Minęło parę tygodni zanim Cole zaczął znowu normalnie się zachowywać. Wiedziałam jednak, że wciąż nie jest zadowolony z powodu mojej ciąży. Nie bardzo mogłam liczyć na jego pomoc. Na szczęście miałam cudowne siostry i przyjaciół. A jeśli o przyjaciołach mowa to i Kate zaszła w ciążę. Will jednak w odróżnieniu od Cole' a był tym faktem ogromnie ucieszony. Ale ja nie narzekałam. Nie było najgorzej. Powoli przyzwyczajałam się do monotonii mojego życia.
Wszystko zmieniło się pod koniec maja. Obudziłam się jak zwykle niewyspana i spojrzałam na zegarek. Zamarłam. Ósma trzydzieści pięć. W pracy miałam być za niecałe pół godziny, a sam dojazd zajmie mi co najmniej piętnaście minut. Zerwałam się z łóżka i w tępię natychmiastowym umyłam się, ubrałam i uczesałam. Nie zdążyłam nawet zjeść śniadania, czego będę pewnie później bardzo żałować. W ostatniej chwili przypomniałam sobie, że muszę jeszcze wziąć teczkę z projektami, które ostatnio dała mi szefowa. Pobiegłam do biurka i wzięłam pierwszą teczkę, która rzuciła mi się w oczy. Wybiegłam z mieszkania i wsiadłam do taksówki, po którą wcześniej zadzwoniłam.
Na szczęście nie spóźniłam się do pracy, byłam punktualnie. Usiadłam przy swoim biurku i od razu wykonałam parę telefonów. Po chwili w gabinecie pojawiła się Ella.
- O, dobrze że jesteś! Masz teczkę?
- Oczywiście.
Szefowa wzięła ją ode mnie i wyszła. Ja w tym czasie odebrałam kilka telefonów, a nawet udało mi się zjeść jakąś drożdżówkę. Po jakiś dwudziestu minutach do gabinetu znów weszła Ella.
- Saro, to nie są te projekty - powiedziała dość spokojnie.
- Jak to nie? Wzięłam je ze swojego...
Poczułam uderzenie gorąca. Na biurku leżały dwie teczki. Jedna zawierała projekty, które dała mi szefowa. Druga moje projekty.
Zbladłam. Musiałam przynieść tę drugą teczkę. Jaka byłam głupia! Tamte projekty na pewno były bardzo ważne, a ja ich nie wzięłam. Zamiast nich przyniosłam jakieś swoje bazgroły.
- Boże, proszę pani, ja...
Ella dała mi znak, żebym milczała. W całkowitej ciszy przeglądała moje projekty. Jej wyraz twarzy nie zdradzał tego, co czuła. Z sekundy na sekundę robiłam się jeszcze bardziej zestresowana.
- Kto wykonał te projekty? - zapytała w końcu.
- Te? Ja, ale to nieważne. Zaraz pojadę po tamte i...
- Ty je wykonałaś? - Ella spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Kiwnęłam głową. - Nigdzie nie jedź. Te projekty są genialne! Czegoś takiego właśnie potrzebowaliśmy! Są o niebo lepsze od tych, które zostawiłaś w domu. Dlaczego nigdy nie powiedziałaś, że projektujesz?
- Ja... sama nie wiem. Nie myślałam, że to ważne...
- Dziewczyno, masz ogromny talent! Cała komisja się ze mną zgodziła. Chcemy wykorzystać twoje projekty, o ile się zgodzisz.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Odkąd pierwszy raz namalowałam jakieś ubranie (a mogłam mieć wtedy jakieś osiem lat), marzyłam o karierze projektantki mody. Dlatego tak bardzo zależało mi na tej pracy. Chciałam być blisko prawdziwych projektantów z nadzieją, że kiedyś mnie odkryją. I stało się. Moja szefowa właśnie uznała moje projekty za genialne.
- Oczywiście, że się zgadzam.
- To świetnie! A tak przy okazji, zwalniam cię.
Mój dobry humor prysł jak mydlana bańka.
- Co? Dlaczego?
- Nie możesz się marnować jako moja asystentka. Od dziś zostajesz jedną z projektantów.
Ze szczęścia ledwo stałam na nogach. Chwiejnym krokiem weszłam do mieszkania. Cole już był, siedział w salonie i czytał jakąś gazetę.
- Hej - powiedziałam. - Muszę ci coś opowiedzieć.
Kiedy skończyłam mówić, nie byłam pewna czy Cole się cieszy razem ze mną, czy też nie. Uśmiechnął się tylko raz i powiedział, że mi gratuluje, a później od razu poszedł do sojego gabinetu.
Na szczęście moje siostry i znajomi zareagowali zupełnie inaczej. Bardzo cię ucieszyli i chcieli nawet ze mną to oblać, ale ja oczywiście nie mogłam się na to zgodzić ze względu na dziecko.
Następne kilka miesięcy były dla mnie po prostu niesamowite. To po prostu cudowne, kiedy twoje marzenia się spełniają. Mogłam projektować i moje projekty były doceniane. To było wspaniałe.
Na początku września musiałam iść na urlop macierzyński. Moje dziecko urodziło się dwudziestego drugiego września. Była to śliczna dziewczyna o zielonych oczkach, bladej skórze i jasnych włoskach. Moje siostry od razu uznały, że do złudzenia mnie przypomina. Była naprawdę przepiękna. Zakochałam się w niej, gdy tylko ją zobaczyłam. Kiedy tylko położono ją na mojej piersi, wiedziałam, że to najcudowniejszy dzień w moim życiu. Nigdy nie byłam taka szczęśliwa. Kiedy spotykałam się z Jacksonem. Kiedy poznała Cole' a. Kiedy mi się oświadczył. Kiedy wzięliśmy ślub. Kiedy zostałam projektantką. Żadne z tych wspomnień nie jest tak szczęśliwe, jak moment, gdy na moim sercu leżała moja maleńka córka. Dałam jej na imię Suzanne.