niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 55

- W tej wyglądasz jak prostytutka - skomentowała Isabell, kiedy pokazałam jej krótką, czerwoną sukienkę. 
- Nie ma to jak szczera siostra - prychnęłam.
- Ja staram się ci tylko pomóc. - Posłała mi słodki uśmiech. - Ta też nie! Jest zbyt dziecinna.
  Kolejna sukienka wylądowała na kupie ubrań, których kategorycznie nie mogłam nałożyć. Szykowałam się właśnie na pierwszą oficjalną randkę z Cole' em, a Isabell mi pomagała, bo, jak stwierdziła, ja sama sobie nie poradzę. I właściwie miała rację. Nie miałam zielonego pojęcia co na siebie włożyć. 
- Ale ta jest ładna...
- Nie, Saro. Masz wyglądać p o w a ż n i e. Ten koleś jest grubo starszy. Nie może to wyglądać, jakbyś była jego sporo młodszą siostrą.
- Dobra, to może zamiast mnie krytykować, sama mi coś wybierzesz? 
  Isabell podeszła do mojej szafy i wyciągnęła z niej czarną, koronkową sukienkę. Była dość elegancka, ale równocześnie jak najbardziej nadawała się na pierwszą randkę. Wzięłam ją do ręki i natychmiast poszłam do łazienki się przebrać. Chwilę później weszła Isabell i podała mi czarne kolczyki. Następnie zaczęła mnie malować tak, żebym wyglądała poważnie. Zajęło to nam jakieś dwadzieścia minut. 
  Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam całkiem dobrze, co oczywiście zawdzięczałam mojej siostrze. Poczułam motylki w brzuchu. Boże, tak dawno byłam na randce. Odkąd skończyłam szkołę, spotykałam się może z trzema facetami. Zwłaszcza że przeprowadziłam się na inny kontynent i nie znałam tu prawie nikogo.
- Wyglądasz ślicznie - powiedziała Is. 
- Dzięki. Ale tak w ogóle, to kiedy ty będziesz się zbierała na randki?
  Isabell uśmiechnęła się łobuzersko.
- Skąd wiesz, że już się z kimś nie umawiam?
  Zatkało mnie.
- Dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś?! Wszystko przede mną  ukrywasz!
- Więc już nie będę i powiem ci jeszcze, że Jessica też sobie kogoś znalazła. A właściwie razem ich znalazłyśmy. To bracia. Mój nazywa się Justin i jest superprzystojny. Jej to Andy. Mają też brata przyrodniego, którego jeszcze nie poznałam, więc jak ci nie wyjdzie z Cole' em to może cię z nim zeswatam.
- Na razie planuję, że wyjdzie mi z Cole' em.
  I wtedy usłyszałyśmy dźwięk dzwonka. Poczułam jak coś ściska mnie w brzuchu. Isabell uśmiechnęła się i powiedziała:
- Lepiej idź otwórz.
  Zrobiłam, co mi kazała. Oczywiście za drzwiami stał Cole. Dzisiaj wyglądał wyjątkowo ładnie. Miał na sobie koszulę w kratę i ciemne dżinsy.
- Wow - powiedział, przyglądając się mi. - Wyglądasz ślicznie. 
  Lekko się zaczerwieniłam. 
- Dziękuję.
  Cole podał mi czerwoną różę. Wzięłam ją i podziękowałam. Włożyłam ją do flakonu, który już wcześniej przygotowałam
- Gotowa?
- Oczywiście.

  Pół godziny później siedzieliśmy w jakiejś bardzo romantycznej restauracji. Kelnerka podeszła do nas i podała menu, a ja czułam motylki w brzuchu. Cole zamówił jakieś mięso, a ja czułam motylki w brzuchu. Ja zamówiłam jakieś danie wegetariańskie, czując motylki w brzuchu. Ogólnie, trochę się stresowałam.
- I butelkę czerwonego wina - powiedział Cole.
  Kelnerka odeszła, zostawiając nas samych. Przez chwilę panowała cisza, ale zaraz znaleźliśmy jakiś temat do rozmów. Oczekiwanie na posiłek minęło nam bardzo szybko. Spojrzałam na kolację Cole' a. Mięso. Zrobiło mi się słabo.
- Nie jesz mięsa? - zapytał.
- Jestem wegetarianką. 
- Przepraszam. Nie wiedziałem.
- Nie szkodzi. 
  Obok nas przeszła jakaś para. Mężczyzna miał na ręku wytatuowane imię  Jacqueline, zapewne tak się nazywała jego dziewczyna. Kiedy tylko odeszli z pola widzenia, Cole się odezwał:
- To strasznie głupie.
- Co?
- Robienie sobie tatuaży z imieniem swojego partnera. To takie dziecinne. Zresztą nie wiadomo, czy zostanie się z tą osobą na zawsze. 
  Automatycznie zakryłam nadgarstek swojej prawej ręki. Widniał na nim napis Jackson. Na pewno nie spodobałby się Cole' owi. 

  Reszta randki minęła naprawdę dobrze. O godzinie dwudziestej drugiej, Cole zaproponował, że podwiezie mnie do domu. Kiedy weszłam do mieszkania, rzuciłam się na łóżko. Miałam ochotę skakać z radości. Już dawno nie byłam taka szczęśliwa. Ostatnio chyba, kiedy...
  Kiedy jeszcze byłam z Jacksonem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz