć, a później próbował ze mnie wyciągnąć, co się stało. W końcu zebrałam się na odwagę i wyjawiłam mu prawdę.
I nic.
Nie odezwał się. Po prostu poszedł do swojego gabinetu, milcząc. Nie powiedział do mnie ani jednego słowa. Już bym wolała, gdyby się zdenerwował. Jego obojętność mnie przerażała.
Następnego dnia postanowiłam pogadać z Isabell. Nie wiedziałam dlaczego akurat z nią, ale czułam ogromną potrzebę właśnie jej się zwierzyć. Była sobota, więc nie pracowałam. Cole wyjechał gdzieś z samego rana, nie mówiąc mi gdzie się wybiera. Z tego co wiedziałam, to moja siostra miała dzisiaj próbę ze swoim zespołem. Wyszłam z mieszkania i wsiadłam do taksówki.
Na miejsce dojechałam w dziesięć minut. Mieli próbę w studiu na obrzeżach miasta. Zapłaciłam taksówkarzowi i podeszłam do wejścia. Chyba bałam się jeszcze bardziej niż wczoraj. Zdawałam sobie sprawę, że Is będzie na mnie zła. Miałam dopiero dwadzieścia lat, a już zaszłam w ciążę. Niepewnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Przeszłam kawałek, zanim dotarłam do sali, w której mieli próby. Akurat w tej chwili nie grali. W środku siedzieli tylko moja siostra i Percy.
- Hej - powiedziałam, wchodząc. - Nie przeszkadzam?
Odwrócili się i uśmiechnęli do mnie.
- O, Sara. Jasne, że nie.
Podeszłam do nich. Usiadłam naprzeciwko Isabell.
- Percy, mógłbyś nas na chwilę zostawić same?
- Percy, mógłbyś nas na chwilę zostawić same?
- Nie ma sprawy. Zakładam, że macie do obgadania jakieś babskie sprawy, więc się wynoszę.
Posłał mi przyjazny uśmiech i odszedł. Przez chwilę siedziałyśmy w zupełnym milczeniu.
- O co chodzi? - zapytała w końcu moja siostra.
Spuściłam wzrok. Dłonie zaczęły mi drżeć.
- Ja... Nie wiem jak ci to powiedzieć.
- Najlepiej po angielsku.
Strzepnęłam jakiś pyłek ze spodni.
- Isabell... Ja... jestem w ciąży...
Moja siostra na początku patrzyła na mnie z taką miną, jakby to był żart. Później jednak spoważniała i strasznie zbladła.
- Co?
- Jestem w ciąży - powtórzyłam.
- Ale chyba nie... nie z Cole' em?
Przewróciłam oczami.
- A z kim jak nie z nim? - Pokazałam na obrączkę na serdecznym palcu lewej ręki. - On jest moim mężem. Jestem w ciąży z Cole' em.
Sama nie wiem dlaczego w tym momencie spojrzałam na drzwi. Kiedy Percy wychodził, nie zamknął ich i teraz ktoś tam stał. Po chwili poznałam tę osobę.
J a c k s o n W a r d.
Zapewne słyszał każde moje słowo.
Poczułam jak coś mnie ściska w brzuchu. I to bardzo, bardzo mocno. Najchętniej bym teraz zwymiotowała i to nie miało nic wspólnego z tym, że byłam w ciąży. Moje oczy automatycznie się zaszkliły. Miałam ogromną ochotę zwinąć się w kłębek i ryczeć.
Tylko dlaczego? Dlaczego tak mi przeszkadzało, że Jackson dowiedział się, że jestem w ciąży? Przecież nie był już dla mnie nikim ważnym. A przynajmniej tak myślałam, zanim go zobaczyłam. Odkąd byłam z Cole' em byłam szczęśliwa i nie myślałam o nim. Ale teraz... Wszystko wróciło. Wszystkie wspomnienia, uczucia...
Pierwszy raz go zobaczyłam. Patrzył na mnie, kiedy siedziałam na swojej pierwszej kolacji w Akademii Magii.
Nasza pierwsza długa rozmowa. Szlaban u Been. Długo gadaliśmy, bo szybko skończyliśmy pracę. Czułam, że mogłabym z nim rozmawiać bez końca.
Pierwszy raz mnie pocałował. Początek przerwy świątecznej. Podbiegł do mnie, kiedy szukałam Kristin na przystanku. A potem życzył mi wesołych świąt.
Pierwsza randka. Siedzieliśmy w kapsule niewidzialności przy małym stoliku. Było okropnie romantycznie.
Moja ucieczka z domu. Oczywiście do niego. Był dla mnie wtedy taki opiekuńczy. Troszczył się o mnie.
Nasze urodziny. Odwiedził mnie wtedy w domu i... Po prostu byliśmy ze sobą.
Wszystkie spotkania, rozmowy, radości, smutki. Naglę w głowie zaczęła mi latać piosenka Nirvany "Something in the way", pierwsza piosenka przy której razem tańczyliśmy. Mój Boże, tyle razem przeżyliśmy...
Nasze spojrzenia się spotkały. Przez kilka sekund wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy. Byłam pewna, że widzi moje łzy. I wtedy sobie uświadomiłam, że go kocham. Kochałam Jacksona Warda. Mimo że zerwaliśmy kilka lat temu. Mimo że miałam już męża i byłam w ciąży. Mimo że Jackson mnie tak mocno zranił. Kochałam go. I nic tego nie zmieni.
Jackson odwrócił wzrok i odszedł. Spojrzałam na podłogę.
- Ziemia do Sary! - Isabell szturchnęła mnie lekko. - Hej, jesteś?
- Co? Aaa... jestem. Coś mówiłaś?
- Czy już mu mówiłaś?
- Komu?
- Cole' owi! A komu innemu?
- A, no tak. Przepraszam, zamyśliłam się. Wie, ale niezbyt się ucieszył.
- On na ciebie na zasługuje, Saro.
- A kto zasługuje?
Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, aż do sali wszedł Will, mówiąc, że za chwilę zaczynają próbę. Zaproponował, żebym została, ale nie mogłam tego zrobić. Nie była w stanie patrzeć prze jakąś godzinę na Jacksona. Wyszłam, a w drzwiach minęłam się z Wardem. Wiedziałam, że na mnie patrzy, ale specjalnie odwróciłam wzrok. Pojechałam do domu.
SUSAN GAŁĘZIĄ <3
OdpowiedzUsuńMŁODSZA OD JOHNNY' EGO!
Usuń