Siedziałam w pociągu przy oknie, wpatrując się w oddalającą się szkołę. Obok mnie siedziała Andromeda, a na przeciwko Penelopa. W przedziale byli też wszyscy uczniowie z mojego roku. Siedziałam cicho. Nadal nie doszłam do siebie. Ciągle widziałam jej zwłoki i nie potrafiłam od tego uciec. Andromeda chyba tez nie była w stanie z nami gadać, ale inni rozmawiali ze sobą nawzajem. Wiem, że nie wszyscy z nich wiedzą co się stało. Przy ciele nauczycielki widziałam tylko Lelanda. Reszta z nich nie zdaje sobie sprawy, dlaczego odsyłają nas wcześniej. Penelopa oczywiście co chwilę się na mnie wydzierała, ale ja nie mogłam się z nią kłócić. Byłam zbyt przybita.
Podróż ciągnęła się i ciągnęła, ale w końcu dotarliśmy do Akademii. Miło było ją znowu zobaczyć. Patrząc przez okno, dostrzegłam nauczycieli czekających na nas, a wśród nich profesor Been i McDowera stojących obok siebie. Mimowolnie uśmiechnęłam się na ich widok i nie wiedziałam dlaczego. Pociąg zatrzymał się i wyszliśmy z niego. Stałam już na dworze, kiedy żegnałam się z Andromedą. Bardzo żałowałam, że nie zobaczę jej przez długi czas, a może nawet już nigdy. Obiecałyśmy sobie, że będziemy do siebie pisać i poszłam dalej. Stałam chwilę w miejscu, patrząc jak Jackson żegna się z Andromedą. Po chwili do mnie podszedł i złapał za rękę. Razem podeszliśmy w kierunku nauczycieli, gdzie musieliśmy się rozstać, bo każde z nas poszło do swojego wychowawcy. Stanęłam obok profesor Been, mówiąc:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry- odpowiedziała, patrząc na mnie z uwagą. Chyba zrozumiała, dlaczego jestem w tak kiepskim nastroju, bo zapytała:
- Wiesz, dlaczego odesłali was wcześniej, prawda?
Powoli kiwnęłam głową.
- Widziałam jej zwłoki- odparłam.
Przez chwilę panowała cisza, ale przerwała ją Been:
- Ktoś jeszcze wie?- spytała.
- Leland.
W tej chwili potrzedła do nas Letitia Screw, uśmiechając się. Przywitała się z nauczycielką. Chwilę po niej zjawił się Leland, a potem Joyce. Poszliśmy w stronę zamku. Weszliśmy do środka i udaliśmy się do jadalni. Nie było w niej nikogo. Usiadłam przy jednym ze stolików, a po chwili pojawił się przy mnie Jackson. Mimo, że nie jadłam nic od początku podróży, nie mogłam przełknąć. Siedziałam w milczeniu wpatrując się w Jacksona, który jadł jakąś sałatkę. Po chwili zwróciłam wzrok na stół nauczycieli. Zauważyłam, że Been mi się przygląda. Po chwili wstał dyrektor i zaczął przemawiać:
- Drodzy uczniowie!- zawołał.- Witamy z powrotem w Akademii Magicznej! Niezwykle się cieszymy, że znowu jesteśmy razem. Z powodu, że dopiero dzisiaj wróciliście, macie jutro wolne. Nie obowiązują was też prace domowe zadane przed waszym powrotem. Po kolacji możecie wrócić do swoich sypialni. Dziękuję.
Poczekałam aż Jackson zje, a potem wyszliśmy. Jackson odprowadził mnie do pokoju.
- Przyjdziesz do mnie jutro?- zapytałam, stojąc przy drzwiach.- Nie chce być sama, kiedy dziewczyny pójdą na lekcję.
- Jasne- odparł.- Będę o dziewiątej.
Pocałował mnie w policzek i odszedł. Otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i od razu zostałam prawie uduszona. Maddy, Sam i Kate ściskały mnie z całych sił.
- Sara!- wrzasnęła Madeline z entuzjazmem.
- W końcu wróciłaś! - dodała Katherina.
- Ale za tobą tęskniłyśmy!- zawołał Samanta.
Kiedy w końcu mnie puściły, usiadłam na swoim łóżku. Dziewczyny zaczęły coś tam gadać, ale nie bardzo słuchałam. Wiem, nie ładnie, ale po prostu nie mogłam. Myślałam tylko o Agnes Talley. Po kilku minutach moje przyjaciółki zorientowały się, że coś nie gra.
- O co chodzi?- spytała Sam.
Przygryzłam wargę. Przez chwilę zastanawiałam się czy powiedzieć im o wszystkim, czy nie. Doszłam do wniosku, że muszę z kimś o tym pogadać. Opowiedziałam im wszystko, a ona przyglądały się mi z przerażeniem w oczach. Maddy zbladła okropnie. Wszystkie trzy wlazły na moje łóżko i przytuliły mnie.
- To musiało być straszne- zauważyła Kate, a ja przytaknęłam. Dzięki ich uścisku zrobiło mi się dużo lepiej. Bardzo się cieszyłam, że znowu je zobaczyłam.
- A jak tam było u was?- zapytałam.
- Na pewno lepiej niż u ciebie- powiedziała Samanta.
- Na twoje miejsce przyjechała taka Julia...
- Rover?- zapytałam. Julia Rover ro przyjaciółka Andromedy, więc raczej była to ona.
- Tak- przyznała Maddy.- Fajna dziewczyna, podobnie jak jej chłopak Rogger. Przyjechała też ich przyjaciółka Hariett, ale ona była za Penelopę, więc dali ją do starszej klasy.
Dziewczyny zaczęły opowiadać, a ja słuchałam ich z uwagą. Dzięki temu nie myślałam o Talley. Siedziałyśmy do północy.
~*~*~
Gdy tylko otworzyłam oczy, zobaczyłam Jacksona, siedzącego na skraju mojego łóżka.
- Cześć- powiedziałam zaspanym głosem.
- O już wstałaś?- zapytał.- Jestem już tu od pół godziny. Nie miałem serca cię budzić.
Uśmiechnęłam się. To był mój pierwszy uśmiech od zobaczenia zwłok. Jackson też się uśmiechnął. Zeszłam z łóżka i usiadłam koło niego.
- To co dzisiaj będziemy robić?- zapytałam.
- Na co tylko masz ochotę.
- Mam ochotę się przebrać- oznajmiłam. Wzięłam jakieś ubrania z walizki( nie chciało mi się rozpakowywać) i poszłam do łazienki. Wróciłam umyta, ubrana i uczesana. Jackson wstał i złapał mnie za rękę.
- No to może chodźmy nad jezioro?- zapytał, a ja kiwnęłam głową. Wyszliśmy z pokoju, zamykając go na klucz i udaliśmy się w stronę wyjścia. Przesiedzieliśmy nad jeziorem cały dzień.
hahahahahha fajny rozdział. dzisiaj na rowery wiśta wio
OdpowiedzUsuńJasne! Jedziemy nad Sołokije!
Usuńnoo pewnie. haha a ja idę na zakupy zaszaleć
UsuńFajny rozdział
OdpowiedzUsuńAle żeś się wysiliła
Usuńhahha i tak trzymaj Andromedo :D
UsuńBardzo śmieszne, Normo Isabell Halliwell Black!
Usuń