poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 53

  Był sierpień. Siedziałyśmy z bliźniaczkami w salonie, oglądając telewizję. Dziewczyny już zaczęły ze mną rozmawiać, jednak nie byłyśmy znów ze sobą tak blisko jak wcześniej. Nagle do pokoju weszła Diana. Uśmiechnęła się do nas przyjaźnie, czego nigdy wcześniej nie robiła i powiedziała:
- Mamy gościa!
  Wymieniłyśmy znaczące spojrzenia. Kto mógłby nas odwiedzić? Ojciec? Nie, wtedy matka by się tak nie cieszyła. Nikt inny nie przychodził mi do głowy.
  I wtedy w progu stanęła najokropniejsza dziewczyna jaką w życiu widziałam. Była średniego wzrostu, miała oliwkową cerę i jasne włosy. Ubrana była cała na różowo, a na twarzy miała chyba tonę makijażu. Gdy tylko ją ujrzałam, pożałowałam, że wcześniej zjadłam ciastka. 
- To wasza siostra Lola.
  Nasza siostra... Jezu, kiedy ja ostatnio widziałam którąś z sióstr, mieszkających z ojcem. Chyba jakieś dwa lata temu. Alice. A Lola? Szczerze mówiąc nawet nie pamiętałam jej z dzieciństwa. Alice kiedyś wspominała, że inne siostry są słodkimi laleczkami, ale nie sądziłam, że aż tak. Spojrzałam na bliźniaczki. Chyba myślały o tym samym, co ja. 
- Cieszycie się, prawda? - zawołała Diana. - Żebyście się do siebie zbliżyły, przygotowałam wam wspólny pokój na czas pobytu u nas Loli. Na strychu. Zaprowadźcie swoją siostrę na górę.
  Nie chciałyśmy z nią dyskutować, więc w milczeniu poszłyśmy na strych. Kiedy tylko się tam znalazłam, stanęłam jak wryta. 
  To już nie był zwykły strych. To królestwo różowej laleczki Barbie. Wszystko tu było różowe. Ściany, podłoga, meble. Jessica wydała głośny jęk. Isabell podeszła do swojego łóżka. Z zazdrością spojrzałam na kilka plakatów z jej ulubionymi zespołami, które zakrywały tę paskudną ścianę. Przy moim łóżku był tylko jeden plakat. Johnny Depp.
- Gdzie jest mój plakat z Davem? - wrzasnęła Jessica. 
- Z tym długowłosym chłopakiem? - zapytała Lola, a moja siostra kiwnęła głową. - Kazałam go schować, bo się go bałam.
  Jessica wpadła w szał. Nikt nie miał prawa dotykać jej plakatów, nawet Isabell. A jeżeli dotknęła go Lola, to jej życie niedługo się zakończy. 
 
  Po trzech dniach z tą lalunią, czułam się jak po praniu mózgu. Kiedy tylko wyszła ze strychu, Isabell szepnęła:
- Wynośmy się stąd.
  Westchnęłam.
- Niby dokąd? Nie mamy gdzie...
- Do Jacksona.
  Czułam się, jakby mnie oblała lodowatą wodą. Nie dość, że chodziła z moim byłym, to jeszcze teraz mówi, żebyśmy wszystkie trzy do niego uciekły. Okej, wiem, że chciała dobrze, ale to jest bardzo skomplikowane. Chyba zauważyła, że nie jestem przekonana, bo zapytała:
- Masz lepszy pomysł?
- Nie...
- No właśnie. Albo się zgodzisz, albo zostaniesz z tą Barbie. Decyduj.
  No to mi dała wybór. Nie było innego wyjścia, tylko się zgodzić. 

