sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 51

  Wakacje minęły bardzo szybko. Zaczął się rok szkolny. Inni uczniowie już zapomnieli, jak okropną jestem dziewczyną i znów stałam się jedną z najpopularniejszych osób w szkole. W końcu otrząsnęłam się po rozstaniu z Jacksonem i zaczęłam się spotykać z innymi chłopakami. Z żadnym jednak nie pochodziłam zbyt długo. Zwykle zrywałam z nimi po jakimś miesiącu. Moje życie stało się dość monotonne. Zajęcia, przyjaciółki, chłopak, nauka. Tej ostatniej był teraz sporo, bo to mój ostatni rok w Akademii i czekają mnie bardzo trudne egzaminy. Dni mijały mi zatem bardzo szybko i ani się obejrzałam i kończył się już maj. Ostatnich kilka dni poświęciłam zupełnie nauce. Kułam wszystko, mając nadzieję, że coś zapamiętałam. Moje współlokatorki robiły to samo. 
  Egzaminy rozpoczęły się w poniedziałek. Pierwszy był z dziejów magii i teorii magicznej. We wtorek był z eliksirów i zaklęć, środa wróżbiarstwo i magiczna biologia, a w czwartek każdy uczeń posiadający specjalny dar (a rzadko się zdarzało, żeby ktoś go nie miał) miał z niego indywidualny egzamin. W piątek chętni mogą zdawać z dodatkowych przedmiotów, takich jak na przykład wiedza o magicznych istotach. Oczywiście ja nie jestem chętna. Wydaje mi się, że, nie licząc pierwszego dnia, egzaminy poszły mi w miarę dobrze. 
  Jak nakazuje tradycja, w sobotę miała odbyć się dyskoteka, na którą mieli przyjechać absolwenci. Miałam  się na nią wybrać z Tomasem Greenem, ale kilka dni przed stwierdziłam, że wolę kogoś innego. Powiedziałam mu, że nie chcę iść z nim i chyba całkiem nieźle to przyjął. Umówiłam się z Mike' iem Smithem. 

  W sobotę o osiemnastej zaczęłam się zbierać. Dyskoteka zaczynała się za godzinę, a ja nawet nie wiedziałam, w co chcę się ubrać. Maddy miała ten sam problem. Kate i Sam już dawno wybrały sukienki, dlatego teraz pomagały nam w tym trudnym zadaniu. Po jakiś trzydziestu minutach zdecydowałyśmy, że najlepiej będę wyglądać w czarnej sukience na ramiączka, którą dostałam ostatnio na gwiazdkę od taty. Madeline nałożyła niebieską sukienkę w kwiatki. 
  O osiemnastej czterdzieści pięć przyszedł po mnie Mike. Wyszliśmy razem i poszliśmy do sali gimnastycznej, która jak zwykle na dyskotekach wyglądała zjawiskowo. W tym roku na czarnych ścianach znajdowały się jedynie zapalone świeczki. Poza nimi, nie było włączone żadne światło, więc w środku panował bardzo romantyczny nastrój. Dyskoteka się jeszcze nie zaczęła, więc usiedliśmy przy jednym ze stolików i czekaliśmy, aż przybędą wszyscy goście. Siedzieliśmy, rozmawiając spokojnie, kiedy drzwi do sali otworzyły się i weszło kilka osób. Jakaś piątoklasistka, pewien czwartoklasista ze swoją dziewczyną i kilka absolwentów. I nagle dostrzegłam kogoś, kogo próbowałam unikać odkąd tu się zjawił. 
  Jackson Ward stał w drzwiach. Był chyba jeszcze bardziej przystojny niż kiedy go widziałam ostatnio. Miał na sobie ciemne spodnie i koszulę w kratę. Jego włosy były nieco dłuższe niż ostatnio, a na jego twarzy widniał szczery uśmiech. Za rękę trzymał Isabell. 
  Jęknęłam, gdy tylko ją zobaczyłam. Nie rozmawiałyśmy ze sobą, odkąd powiedziała mi, że chodzi z Jacksonem. A teraz stała tu w sali gimnastycznej i wyglądała po prostu pięknie. Miała na sobie przepiękną sukienkę, granatową bez ramiączek. Swoje czarne jak węgiel włosy spięła w kok. Jej zielone oczy błyszczały i oczywiście uśmiechała się do swojego chłopaka. 
  
  Chyba pękło mi serce.
  
  Mike popatrzył na mnie.
- Wszystko w porządku?
Szybko odwróciłam wzrok i spojrzałam na niego.
- Tak, po prostu się zamyśliłam.
  Cały czas myślałam tylko o tym, że moja siostra i mój były chłopak tańczą gdzieś razem, może się przytulają, może się całują... Nie potrafiłam się dobrze bawić. Nie potrafiłam się skupić jedynie na Mike' u. To wszystko był dla mnie za trudne. 
  Nagle podszedł do mnie Tomas. Uśmiechnął się krzywo i powiedział:
- Saro, moglibyśmy wyjść na chwilę.
Mike zmierzył go wzrokiem.
- Ona chyba jest teraz zajęta.
- Tylko na chwilę. Zaraz ci ją zwrócę. 
Mike niechętnie kiwnął głową. Ja też się zgodziłam, bo chętnie skorzystałam z okazji, żeby wyjść z tej sali i nie czuć obecności Isabell i Jacksona. Wyszliśmy na zewnątrz, ale nie zatrzymaliśmy się na korytarzu, Tomas szedł, milcząc. Wyszliśmy z budynku, ale on nadal nie stanął. Dopiero kiedy doszliśmy do lasu, gdzie nikt nas nie widział, zatrzymał się,
- O co chodzi? - spytałam.
- O co chodzi?! Nie wiesz o co chodzi?! 
  Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Naprawdę nie wiedziałam, o co chodzi.
- Powiedziałaś mi, że nie chcesz iść na dyskotekę! A teraz co?! Przychodzisz sobie z tym frajerem Mike 'iem. I myślisz, że ja ci to tak odpuszczę?!
- Powiedziałam, że nie chcę iść na dyskotekę z tobą, a nie że w ogóle nie chcę iść. Myślałam, że to zrozumiałeś.
- O czym ty, do cholery, mówisz?! Powiedziałaś, że nie chcesz iść! Myślisz, że możesz mnie tak zdradzać?! Jesteś zwykłą dziwką!
  Był wściekły. Widać było, że najchętniej by mnie udusił. Ja jednak zachowywałam spokój i starała się nie reagować na jego wyzwiska. Chociaż fakt, że nazwał mnie dziwką niezbyt mi się spodobał. 
- Tomas, po prostu się nie zrozumieliśmy. Ja z tobą zerwałam. Nie pasowaliśmy do siebie...
- Jak to nie pasowaliśmy?! Jesteśmy sobie przeznaczeni!
  Przewróciłam oczami. Ten facet był jakiś psychiczny.
- Nie, nie jesteśmy. Szczerze mówić, to lepiej dogaduję się z Mike 'iem.
 Ostatnio tak zrywałam z każdym chłopakiem, więc była to już moja stara śpiewka Tomasowi się jednak nie spodobała. 
- On na ciebie nie zasługuję! Ja na ciebie zasługuję!
  Boże, co za psychol. 
- Wiesz co, ja chyba już muszę iść...
- Nigdzie nie pójdziesz! -wrzasnął. A potem zobaczyłam jak podnosi rękę.
  Ostatnie co pamiętam to nagły ból. Później była tylko ciemność. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz