- Och, ale piękny pierścionek, pani profesor. Skąd pani go ma? - zapytała Cornelia Raintell.
Siedziałyśmy na lekcji eliksirów, a ona gapiła się na serdeczny palec naszej nauczycielki, na którym znajdował się srebrny pierścionek. Mogłam się tego spodziewać. Cornelia, największa lizuska w naszej klasie o ile nie w całej szkole, nie mogłaby nie prawić komplementów profesorce na temat jej nowej błyskotki.
Been przewróciła oczami, zakłopotana. Następnie swój wzrok skierował ku mnie z niemą prośbą o pomoc. Zmarszczyłam czoło. Tego jeszcze nie było, żeby uczennica pomagała nauczycielce ukrywać jej związek.
- Zamknij ryj, Cornelia - warknęłam. - Nie musisz się już tak podlizywać. Jasne, że inaczej nie wyciągniesz na pozytywną ocenę, ale to już twój problem.
Twarz Corneli nabrała barwy buraków. Miałam wrażenie, że zaraz się popłacze.
- Jak śmiesz?! - zawołała. - Pani profesor, ona obraziła mnie na lekcji. Taki czyn zasługuje na karę!
- Nie sądzę - mruknęła Been. Jasne, że nie mogła mi wlepić szlabanu. Pomogłam jej!
- Ale, pani profesor, ona mnie OBRAZIŁA!
- Załatwcie to między sobą. A teraz, Cornelio, może przypomnisz nam składniki eliksiru zmieniającego kolor włosów?
Dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej czerwona i powiedziała, że nie potrafi wymienić ani jednego składnika.
Siedziałam na podłodze w bibliotece. Przekartkowywałam jakąś książkę o magicznej odmianie warzyw i owoców. Zadano nam wypracowanie na trzy strony na ten temat. Już miałam połowę, ale nie mogłam już nic więcej wymyślić. Czytałam właśnie o pomidorach, które świecą w ciemności, kiedy do biblioteki wpadła Samanta.
Na pierwszy rzut oka widać było, że przebiegła całą drogę. Na czole miała kropelki potu, oddychała ciężko.
- Sam, coś się stało? - zapytałam.
Dziewczyna podeszła do mnie.
- Czy coś się stało?! Och, tak STAŁO SIĘ!
Nie zdążyła jednak powiedzieć co, bo do biblioteki wbiegła Kate, wrzeszcząc:
- SAMANTA, POCZEKAJ!
Podeszła do nas i złapała Samantę za rękę.
- Sam, proszę, nic nie mów - powiedziała.
- Mam nic NIE MÓWIĆ?! Och, ty to chyba jesteś w tym MISTRZYNIĄ!
Od razu domyśliłam się co się stało. Nie chciałam jednak przerywać ich kłótni. Wyręczyła mnie bibliotekarka, która spiorunowała je wzrokiem i oznajmiła:
- Jesteście w bibliotece. Mogłybyście się nie wydzierać?
Moje przyjaciółki wymieniły spojrzenia. Sam już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale Kate była pierwsza.
- Błagam cię, Sam, nic nie mów. Nic takiego się nie stało.
- No chyba sobie żartujesz! Coś WIELKIEGO się stało!
- Ekhem - mruknęła bibliotekarka.
- Sam, daj mi jeszcze trochę czasu. Później sama wszystko wyjaśnię. Wszystkim.
Samanta przez chwilę się zastanawiała. Popatrzyłam na Kate. Powinna się cieszyć, że to ja ją wtedy przyłapałam. Gdyby to była Sam wiedzieliby o tym już wszyscy.
- Nie, Kate, nie mogę - oznajmiła.
- Samanto Silverstone, błagam cię...
- ONA CHODZI Z WILLEM! - wypaliła Sam.
- Wiem - oznajmiłam, zanim ugryzłam się w język.
- CO?! - zawołały obydwie naraz.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, kiedy świdrowały mnie wzrokiem. Dlaczego byłam taka głupia i to powiedziałam? Naprawdę, sama siebie rozczarowuję. Żeby być aż tak mało inteligentnym...
- Skąd wiesz? - chciała wiedzieć Kate.
Gapiłam się na podłogę, mając nadzieję, że sobie pójdą i zapomną o tym, co powiedziałam.
- Saro?
- Widziałam jak się całowaliście we wrześniu - wyznałam w końcu. Poczułam jakby zdjęto ze mnie jakiś ciężar. W końcu o tym powiedziałam. Już nie musiałam udawać, że nic nie wiem.
- We wrześniu?! - zawołała Sam. - Jak długo jesteście parą?!
Kate patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Miałam ochotę krzyknąć: "Jason też wie!", ale nie chciałam być złą koleżanką. Siedziałam cicho, błagając w duchu, żeby sobie poszły. Niestety, moje prośby nie zostały wysłuchane. Kate i Sam stały nade mną i nie zamierzały odejść.
- Wiedziałaś o tym od września i nic nie powiedziałaś? - zdziwiła się Katherina.
- A jak miałam ci to powiedzieć? A może byś wolała, żebym zrobiła to co Sam? Chciałaś mieć tajemnicę to miałaś.
Zapadła cisza. Wpatrywałam się w swoje dłonie i czekałam, aż odezwie się któraś z moich przyjaciółek. Długo milczałyśmy, nic nie robiłyśmy. Ta cisz coraz bardziej mnie denerwowała, ale nie śmiałam jej przerywać. W końcu Katherina usiadła obok mnie i mnie uściskała, trochę za mocno.
- Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę, że już wiecie - westchnęła.
Wpatrywałyśmy się w śnieg padający za oknem naszego pokoju. Madeline nie było z nami, więc mogłyśmy spokojnie dyskutować o związku Kate. Po wielu wymianach zdań doszłyśmy do wniosku, że nie powiemy jej jeszcze dopóki Katherina nie będzie gotowa. Nie wspomniałam jej też nic o Jasonie. Niech sama mu to wyzna.
- To opowiadaj - rozkazała Samanta. - Jak to się zaczęło?
- To było w czerwcu...
- Mówiłyście, że we wrześniu! - przerwała jej Sam.
- Tak, bo zaczęliśmy ze sobą chodzić we wrześniu. Wszystko jednak rozpoczęło się w czerwcu. Był koniec roku szkolnego. Miałam doła, a on próbował mnie rozweselić i tak jakoś wyszło, że się pocałowaliśmy.
Opowiadała i opowiadała, a my z Sam z zaciekawieniem słuchałyśmy. W końcu jednak do pokoju weszła Maddy i zmieniłyśmy temat.
ach ach . rybak . haha . swietny rozdział .
OdpowiedzUsuńosz ty małpo! Mój tatuś nie jest rybakiem!
Usuńzostań Ambasadorem Instytutu Ochrony Nauczycieli Przed Wrednymi Lizusami. hahaha
OdpowiedzUsuńHhahahahahahhaha! Dobry pomysł!
Usuń