  Pod dom Jackson dojechałyśmy autostopem. Isabell zadzwoniła do drzwi. Otworzył po jakiejś minucie. Na nasz widok chyba bardzo się zdziwił. Zwłaszcza na mój widok. Chwilę patrzył się na mnie, ale ja od razu odwróciłam wzrok. 
- Co się stało?
  Isabell mu wszystko wytłumaczyła. Oczywiście zaprosił nas do środka. Usiadłyśmy w kuchni, a Jackson zrobił nam herbatę. Przez chwilę rozmawialiśmy (to znaczy oni rozmawiali, ja siedziałam cicho, starając się nie patrzeć na swojego byłego chłopaka), a później Jackson zaprowadził bliźniaczki do pokoi, w których miały spać. Następnie poszedł ze mną do jednej z sypialni. Dobrze wiedziałam co to za pokój. W nim spałam, kiedy uciekłam z domu po raz pierwszy. Sypialnia Jacksona. Nie miałam pojęcia, dlaczego przydzielił mi właśnie ten pokój. 
  Długo leżałam, nie mogąc zasnąć. To wszystko mnie przerastało. Kiedy ostatni raz spałam w tym łóżku byłam szczęśliwie zakochana, a teraz... Śpię w łóżku chłopaka mojej siostry. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie mogłam usiedzieć w pokoju, więc wyszłam i udałam się na balkon. Bardzo dobrze pamiętałam, jak do niego dojść. Było to moje ulubione miejsce w całym domu Jacksona. 
  Stanęłam przy barierce i spojrzałam w gwieździste niebo. Uwielbiałam to robić, kiedy byłam tu ostatnio, ale Jackson często mi na to nie pozwalał zbyt długo, bo byłam chora. Teraz mogłam stać tu do rana, bo nikt mi nie przeszkadza. A przynajmniej tak mi się wydawało.
- Nie jest ci zimno? - Usłyszałam za sobą męski głos. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że to Jackson. 
- Trochę. 
  Podszedł do mnie i zdjął swoją bluzę. Podał mi ją.
- Dzięki - wymamrotałam, nakładając ją.
  Przez dłuższą chwilę trwała cisza. Oboje patrzyliśmy przed siebie, podziwiając gwiazdy. Poczułam gorąco. Jackson stał stanowczo za blisko.
- A gdzie twoja matka? - zapytałam nagle.
- Wyjechała do Polski. Zawsze chciała tam wrócić. Zostawiła mi dom, żebym się nim opiekował. Widzę, że jeszcze pamiętasz, co się gdzie znajduje.
- Byłam tu jakiś czas. A tak właściwie, dlaczego pozwoliłeś mi spać w swojej sypialni?
- Przeniosłem się do innej rok temu. A tamten pokój dałem ci dlatego, że... W sumie sam nie wiem dlaczego.
  Spojrzeliśmy sobie w oczy. Boże, jak ja za tym tęskniłam. Jego piękne czekoladowe tęczówki... Było mi gorąco, a on stał tak blisko. 
  Pocałuj go! odezwał się cichutki głosik w mojej głowie. Chcesz tego, Saro, bardziej niż czegokolwiek innego. Kochasz go. Po prostu mu to powiedz! On musi wiedzieć co czujesz!
  Patrzyłam na niego, zdając sobie sprawę, że oczywiście, chcę tego najbardziej na świecie. O niczym innym nie marzę, tylko o pocałowaniu go tutaj, na tym balkonie w tę cudowną gwieździstą noc. I żeby później mi powiedział, że on także nigdy nie przestał mnie kochać. 
  Nie. 
  Nie mogę tego zrobić. 
  Nie mogę tego zrobić znowu Isabell. 
  Już jednego chłopaka jej odbiłam, jak mogłabym to zrobić ponownie, kiedy w końcu mi wybaczyła? Tak, kochałam Jackson i pewnie nigdy nie przestanę kochać, ale zerwałam z nim. Teraz Isabell jest z nim jest. I są szczęśliwi. Kochają się i kto wie, może są sobie przeznaczeni, a ja tak po prostu bym to zepsuła.
  Odsunęłam się od Jacksona. 
- Chyba powinniśmy zostać przyjaciółmi - powiedział.
  Przyjaciółmi?! Równie dobrze mógłby mnie zrzucić z tego balkonu. Przyjaźń to ostatnie czego dla nas chciałam.
- Tak, masz rację. Chyba już pójdę spać. 
  Odeszłam i zobaczyłam, że przy drzwiach do balkonu stała Isabell.
- Dobranoc - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i pozwoliłam łzom powoli spływać po moich bladych policzkach.

1 komentarz: