Powoli wlałam krew żaby do swojego kociołka. Przez chwilę czekałam z niepokojem aż mój eliksir wybuchnie, tak jak mikstura Madeline, ale dzięki Bogu nic takiego się nie stało. Zawartość mojego kociołka przybrała ciemnozieloną barwę i zaczęła się z niego unosić. Spojrzałam do książki. Przeczytałam kilka linijek tekstu i odetchnęłam z ulgą. Wszystko było w porządku. Rozejrzałam się po klasie. Jako jedna z nielicznych sporządziłam przyzwoity eliksir zmiany postaci. Udało się to również Samancie, Lauren Stottelmeyer, Lelandowi Woody' emu i Angelinie Gorton. Katherina zbyt była zajęte opowiadaniem czegoś Maddy, żeby zobaczyć, że zawartość jej kociołka stała się żelkowata, wylazła ze środka i udała się w kierunku drzwi. Nie miałam zielonego pojęcia, co moja przyjaciółka zrobiła z tym eliksirem.
Profesor Been przechodziła między kociołkami i mówiła każdemu, co zrobił źle. W końcu podeszła do mnie. Dokładnie przyjrzała się mojej miksturze i powiedziała, że nie jest zła. Kiedy skończyła swój obchód, wróciła do swojego biurka i oznajmiła:
- Te pięć osób, którym się udało niech wleją eliksir do fiolki i przyniosą mi go. Reszta ma napisać na następną lekcję wypracowanie na trzy strony o właściwościach tego eliksiru.
Przez klasę przebiegł jęk niezadowolenia. Wzięłam fiolkę i napełniłam ją eliksirem. Byłam już prawie przy biurku nauczycielki, kiedy potknęłam się o nogę Corneli. Na szczęście nie upadłam, bo w ostatniej chwili złapałam się jedną ręką krawędzi biurka. Niestety, drugą ręką, w której trzymałam fiolkę, machnęłam odruchowo tak, że cały eliksir wylał się na białą bluzkę profesor Been.
Nauczycielka wzdrygnęła się. Popatrzyła na mnie i przygryzła wargę.
- Przepraszam, pani profesor - powiedziałam szybko. - Naprawdę nie chciałam.
Been przez chwilę patrzyła na mnie, milcząc. W końcu oznajmiła:
- Nic się nie stało, Linares. Wracaj na swoje miejsce.
Szłam do swojego kociołka, mijając Cornelię, która uśmiechała się złośliwie. Stanęłam obok Samanty. Po kilku minutach zadzwonił dzwonek, więc wyszłyśmy z sali.
- Hej, Saro - przywitała się Isabell, siadając przy moim stoliku podczas kolacji. - Słyszałam, że byłaś niegrzeczna na eliksirach - zaśmiała się.
- Wcale nie! - warknęłam.
- No oczywiście, bo to przecież nie ty się prawie wywaliłaś i nie oblałaś Been eliksirem, prawda?
- To nie była moja wina! Corneli podstawiła...
- Tak, tak. Tłumacz się, tłumacz.
- Isabell!
Moja siostra uśmiechnęła się i zaczęła jeść swoją owsiankę. Poszłam w jej ślady. Kiedy skończyłam, wstałam od stołu i poszłam do swojego pokoju. Nikogo w nim nie było. Byłam tak zmęczona, że od razu poszłam się umyć. Gdy wyszłam z łazienki już przebrana w piżamę, nadal nikogo nie było. Położyłam się w łóżku i zasnęłam.
~*~*~
Otworzyłam oczy i przez chwilę niczego nie rozumiałam. Rozejrzałam się po pokoju i stwierdziłam, że nie jest to moja sypialnia. Byłam bardzo zdziwiona. Czy to możliwe, żebym wczoraj w nocy pomyliła sypialnie? A może jakimś cudem teleportowałam się gdzieś w nocy? Jeszcze raz się rozejrzałam. Ściany były beżowe, przy jednej z nich stało biurko, trochę dalej mała szafka. Wstałam z łóżka i chciałam podejść do szafy. Po drodze zatrzymałam się przy lustrze. Zerknęłam w nie i wrzasnęłam.
