wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 20

 Leżałam na trawie nad rzeką, znajdującą się za moim domem. Obok mnie siedział Isabell, grająca na gitarze. Jes, Maddy, Will i Percy pływali. Wpatrywałam się w chmury, rozmyślając o Jacksonie i moich przyjaciółkach. Bardzo za nimi tęskniłam, mimo, że minął dopiero tydzień. Is nagle przestała grać.
- Chyba coś pomyliłam- stwierdziła. 
- Nie wydaje mi się- odparłam.- Wszystko brzmiało dobrze.
Isabell nadal nie była przekonana. Po chwili zawołała:
- O mój Boże! Gis, a nie G.
Zaczęła grać, tym razem z poprawnym dźwiękiem. Rzeczywiście brzmiało lepiej. Madeline wyszła z wody i usiadła obok mnie.
- Woda jest naprawdę ciepła, Saro- oznajmiła.- Nie wiem czemu nie chcesz popływać.
Nie odpowiedziałam. Tak naprawdę, to Maddy wiedziała dlaczego nie chce. Ja po prostu bałam się wody. Mam tak od dziecka. Chyba nigdy nie kąpałam się w jezierze, rzece czy w morzu. Nie miałam odwagi wejść do wody i wątpię, żebym miała kiedykolwiek.
- Myślicie, że kiedyś mogłabym zostać piosenkarką?- zapytała Is. Spojrzałam na  nią zaskoczona. Nigdy wcześniej o tym nie mówiła. Zastanawiałam się przez chwilę. Moje siostra naprawdę miała niezły głos, na dodatek kochała muzykę. Dlaczego by nie?
- Chyba tak- odpowiedziałam. Siostra uśmiechnęła się.
- Moglibyście założyć zespół- zaproponowała Maddy.- Ty i moi bracia.
Isabell przez chwilę milczała. Wpatrywała się w chmury. Po jakimś czasie powiedziała:
- Byłoby fajnie. 
Ponownie zaczęła grać. 

- Sara, przynieś mi coś do picia!- wrzasnął Josh. Chłopak mojej przez cały czas się rządził. Ani ja, ani żadna z moich  sióstr, ani Kristin go nie słuchała. Uzgodniłyśmy, że będziemy go ignorować. Tak też zrobiłam tym razem. Siedziałam w kuchni, pomagając Kristin w zrobieniu obiadu. Specjalnie robiłyśmy wegetariańskie danie, bo Josh w takich nie gustował. Chętnie wsypałabym do jego porcji jakąś truciznę, ale nie chciałam skończyć za kratkami. Kiedy skończyłyśmy, zawołałam bliźniaczki, Josha i matkę. Zjedliśmy, wysłuchując opowiadanek matki, jak to wspaniale mieć takiego męskiego chłopaka. Z ogromną przyjemnością opuściłam kuchnię w towarzystwie sióstr. 
- Gdzie idziecie?- zapytała matka, jakby to ją interesowało.
- Nad rzekę- odparła Jes.
- Mam nadzieję, że nie będzie tam Czarneckich- powiedziała matka. Czarneccy to oczywiście nasi przyjaciele. Matka ich nienawidzi i nie pozwala się nam z nimi zadawać, bo są ciemnoskórzy. No nie do końca. Ich ojciec jest ciemnoskóry, ale matka nie, dlatego Will i Percy są mulatami, a Maddy odziedziczyła po matce brzoskwiniową skórę. 
- Nie- skłamała Isabell i wyszłyśmy. 

Siedziałam z Willem na trawie. Percy i Isebell właśnie wrzucali Jesicę do wody. Maddy pływała.
- Może pójdziemy na domek?- zapytał Will. Przytaknęłam. 
Nasz domek znajdował się na rozłożystym dębie blisko rzeki. Weszliśmy do niego na chwilę. Potem wdrapaliśmy się na grubą gałąź. Bardzo często tam siedzimy. Przez chwilę panowała cisza. W końcu Will się odezwał:
- Mogę ci zadać pytanie?- zapytał.
- Wal śmiało- odparłam.
Chłopak przez chwilę się wahał, ale zapytał:
- Gdybyś miała brata i on chodziłby z twoją przyjaciółką, obraziłabyś się na niego lub na nią?
Zaskoczyło mnie to pytanie. Dlaczego Will chciał to wiedzieć? 
- Czemu pytasz?
- Tak jakoś, no...
To było dziwne, ale wiedziałam, że nic z niego nie wyciągnę. Przez chwilę się zastanawiałam. Czy bym się obraziła? No, nie wiem. Na pewno czułabym się dziwacznie, ale żeby się obrażać... Raczej nie...
- Nie- odparłam.
- Naprawdę?- zapytał.
Kiwnęłam głową. Siedzieliśmy na drzewie jeszcze długi czas. Nie mogłam przestać myśleć o jego pytaniu. O co tu chodziło? 



5 komentarzy:

  1. Chyba mu chodziło o Himcie. Tak mi się wydaje. O nasz domek. Ile z nim wspomnień ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Himcią już zerwał, geniuszu!

      Usuń
    2. Oj bo u ciebie jakoś tak wszystko dziwnie. Hmmmm ciekawe ...

      Usuń
  2. Piękny domek! Zacny rozdział milordzie! :)

    OdpowiedzUsuń