Kolejny raz rozejrzałam się po pokoju z niedowierzaniem. Nie byłam w mojej sypialni, a nawet nie w sypialni Roberta. Co najgorsze, byłam w pokoju uczniów. W pomieszczeniu znajdowały się jeszcze trzy łóżka, których spały jakieś dziewczyny. Byłam tak zdziwiona, że nie miałam pojęcia co o tym myśleć. Wstałam z łóżka i poszłam w stronę łazienki. Weszłam do środka i stanęłam przed lustrem. To co zobaczyłam zaskoczyło mnie tak bardzo, że musiałam zatkać usta dłonią, żeby nie zbudzić śpiących dziewczyn.
W lustrze nie było mojego odpicia. Widziałam tam młodziutką dziewczynę, bladą jak ściana, bez żadnych piegów, z długimi falowanymi blond włosami i szmaragdowymi oczami. W niczym nie przypominała mnie, a najgorsze, że wiedziałam kim była owa dziewczyna. Była to Sarita Linares.
Wróciłam do sypialni i stanęłam przy szafie. Nie miałam pojęcia, na których półkach znajdują się jej ubrania, więc wzięłam byle jakie. Przebrałam się i wyszłam z pokoju.
Biegnąc, zastanawiałam się jak mogło do tego dojść. Dopiero po chwili zrozumiałam, że musi to być opóźniony efekt eliksiru, który Linares wczoraj na mnie wylała. Zaczęłam zastanawiać się nad miksturą, która naprawi to wszystko. I wtedy zobaczyłam moje własne ciało, biegnące w moją stronę.
- Ty! - krzyknęłam. - Coś ty mi zrobiła?
- Nie mam pojęcia - wyznała Linares. - Myślałam, że pani mi powie.
- Chodźmy do mojego gabinetu - powiedziałam.
Szłyśmy korytarzami Akademii, dzięki Bogu jeszcze pustymi. W końcu dotarliśmy na miejsce. Gdy weszliśmy do środka spojrzałam w lustro, mając nadzieję, że tamto było zepsute. Niestety w zwierciadle znowu nie zobaczyłam siebie.
Sarita zaczęła mnie wypytywać co myślę na ten temat. Przedstawiłam jej mój punkt widzenia, który nie bardzo się jej spodobał. Powiedziałam też o antidotum, które byłoby gotowe nie szybciej niż na jutrzejszy wieczór. Linares zaczęła się użalać, że nie da rady.
- Musisz sobie jakoś poradzić. Za dwadzieścia minut masz lekcję z
pierwszą klasą. Przyjdę do ciebie na przerwie i pomogę ci się
przygotować do następnej lekcji. I lepiej nie mów nikomu, kim jesteś
naprawdę. Teraz jednak muszę iść znowu być uczniem - przewróciłam oczami. Już miałam wychodzić, ale dostrzegłam w co ubrana jest Sara. Miała na sobie bluzkę, której nie nosiłam odkąd zauważyłam, że kiedy noszę Clark gapi się na mój biust. - I nałóż bluzkę z mniejszym dekoltem.
Wyszłam ze swojego gabinetu i poszłam w kierunku sypialni, w której się obudziłam. Po drodze rozmyślałam nad tym co mnie czeka. Mam udawać dwa razy młodszą ode mnie dziewczynę, znowu być uczennicą, chodzić na lekcje, odrabiać prace domowe. Po prostu koszmar. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek będę musiała znowu stać się uczniem. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś usiądę po drugiej stronie biurka.
Weszłam do sypialni. Dziewczyny już nie spały. Nie zwróciły na mnie uwagi, kiedy usiadłam na łóżku Linares. Dopiero po kilku minutach jedna z nich, Madeline Czarnecka, popatrzyła na mnie i spiorunowała mnie wzrokiem.
- Kristin cię nie nauczyła, że nie bierze się cudzych rzeczy bez pytania? - zapytała, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nie wiedziałam nawet kim jest ta cała Kristin.
- Nie czepiaj się, Maddy - powiedziała Katherina. - Wygląda w niej ładnie, więc chyba może ją nosić. A tak w ogóle to chyba powinnyśmy już iść na śniadanie.
Siedziałyśmy przy stoliku, jedząc rosół. Jakimś cudem udało mi się przetrwać śniadanie i kilka lekcji. Na obiedzie jednak poczułam się znacznie gorzej. Z tęsknotą spojrzałam na stół nauczycielski i siedzącego przy nim Roberta. Bardzo chciałam być teraz z nim, a nie z przyjaciółmi Linares.
- Cześć, Saro - usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacksona Warda, rok starszego od Sary chłopaka, z którym chodziła. Usiadł koło mnie i już nachylił się, aby pocałować w policzek, ale odchyliłam się do tyłu niby rozglądając się za czymś. - Coś się stało? - zapytał.
- Nic - odpowiedziałam szybko. - Jak minął ci dzień?
- Beznadziejnie. Kartkówka z Dziejów Magii była niesamowicie trudna, a na eliksirach Been kazała mi usiąść w pierwszej ławce... - zaczął opowiadać o dzisiejszym dniu. Nie do końca go słuchałam, ponieważ wolałam wpatrywać się w Roberta pogrążonego w dyskusji z dyrektorem.
Reszta dnia była dość spokojna. Gorzej było następnego.
Siedziałam w bibliotece i pisałam wypracowanie z wróżbiarstwa. Nie chciało mi się zrobić tego wczoraj, więc musiałam zdążyć podczas przerwy. Akurat ten temat był prosty, więc całkiem nieźle mi poszło. Nagle drzwi otworzyły się i do środka wszedł Robert. Stanął obok bibliotekarki i poprosił ją o jakąś książkę. Podała mu ją.
- Widziałaś może dzisiaj Violett? - zapytał Robert. Kiedy usłyszałam moje imię, podniosłam wzrok.
- Nie, dzisiaj nie, a o po co ci ona?
- Muszę z nią pogadać, a mam wrażenie, że mnie unika. Jeżeli ją spotkasz, powiedz jej, że jej szukałem.
Wyszedł.
Poczułam się głupio. Robert nic nie wiedział, a ja nie mogłam wymagać od Sary, żeby zachowywała się wobec niego zupełnie jak ja. Ja samo nie zachowywałam się tak wobec jej chłopaka. Jednak to, że mój narzeczony myśli, że go unikam mnie nie ucieszyło.
Napełniłam fiolki eliksirem. W końcu udało mi się go skończyć. Schowałam fiolki do kieszeni i poszłam do klasy od eliksirów. Linares już tam była. Niestety, nie miała dobrych wieści. Opowiedziała mi co przydarzyło jej się wczoraj. Historia ta wyjaśniała, dlaczego Robert uważa, że go unika. Dałam jej fiolkę i obydwie wypiłyśmy mikstury. Zawirowało mi w głowie i poczułam, że unoszę się nad podłogę. Kolana się pode mną ugięły, upadłam. Zamrugałam kilka razy i spojrzałam na swoje ręce. Poczułam ulgę, gdy zobaczyłam na nich wiele piegów. Znów byłam sobą.
Wyszłyśmy z klasy i przeszłyśmy kawałek korytarza razem. W końcu jednak musiałyśmy się rozdzielić.
- Dobranoc, Linares. Idę ratować mój związek - powiedziałam i oddaliłam się, mając nadzieję, że szybko znajdę swojego narzeczonego.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńświetny Saro/Pani Been :D
OdpowiedzUsuńproszę bardzo, ty zniszczyłaś związek Been a ona twój. :)
OdpowiedzUsuń