Nie byłam w stanie uwierzyć w to, co zobaczyłam. Przyglądałam się odbiciu z przerażeniem. W końcu podeszłam do szafy i wzięłam z niej jakieś ubrania. Szybko przebrałam się i wybiegłam z pokoju.
Biegłam korytarzem Akademii Magicznej w kierunku mojej sypialni. Chciałam jak najszybciej się tam dostać. Dzięki Bogu było jeszcze wcześnie, więc nie zobaczyłam żadnego ucznia. Dopiero po jakimś czasie dostrzegłam kogoś, a dokładnie siebie samą biegnącą w moim kierunku.
- Ty! - wrzasnęła, kiedy mnie zauważyła. - Coś ty mi zrobiła?
- Nie mam pojęcia - oznajmiłam. - Myślałam, że pani mi powie.
- Chodźmy do mojego gabinetu.
Ruszyłyśmy do pokoju, w którym się obudziłam. Kiedy weszłyśmy do środka, znów spojrzałam w lustro. Było to dziwaczne, ale nie wyglądałam jak ja. Miałam brązowe włosy, błękitne oczy i cała byłam w piegach. Poza tym byłam stara. No może przesadziłam, wyglądałam jakbym była po trzydziestce. Byłam profesor Been.
Zerknęłam na swoją nauczycielkę uwięzioną w moim ciele. Ona również przyglądała się z niesmakiem swojemu odbiciu.
- Rozumie pani coś z tego? - zapytałam.
- Myślę, że to opóźnione działanie eliksiru, który na mnie wylałaś.
Czułam, jak moje policzki stają się czerwone. Spuściłam wzrok.
- Uda mi się przyrządzić eliksir, który to odwróci, jednak zajmie mi to co najmniej dwa dni.
Westchnęłam.
- Mam być panią przez dwa dni? Nie umiem być nauczycielką! Nie wiem jak się uczy.
- Musisz sobie jakoś poradzić. Za dwadzieścia minut masz lekcję z pierwszą klasą. Przyjdę do ciebie na przerwie i pomogę ci się przygotować do następnej lekcji. I lepiej nie mów nikomu, kim jesteś naprawdę. Teraz jednak muszę iść znowu być uczniem - przewróciła oczami i już miała wychodzić, jednak odwróciła się i powiedziała: - I nałóż bluzkę z mniejszym dekoltem.
Wyszła.
Usiadłam na łóżku, rozmyślając nad tym co się w ogóle stało. Miałam być nauczycielką przez dwa dni. Nie miałam pojęcia jak się uczy eliksirów i wątpiłam, żebym zdążyła się tego nauczyć w dwadzieścia minut. Jak zobaczę tę Cornelię to chyba ją zabiję.
Pierwsze kilka lekcji jakoś udało mi się przeprowadzić. Gorzej było podczas obiadu, kiedy zamiast usiąść z moimi przyjaciółmi musiałam zająć miejsce przy stole nauczycielskim. Na szczęście obok profesora McDowera nie było miejsca. Jakoś sobie nie wyobrażałam, żebym mogła siedzieć obok niego. Usiadłam obok nauczyciela wróżbiarstwa, profesora Clarka. Dopiero wtedy pożałowałam, że nie posłuchałam się profesor Been i nie zmieniłam tej bluzki, bo Clark niewątpliwie rozmawiając ze mną nie patrzył na moje oczy. Z zazdrością spojrzałam na stolik, przy którym siedziała Been razem z Jacksonem, Maddy, Kate, Willem i Samantą.
Siedziałam w klasie eliksirów przy biurku, czytając jakieś wypracowanie. Byłam już w połowie, gdy weszła Been. Usiadła obok mnie.
