piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 50

  Rok szkolny skończył się szybko. Zaczęły się wakacje, więc pojechałyśmy do Hiszpanii. Tak jak się spodziewałam, było jeszcze gorzej niż zeszłym razem, bo nie dość, że matka i babcia doprowadzały mnie do szaleństwa, to jeszcze bliźniaczki się do mnie nie odzywały. Na dodatek z niewiadomych powodów tym razem babcia kazała nam spać w jednym pokoju, co oznaczało, że musiałyśmy przebywać w swoim towarzystwie bardzo dużo czasu. Nie wiem, która z nas bardziej cierpiała, ja czy Is.
  Piątego dnia pobytu u babci i nie wytrzymałam siedzenia w ciszy, więc poszłam się przejść po Barcelonie. Szłam sobie spokojnie po La Rambla, obserwując ulicznych artystów. Przystanęłam przy jednym z mimów i przez chwilę oglądałam jego występ. Facet był naprawdę dobry. Przyglądałam się mu z uśmiechem na twarzy, kiedy wpadł na mnie jakiś chłopak.
- Uważaj! -warknęłam.
- Och, przepraszam.
  Spojrzałam na niego. Na pierwszy rzut oka było widać, że stąd pochodzi. Był bardzo opalony, miał czarne długie włosy i ciemne oczy. Był dobrze zbudowany. Wyglądał na jakieś dziewiętnaście lat. No po prostu był cudowny.
- Nie, nic się nie stało. - Posłałam mu słodki uśmiech. 
- Jesteś tu na wakacjach?
  Kiwnęłam głową. 
- To pewnie nie widziałaś jeszcze wszystkiego. Może dasz się zaprosić na mały spacer?
  Tak, to trochę dziwne, że nieznajomy Hiszpan proponuję ci, że oprowadzi się po Barcelonie. Ale on był taki przystojny, że nie mogłam odmówić. Zresztą moja intuicja podpowiadała mi, że jest uczciwy.
- Jasne. A tak w ogóle jestem Sara, a ty?
- Pablo.
 - Pablo. Ładne imię.
- Dzięki.

  Cały dzień spędziłam z tym super przystojnym Pablo. Naprawdę dobrze się dogadywaliśmy. Okazało się, że był równie inteligentny jak piękny. A poza tym był też zabawny, uprzejmy i miły. Po prostu ideał. Mimo tego nie potrafiłam poczuć do niego coś więcej. Naprawdę chciałam, ale gdy tylko próbowałam spojrzeć na niego inaczej, widziałam Jacksona. Boże, co trzeba zrobić, żeby zapomnieć o chłopaku, który cię przecież tak skrzywdził?
- Może kiedyś przyjadę do Londynu - powiedział Pablo, kiedy siedzieliśmy na ławce, jedząc lody. - Oprowadzisz mnie po nim, prawda?
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Ale póki co, to muszę wracać do domu. 
  Wstałam. Pablo również.
- Już?
- Obiecałam matce, że wrócę na kolację.
- To może przynajmniej cię odprowadzę, dobrze?
- Pewnie
  Po jakiś czterdziestu minutach doszliśmy do ulicy, na której znajdował się dom babci. 
- Dalej już pójdę sama. 
  Pablo nie był zbyt zadowolony. Przez chwilę się nad czymś zastanawiał. W końcu spytał:
- A co robisz jutro?
  Uśmiechnęłam się. Bałam się już, że o to nie spyta i musiałabym siedzieć cały dzień w domu. Tak będę miała wymówkę, żeby wyjść. 
- Przyjdź po mnie tutaj o 14. - Wyjęłam z torebki długopis i zapiałam mu na ręce mój numer telefonu. - Jak co to zadzwoń.
  Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Pożegnaliśmy się, a ja odeszłam w stronę domu babci. 

  Siedziałam w pokoju z bliźniaczkami. One oczywiście się do mnie nie odzywały, a ja nie śmiałam się odezwać do nich. Jessica malowała paznokcie, a Is pisała SMSa. Odkąd tu jesteśmy ciągle je dostaje. Bardzo chciałam wiedzieć, od kogo je dostaje, ale ciągle bałam się zapytać. Dzisiaj postanowiłam to zmienić. 
- Z kim tak zawzięcie esemesujesz? 
  Siostry spojrzały na mnie jak na wariatkę. Odezwałam się do nich pierwszy raz od kilku tygodni. Wymieniły znaczące spojrzenia, ale żadna nic nie powiedziała. 
- No chyba możesz mi powiedzieć.
  Isabell jeszcze przez chwilę się wahała, ale w końcu odparła.
- Z moim chłopakiem, Jacksonem Wardem
  Równie dobrze mogła mnie spoliczkować. Czułam jak coś we mnie pęka. Wiedziałam, że przy niej nie mogę okazać słabości, więc wyszłam do łazienki. Tam pozwoliłam moim łzom spokojnie spływać po policzkach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz