Rozpoczął się maj. Jak co roku zaczęto organizować wycieczki do Dronwood. Co prawda uczniowie od czwartej klasy mogli chodzić tam kiedy zechcą, jednak i tak wszyscy zawsze chcieli iść. W sobotę o godzinie dwunastej każdy uczeń stał przez budynkiem Akademii i czekał aż przyjdzie wychowawca. Ja z moimi przyjaciółkami siedziałyśmy na murku, czekając na panią Been, która, niestety, opiekowała się trzecią klasą. Czekaliśmy krótko, bo Been zazwyczaj jest punktualna. Kiedy przyszła wstałyśmy z murku i razem z innymi trzecioklasistami poszliśmy w kierunku Dronwood. Jest to wioska zamieszkiwana przez czarodziejów, ale także przez śmiertelników. Zawsze trzeba tam uważać, żeby nie pomylić sklepu magicznego ze zwykłym. Mi na razie się to zdarzyło, ale Maddy opowiadała, że dziewczyna z klasy jej brata zaczęła krzyczeć coś o magicznej gumie do żucia w normalnym sklepie.
Po kilkunastu minutach doszliśmy do wioski. Odszukałam Jacksona i poszliśmy razem w kierunku jakiegoś sklepu.
- Twoje przyjaciółki pewnie są złe, że spędzasz większość czasu ze mną, a nie z nimi- powiedział Jackson.
- Wcale nie- zaprzeczyłam.- One też mają chłopków, więc spędzają czas z nimi. Gdzie idziemy?
- Do tamtego sklepu- odparł, wskazując szary budynek z czerwonym dachem. Szliśmy powoli. Mieliśmy sporo czasu, bo zbiórka była o siedemnastej. Weszliśmy do sklepu. W środku było mnóstwo biżuterii.
- Tutaj kupiłem ci ten nieszczęsny pierścionek- oznajmił Jackson. - Pomyślałem, że skoro tamten oddałem, to powinienem kupić ci coś innego.
- Jackson, to miłe z twojej strony- powiedziałam- ale naprawdę nie musisz mi niczego kupować.
Jackson zdawał się nie słyszeć moich słów. Zamiast tego mrukną:
- Uważam, że powinnaś sama coś wybrać.
- Jackson, naprawdę...
- Może jeden z tych pierścionków- mówił chłopak, nie zwracają na mnie uwagi.
- Jackson, proszę!
Chłopak popatrzył na mnie. Staliśmy chwilę w milczeniu. Ciszę przerwał Jackson:
- To ja proszę ciebie, Sarito. Naprawdę głupio się czuję z powodu tego pierścionka.
- Jak kupisz mi inny to poczujesz się lepiej?- zapytałam. Jackson przytaknął. Zaczęłam rozglądać się za pierścionkiem. W końcu znalazłam jeden, który uznałam za najlepszy. Był srebrny, miał na środku niebieskie serduszko. Najważniejsze było jednak, że był najtańszy. Jackson zapłacił za niego i od razu włożyłam go na palec. Dzięki Bogu, nie był przeklęty.
Szliśmy chodnikiem wstępując co jakiś czas do jakiegoś sklepu. W końcu byłam tak zmęczona, że poszliśmy do baru w samym centrum wioski. Był to bar czarodziejów i tylko oni mogli do niego wejść. Siedzieliśmy przy stoliku, pijąc jakiś napój, który Jackson zmówił.
- Wiesz, że po wakacjach nie wrócimy do Akademii?- zapytał Jackson.
- Wiem- odparłam.- I dziwnie się z tym czuję. Pojedziemy do innej szkoły, z innymi uczniami, innymi przedmiotami, innymi nauczycielami. Nie to, żebym naszych lubiła, ale swój to swój.
Jackson uśmiechną się.
- Ale bez innej dziewczyny- powiedział.
- No ja mam nadzieję!- zaśmiałam się.
Rozmawialiśmy jeszcze długo, aż stwierdziłam , że muszę wyjść do łazienki. Odeszłam od stolika i poszłam w kierunku toalet. Otworzyłam drzwi. To co tam zobaczyłam porządnie mną wstrząsnęło. Profesor McDower całował profesor Been, której bluzka miała stanowczo więcej rozpiętych guziczków niż normalnie.
- O mój Boże!- krzyknęłam. Nauczyciele oderwali się od siebie i popatrzyli na mnie z przerażeniem. - Ja przepraszam. Myślałam, że nikogo tu nie ma, bo drzwi były otwarte. Naprawdę bardzo przepraszam!
Po tych słowach uciekłam z powrotem do stolika. Wzdrygnęłam się na myśl, co by było, gdybym weszła dwie minuty później. Usiadłam na moim krześle. Przez chwilę dochodziłam do siebie. Nie mogłam w to uwierzyć.Profesor Been i profesor McDower. To było tak strasznie nienormalne. Chociaż w sumie, dlaczego nie? Oboje byli po trzydziestce i oboje nie mieli partnera. Dlaczego mnie to tak dziwiło? Może dlatego, że to nauczyciele...
- Coś się stało?- zapytał Jackson. Zaczęłam mu o wszystkim opowiadać, uważając, aby nikt oprócz niego mnie nie usłyszał. Naprawdę nie chciałam, żeby ktoś niewłaściwy się o tym dowiedział. Miałam zamiar powiedzieć to Jacksonowi, moim współlokatorkom i siostrą, ale miałam nadzieję, że nikt spoza naszej siódemki się o tym nie dowie.
~*~*~
- Na serio nie żartujesz?- zapytała się po raz ósmy Samanta.
- Na serio- odpowiedziałam. - Widziałam ich jak się całują .
- Co zrobili jak cię zobaczyli?- spytała Madeline.
- Nie wiem, uciekłam zaraz po tym jak ich przeprosiłam. Nie czekałam na odpowiedź.
Siedziałyśmy w naszej sypialni. Opowiedziałam im co stało się w Dronwood. Dziewczyny były równie zadziwione jak ja.
- I co teraz zrobisz?- zapytała Kate.
- Nic- odparłam. - Po prostu poczekam, aż albo ich związek się rozpadnie, albo naszą wychowawczynią nie będzie pani profesor Been tylko pani profesor McDower.
Wszystkie się zaśmiałyśmy.
OMA! Co za szok! Nie wiem co powiedzieć!
OdpowiedzUsuńOMJ! A pukać to cię Michael i Alojza nie nauczyli. Ale rozdział świetny . ja teraz muszę napisać, ale mi się tak nie chce . Pamiętaj, dzisiaj robimy naleśniki !!!!
OdpowiedzUsuńNo sorry, ale ja delikatnie otwieram i drzwi były otwarte, to niby po co miałam pukać? Normalni ludzie się zamykają!
UsuńA ja będę miała converse - podróbki . Zamówiłam naszywki . Taa były szczelnie zamknięte. Pamiętasz te pyszne naleśniki i koszulkę Kevina, a raczej brak koszulki .
Usuń