- Chyba lepiej ja to sprawdzę - oznajmiła, a ja nie miałam jej tego za złe.
Przeczytała kilka wypracowań. Następnie wytłumaczyła mi wszystkie rzeczy, które jutro będę musiała omawiać na lekcjach.
- A tak w ogóle to załatwiłam ci piątkę z magicznej biologii - powiedziała, kiedy czyściłam jeden z kociołków. - I myślę, że całkiem nieźle mi poszło wypracowanie, które zadał ci Clark.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - A co z tym eliksirem, który wszystko odwróci?
- Już go zaczęłam. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze powinien być gotowy jutro wieczorem.
Umyłyśmy jeszcze kilka kociołków. Kiedy skończyłyśmy, wyszłyśmy. Been udała się do mojej sypialni, a ja do jej. Szłam powoli, mijając uczniów, mówiących mi dzień dobry. Byłam już w połowie drogi, gdy podszedł do mnie profesor McDower.
- Cześć, Violett - powiedział. - Mam jakieś dziwne wrażenie, że mnie unikasz.
- Ja? Niby dlaczego?
- Cały dzień się nie widzieliśmy. Nie spojrzałaś na mnie nawet podczas obiadu. Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało. Tak po prostu wyszło.
- Czyli przyjdziesz dzisiaj do mnie na noc? - zapytał, przybliżając się do mnie.
Zatkało mnie. Stanęłam w miejscu, mając ochotę zwymiotować.
- Nie, raczej nie będę mogła - wybełkotałam. McDower przybliżył się do mnie jeszcze bardziej.
- Dlaczego?
-Ja... - zaczęłam, ale nie miałam zielonego pojęcia co powiedzieć. McDower był już stanowczo za blisko mnie. Powoli odsuwałam się w stronę ściany. Nauczyciel złapał mnie za rękę i przyciągnął go siebie.
- Violett, o co chodzi? - zapytał. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Nie wytrzymałam, wyrwałam się z jego uścisku.
- O nic nie chodzi, po prostu muszę już iść - powiedziałam, odbiegając od niego.
Wbiegłam go gabinetu Been i zamknęłam go na klucz. Szybko umyłam się i przebrałam w koszulę nocną. Położyłam się na łóżku i natychmiast zasnęłam.
Kolejny dzień był dość spokojny. Udało mi się przeprowadzić kilka lekcji. Podczas wszystkich posiłków siadałam jak najdalej profesora McDowera, z czego raczej nie była zadowolony. Been też się nie ucieszy, kiedy się dowie, że będzie musiała się mu tłumaczyć.
O godzinie dwudziestej pierwszej siedziałam w klasie. Czekałam na Been, która zjawiła się dość szybko. Tak jak się spodziewałam, nie była zbyt zadowolona, kiedy opowiedziałam jej o wszystkim. Po chwili wyjęła z torby dwie fiolki z eliksirami.
- Są gotowe - powiedziała, podając mi jedną. - Wypij.
Spełniłam jej rozkaz, a ona zrobiła to samo. Zamknęłam oczy. Zawirowało mi w głowie, ugięły się pode mną kolana. Poczułam, jakbym się unosiła w powietrzu. Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie. Obok mnie siedziała profesor Been. Czyli znów wyglądałam jak ja. Obydwie wstałyśmy z podłogi. Wyszłyśmy z klasy.
- Dobranoc, Linares. Idę ratować mój związek - powiedziała Been, odchodząc. Poszłam w kierunku swojej sypialni.
hahahaha! To było piękne! Czego nie poszłaś do Robcia? Mogło być ciekawie...
OdpowiedzUsuńRaczej nie mogło być ciekawie! On jest okropny!
UsuńŁiii! coś o mnie chociaż troszkę ! :D świetny rozdział . co ty chcesz McDower jest przystojny xD
OdpowiedzUsuńPrzystojny?! Czy to go w ogóle widziałaś?!
Usuńno oczywiście xD
Usuń