środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 21

Minęły kolejne dwa tygodnie. Szłam do swojego pokoju z kuchni, gdzie przed chwilą zjadłam obiad. Otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu w środku był Jackson. Siedział na moim łóżku, przeglądając jakieś kartki.
- Jackson? - Chłopak odwrócił się na dźwięk mojego głosu.- Co ty tu robisz?
- Oczekiwałem milszego przywitania- oznajmił rozczarowany. Podeszłam do niego i pocałowałam.
- Lepiej? - zapytałam.
- Znacznie.
Usiadłam przy nim. Dopiero teraz dostrzegłam, co przegląda. Były to moje szkice. Nie chwaliłam się tym, ale od dziecka kochałam malować. Kristin uważała, że mam talent. Chłopak oglądał rysunki, które zrobiłam rok temu.
- To twoje dzieła? - zapytał, a ja kiwnęła potakująco głową. - Ładne. Nie wiedziałem, że rysujesz.
- Lepiej mi powiedz jak się tu dostałeś.
Jackson zaczął mi opowiadać. Okazało się, że jego matka dała mu dwa eliksiry, które umożliwiają przemieszczenie się w obrębie kraju. Należy tylko rzucić eliksir pod nogi i pomyśleć, gdzie chce się być.
- Może masz ochotę na spacer? - zapytałam po wysłuchaniu Jacksona.
- Jasne.
Już mieliśmy wychodzić, kiedy coś mi się przypomniało.
- Moja rodzina nie wie, że tu jesteś. Byłoby dziwne, gdybyś wyszedł z mojego pokoju, nie wchodząc wcześniej do domu.
- Racja - powiedział Jackson i zniknął. Dosłownie zniknął.
- Nienawidzę tych twoich sztuczek z niewidzialnością- mruknęłam, czując jak dłoń Jacksona łapie moją. Wyszliśmy z pokoju. Zeszliśmy na dół i opuściliśmy dom. Prowadziłam Jacksona nad rzekę. Szliśmy powoli, a kiedy oddaliliśmy się od domu, chłopak znów był widzialny. Dotarliśmy do rzeki i usiedliśmy na jej brzegu.
- Pewnie często tu przychodzisz- powiedział Jackson.- I często pływasz.
- Pierwsze tak, drugie nie - odparłam.
- Dlaczego? - zapytał ze zdziwieniem.
- Nieważne.
- Dlaczego? - nie dawał za wygraną.
- Bo boję się wody- wyznałam. Jackson wydawał się zaskoczony. Popatrzył na mnie i zaczął mnie wypytywać o przyczyny mojej fobii. Po chwili zaczęło mnie to denerwować i kazałam mu przestać. Posłusznie spełnił mój rozkaz. 
  Siedzieliśmy na brzegu. Jackson opowiadał mi o swoich wakacjach. Był w Irlandii. Próbowałam zamaskować zazdrość, ale chyba mi się nie udało. Kiedy skończył opowiadać, zaproponowałam wejście na domek. Zgodził się. Weszliśmy do środka. Na kocu leżącym na domkowej podłodze spała moja kotka, Nemezis. Usiedliśmy obok niej.
 Po godzinie wróciliśmy do domu. Jackson zapomniał zrobić się niewidzialny, więc kiedy weszliśmy do domu, usłyszeliśmy krzyk mojej matki:
- Co to ma znaczyć?!
Popatrzyłam na nią. Była chyba zdziwiona widokiem chłopaka trzymającego moją dłoń. Z niewiadomych przyczyn, zawsze myślała, że nigdy się nie zakocham i nikt nie zakocha się we mnie. Ja oczywiście nie informowałam jej, że jest w błędzie. 
- Kim on jest?!
Wymieniliśmy z Jacksonem spojrzenia. 
- To jest Jackson Ward, mój kolega - powiedziałam powoli.
- Kolegów się nie trzyma za rękę!
- Ja po prostu...
- Chłopków do domu sprowadzasz?! - zawołała rozwścieczona Diana. - Nawet twoje siostry nie zrobiły czegoś równie głupiego!
W tej chwili przyszła Kristin. Spojrzała na nas wszystkich. Miałam nadzieję, że wyczytała w moich oczach prośbę o pomoc. 
- Proszę pani - odezwała się. - To nie jest znajomy Sary. To jest syn mojej siostry. Poprosiłam pani córkę, żeby pokazała mu okolicę. 
Diana popatrzyła na nią a później na nas. Przez chwilę się zastanawiała, ale w końcu uwierzyła w słowa gosposi. Poszła do salony, gdzie siedział Josh w swoim pięknym dresie. Ja i Jackson pobiegliśmy na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Usiedliśmy na łóżku.
- Ona zawsze taka? - zapytał Jackson nieśmiało.
Kiwnęłam głową. Uśmiechnął się współczująco. 
- Może masz jeszcze jakieś rysunki? - spytał. - Chętnie bym pooglądał.
Wyjęłam z szafy szare pudełko i podałam mu. Otworzył i zaczął przeglądać. Przejrzał kilka, a kiedy dostrzegł projekt sukienki, który zrobiłam dwa lata temu, zapytał:
- Projektujesz ubrania?
- Czasami - odparłam. - Czasami marzę, żeby zostać projektantką, ale wątpię, żeby mi się udało. 
Jackson zamyślił się i po chwili powiedział:
- Myślę, że ci się uda.

 Była dwudziesta trzecia. Staliśmy nad rzeką. Jackson trzymał eliksir w dłoni. 
- Naprawdę musisz iść? - spytałam.
- Dobrze wiesz, że muszę - odpowiedział.- Ale jeszcze wrócę, przysięgam.
Podszedł do mnie i, kładąc swoje dłonie na mojej twarzy, zaczął całować. 
- Będę tęsknić- powiedziałam.
- Ja też będę tęsknić - oznajmił, uśmiechając się. Po chwili rzucił eliksir pod nogi i zniknął w zielonkawym dymie. Wróciłam do domy.

6 komentarzy:

  1. Czyż to nie piękne? A Artur tak do mnie nie przychodzi! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asz to nie dobry chłop!

      Usuń
    2. A Julia mogłaby mu coś na ten temat powiedzieć!

      Usuń
    3. Kto by się słuchał młodszej siostry?!

      Usuń
    4. Urok osobisty Julii na pewno podziała także na brata. :)

      Usuń
  2. oo super. Ja nie widziałam, ale słyszałam- jego myśli. sORRY ŻE WCZORAJ NIE NAPISAŁAM , STRASZNIE MNIE GŁOWA BOLAŁA.

    OdpowiedzUsuń