Przez długi czas nic ciekawego się nie wydarzyło. Minęły trzy miesiące, w ciągu których jedynym ciekawym wydarzeniem było odkrycie przez moje siostry i Percy'ego związku Willa i Kate. Ja sama przez przypadek wygadałam się o tym Jacksonowi, a Isabell od razu powiedziała swojemu chłopakowi. Tak więc jedyną osobą, która nie miała o niczym zielonego pojęcia była Maddy.
Siedzieliśmy w pokoju bliźniaczek. Nie było z nami Willa i Kate, którzy poszli na randkę, chociaż powiedzieli nam, że Will będzie pomagał mojej przyjaciółce napisać wypracowanie z magicznej biologii. Rozmawialiśmy sobie o czym się tylko dało. Opowiadałam właśnie Jesice, jak chowaliśmy się wczoraj z Jacksonem przed Clarkiem, kiedy mój chłopak odprowadzał mnie do sypialni po ciszy nocnej. Nagle obok nas usiadła Madeline.
- Ej, czy tylko ja zauważyłam, że mój brat i Kate coraz rzadziej z nami przesiadują? - zapytała. Wymieniłam z Jes znaczące spojrzenia.
- Nie, nie zauważyłam - skłamałam. - Przecież zawsze z nami przesiadują. Tylko dzisiaj tak wyszło.
- Może mój brat nie lubi już naszego towarzystwa - zastanawiała się Maddy. - W końcu jest z nas najstarszy. Możemy wydawać mu się dziecinni. Ale o co chodzi Kate?
- Mówię ci, Maddy, wydaje ci się - zapewniła ją moja siostra.
Moja przyjaciółka nie wydawała się jednak być przekonana. Pokręciła głową i poszła pogadać z Sam.
Minęły dwie godziny, kiedy postanowiliśmy wrócić do swoich pokoi. Wyszliśmy i kawałek przeszliśmy razem, ale w końcu musieliśmy się rozdzielić. Percy i Will poszli w jedną stronę, a ja, moje współlokatorki i Jackson w drugą. Szliśmy, starając się być cicho, bo było dawno po ciszy nocnej. W końcu dotarliśmy do naszej sypialni.
- Dobranoc - powiedział Jackson, całując mnie w policzek.
- Dobranoc - uśmiechnęłam się do niego.
Otworzyłam drzwi, lecz szybko je zamknęłam. W środku byli Will i Kate, jedzący romantyczną kolację przy świecach. Spojrzałam z przerażeniem na Samantę.
- O co chodzi? - spytała Maddy.
- O nic. Po prostu nie możemy tam teraz wejść.
- Niby dlaczego?
Rzuciłam Samancie spojrzenie z niemą prośbą o pomoc.
- To moja wina - powiedziała. - Zostawiłam eliksir na stoliku i chyba wybuchł. Nie czujesz tego zapachu?
- Jakiego zapachu? O czym wy w ogóle mówicie?
Samanta próbowała ją przekonać, a ja dyskretnie kopnęłam w drzwi tak, żeby Madeline tego nie zauważyła, ale żeby Will i Kate mnie usłyszeli. Byłam bowiem pewna, że nie widzieli, jak otwieram i zamykam drzwi, więc pewnie myślą, że nadal jesteśmy u bliźniaczek.
- Okej, naprawdę was nie rozumiem. - Maddy podeszła do drzwi i już chciała je otworzyć, ale Sam pociągnęła ją za rękę.
- Nie, Maddy, nie możemy tam wejść Chodźmy jeszcze na chwilę do Isabell i Jesici.
Madeline wyrwała się z jej uścisku.
- O co wam chodzi? - zapytała i zanim zdążyłyśmy ją powstrzymać, otworzyła drzwi.
Wrzasnęła.
Weszłyśmy do środka, mijając nadal stojącą w progu Maddy. Jej oczy piorunowały Willa i Kate, którzy jeszcze przed chwilą się całowali.
- CO WY W OGÓLE ROBICIE?! - zawołała.
Kate wstała z łóżka.
- Maddy, to nie tak...
- My tylko... - zaczął Will, ale chyba nie bardzo wiedział jak skończyć.
- Tylko się całowaliście, rozumiem - warknęła.
- Nie, Maddy, my właściwie... - zaczęła Katherina.
- Właściwie to my jesteśmy parą - skończył Will.
Policzki mojej przyjaciółki zapłonęły. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie.
- PARĄ? PARĄ?! Co przez to rozumiecie? Chcecie mi powiedzieć, że spotykacie się ze sobą, a my nic o tym nie wiemy?!
Spojrzała na mnie i Sam. Wymieniłyśmy spojrzenia.
- Właściwie to, my wiedziałyśmy...
- Wiedziałyście?! I nie powiedziałyście mi?! - Odwróciła się od nas i znów zaczęła wrzeszczeć na Willa i Kate. - Pewnie powiedzieliście wszystkim tylko nie mi, co? Oczywiście, bo ja jestem przecież tylko twoją siostrą i twoją przyjaciółką!
- Madeline, proszę...
Ona jednak nie miała zamiaru nadal nas słuchać. Wybiegła z pokoju.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Przerwał ją Will.
- Ja chyba już pójdę.
Wyszedł, a my z Sam podeszłyśmy do Kate, która wyglądała, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Zaczęłyśmy ją pocieszać. W końcu się uspokoiła i poszła się umyć. My w tym czasie posprzątałyśmy zaklęciem jej kolację.
Było już nieźle po północy, kiedy położyłyśmy się spać. Madeline nadal nie było.
biedna Kath, ale sama jest sobie winna
OdpowiedzUsuńMogła od razu jej powiedzieć, ale to szczegół. Zapewne i tak by była zła.
Usuńale mimo wszystko...
Usuń