niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 39

  Przez długi czas nic ciekawego się nie wydarzyło. Minęły trzy miesiące, w ciągu których jedynym ciekawym wydarzeniem było odkrycie przez moje siostry i Percy'ego związku Willa i Kate. Ja sama przez przypadek wygadałam się o tym Jacksonowi, a Isabell od razu powiedziała swojemu chłopakowi. Tak więc jedyną osobą, która nie miała o niczym zielonego pojęcia była Maddy.
  Siedzieliśmy w pokoju bliźniaczek. Nie było z nami Willa i Kate, którzy poszli na randkę, chociaż powiedzieli nam, że Will będzie pomagał mojej przyjaciółce napisać wypracowanie z magicznej biologii. Rozmawialiśmy sobie o czym się tylko dało. Opowiadałam właśnie Jesice, jak chowaliśmy się wczoraj z Jacksonem przed Clarkiem, kiedy mój chłopak odprowadzał mnie do sypialni po ciszy nocnej. Nagle obok nas usiadła Madeline.
- Ej, czy tylko ja zauważyłam, że mój brat i Kate coraz rzadziej z nami przesiadują? - zapytała. Wymieniłam z Jes znaczące spojrzenia. 
- Nie, nie zauważyłam - skłamałam. - Przecież zawsze z nami przesiadują. Tylko dzisiaj tak wyszło.
- Może mój brat nie lubi już naszego towarzystwa - zastanawiała się Maddy. - W końcu jest z nas najstarszy. Możemy wydawać mu się dziecinni. Ale o co chodzi Kate?
- Mówię ci, Maddy, wydaje ci się - zapewniła ją moja siostra. 
  Moja przyjaciółka nie wydawała się jednak być przekonana. Pokręciła głową i poszła pogadać z Sam.
  Minęły dwie godziny, kiedy postanowiliśmy wrócić do swoich pokoi. Wyszliśmy i kawałek przeszliśmy razem, ale w końcu musieliśmy się rozdzielić. Percy i Will poszli w jedną stronę, a ja, moje współlokatorki i Jackson w drugą. Szliśmy, starając się być cicho, bo było dawno po ciszy nocnej. W końcu dotarliśmy do naszej sypialni. 
- Dobranoc - powiedział Jackson, całując mnie w policzek. 
- Dobranoc - uśmiechnęłam się do niego.
  Otworzyłam drzwi, lecz szybko je zamknęłam. W środku byli Will i Kate, jedzący romantyczną kolację przy świecach. Spojrzałam z przerażeniem na Samantę. 
- O co chodzi? - spytała Maddy. 
- O nic. Po prostu nie możemy tam teraz wejść.
- Niby dlaczego?
  Rzuciłam Samancie spojrzenie z niemą prośbą o pomoc.
- To moja wina - powiedziała. -  Zostawiłam eliksir na stoliku i chyba wybuchł. Nie czujesz tego zapachu?
- Jakiego zapachu? O czym wy w ogóle mówicie?
  Samanta próbowała ją przekonać, a ja dyskretnie kopnęłam w drzwi tak, żeby Madeline tego nie zauważyła, ale żeby Will i Kate mnie usłyszeli. Byłam bowiem pewna, że nie widzieli, jak otwieram i zamykam drzwi, więc pewnie myślą, że nadal jesteśmy u bliźniaczek. 
- Okej, naprawdę was nie rozumiem. - Maddy podeszła do drzwi i już chciała je otworzyć, ale Sam pociągnęła ją za rękę.
- Nie, Maddy, nie możemy tam wejść Chodźmy jeszcze na chwilę do Isabell i Jesici. 
  Madeline wyrwała się z jej uścisku.
- O co wam chodzi? - zapytała i zanim zdążyłyśmy ją powstrzymać, otworzyła drzwi.
  Wrzasnęła.
  Weszłyśmy do środka, mijając nadal stojącą w progu Maddy. Jej oczy piorunowały Willa i Kate, którzy jeszcze przed chwilą się całowali.
- CO WY W OGÓLE ROBICIE?! - zawołała.
  Kate wstała z łóżka.
- Maddy, to nie tak...
- My tylko... - zaczął Will, ale chyba nie bardzo wiedział jak skończyć.
- Tylko się całowaliście, rozumiem - warknęła.
- Nie, Maddy, my właściwie... - zaczęła Katherina.
- Właściwie to my jesteśmy parą - skończył Will.
  Policzki mojej przyjaciółki zapłonęły. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie. 
- PARĄ? PARĄ?! Co przez to rozumiecie? Chcecie mi powiedzieć, że spotykacie się ze sobą, a my nic o tym nie wiemy?!
  Spojrzała na mnie i Sam. Wymieniłyśmy spojrzenia. 
- Właściwie to, my wiedziałyśmy... 
- Wiedziałyście?! I nie powiedziałyście mi?! - Odwróciła się od nas i znów zaczęła wrzeszczeć na Willa i Kate. - Pewnie powiedzieliście wszystkim tylko nie mi, co? Oczywiście, bo ja jestem przecież tylko twoją siostrą i twoją przyjaciółką!
- Madeline, proszę...
  Ona jednak nie miała zamiaru nadal nas słuchać. Wybiegła z pokoju.
  Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Przerwał ją Will.
- Ja chyba już pójdę. 
  Wyszedł, a my z Sam podeszłyśmy do Kate, która wyglądała, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Zaczęłyśmy ją pocieszać. W końcu się uspokoiła i poszła się umyć. My w tym czasie posprzątałyśmy zaklęciem jej kolację. 
  Było już nieźle po północy, kiedy położyłyśmy się spać. Madeline nadal nie było.

3 komentarze:

  1. biedna Kath, ale sama jest sobie winna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogła od razu jej powiedzieć, ale to szczegół. Zapewne i tak by była zła.

      Usuń