sobota, 28 lipca 2012

Rozdział 18

Nadszedł wtorek. Nic nie byłoby w tym złego, gdyby nie fakt, że dwie ostatnie lekcje to eliksiry. Od czasu kiedy zobaczyłam profesor Been i McDowera w dość jednoznacznej sytuacji, unikałam mojej wychowawczyni jak ognia. Już i tak za mną nie przepadała, a teraz jeszcze to. Wolałabym o tym nie wiedzieć, żałowałam, że poszłam do tej durnej łazienki, że ich widziałam. Byłam na siebie okropnie zła. No, ale cóż, stało się. Na szczęście miałam kogoś komu mogłam się zwierzyć, a nawet sześć takich ktosiów.

 Rozległ się dzwonek i cała nasza klasa weszła do sali od eliksirów. Z opuszczoną głową usiadłam w ostatniej ławce razem z Katheriną. Przed nami siedziały Madeline i Sam.
- Oj, już się tak nie przejmuj!- powiedziała Maddy, zanim nauczycielka weszła.
- Łatwo ci mówić- mruknęłam.- Ona mnie za to zabije. Nie wiem jak, ale to zrobi!
 Zaraz po tych słowach do klasy weszła Been. Stanęła prze swoim biurku i zaczęła prowadzić lekcję. Czułam na sobie jej wzrok. Wpatrywałam się w podłogę. Nauczycielka mówiła coś o jakimś eliksirze na gorączkę czy coś w tym stylu. Miałam ochotę zniknąć. Wyparować. Zapaść się pod ziemię. Byleby tylko nie czuć jej wzroku. Lekcja dłużyła się niemiłosiernie. Przez ostatnie piętnaście minut skupiłam całą swoją uwagę, aby dobrze napisać notatki. W końcu rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Wszyscy ruszyli ku wyjściu, ze mną na czele. Gdy tylko wyszłam z klasy odetchnęłam z ulgą, jednak wiedziałam, że to dopiero połowa. Razem z dziewczynami usiadłyśmy na ławce .
- Jak tam, Saro?- zapytała Sam.- Jakoś cię nie zabiła.
- Jeszcze- westchnęłam.
- Nie wiem dlaczego się tym przejmujesz-  oznajmiła Kate.- Co z tego, że widziałaś jak się całują?
- A ty, nie byłabyś wściekła, gdyby ktoś odkrył, że potajemnie się z kimś  spotykasz? Ja bym była...
 Rozległ się dzwonek. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy nasze miejsca. Na ławkach stały kociołki i różne składniki. Zazwyczaj pierwsza lekcja jest teoretyczna, a druga praktyczna. Kiedy wszyscy weszli do sali Been powiedziała:
- Macie godzinę, żeby przyrządzić eliksir, o którym mówiłam.- Machnęła różdżką. Na tablicy zaczęły pojawiać się litery.- Macie przepis. Dwie najszybsze osoby i dwie, których eliksir będzie najlepszy, dostaną piątki. Zaczynajcie.
Usiadła ze biurkiem, a ja zaczęłam robić eliksir. Nie zależało mi na nagrodzie. Wiedziałam, że najszybsza będzie Paula Green, która zawsze robiła wszystko z niezwykłą prędkością i zazwyczaj dobrze. Drugi może być Victor McVones, a najlepsza okaże się oczywiście Lauren Stottlemeyer, najlepsza uczennica w szkole, druga może Samanta, która świetnie sobie radzi z eliksirami.
 Oczywiście miałam rację. Cała ta czwórka dostała obiecane piątki.
 Zadzwonił dzwonek. Uradowana, już wychodziłam z klasy, kiedy usłyszałam głos Been:
- Linares, ty zostań- nakazała.
 Jak mogłam być taka głupia?, pomyślałam. Przecież to jasne, że nie zabije mnie przy całej klasie. Nie chce mieć świadków.
Odwróciłam się i popatrzyłam błagalnie na moje przyjaciółki. One jednak tylko uśmiechnęły się do mnie ze współczuciem. Stanęłam przed biurkiem nauczycielki. Wszyscy wyszli, jednak nikt nic nie powiedział. Stałyśmy tak przez jakąś minutę. W końcu Been powiedziała:
- Chciałam cię prosić, żebyś nikomu nie mówiła o tym co widziałaś w Dronwood.
- Przepraszam, pani profesor- wybełkotałam.- Ale ja już powiedziałam kilku osobom.
- Ilu?- spytała.
- Sześciu- powiedziałam cicho, a potem głośniej dodałam:- Ale przyrzekam, że nikt więcej się nie dowie. Żaden z nas nikomu nie powie. Przysięgam.
Zapadło milczenie. Been minę miała taką, jakby nie wiedziała co powiedzieć. Ja z kolei nie chciałam nic mówić. W końcu nauczycielka przemówiła:
- Dobrze. Możesz iść.
 Czułam się naprawdę głupio. Nie wiedziałam dlaczego. Przecież to nie była moja wina, że ich zobaczyłam. Myślałam po prostu, że Been się na mnie wydrze i wtedy bym mogła się na nią wściekać. Ale nie. Ona akurat teraz musiała ukazać swoje miłosierdzie. A ja się czułam paskudnie. Wiedziałam, że nie dam rady wrócić do pokoju. Musiałam się odwrócić i oznajmić:
- Ja naprawdę bardzo przepraszam. Nie chciałam tego zrobić. To był przypadek. Naprawdę przepraszam. Strasznie mi głupi i....
- Nie przepraszaj już- powiedziała nauczycielka, uśmiechając się, a był to doprawdy rzadki widok.- Wracaj do pokoju.
Już miałam iść, gdy nasunęło mi się jedno pytanie.
- Pani profesor. Mogłabym o coś spytać?
- Oczywiście.
- Jak to się stało, że pani i profesor McDower jesteście parą?
Wiem, że było to dość osobiste pytanie i nie powinno się ich zadawać nauczycielom, ale ja tak strasznie chciałam się dowiedzieć. Been przez chwilę milczała, jakby się zastanawiała czy ma odpowiedzieć, czy nie. Po chwili jednak powiedziała:
- To się stało na Balu Sylwestrowym. Więcej ci nie powiem. Idź już.
Odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju.

~*~*~

- Mówiłyśmy ci, że nic ci nie zrobi- szepnęła mi do ucha Kate podczas kolacji. Szeptała, żeby nie usłyszał nas żaden z braci Maddy, którzy siedzieli z nami przy stoliku. Ich siostra i Sam siedziały gdzieś ze swoimi chłopakami. Z mojej drugiej strony siedział Jackson rozmawiający z Willem i Percym, zapewne o muzyce. Cała ta trójka bardzo się nią interesowała. Ja także, ale nie w tym stopniu co oni i Isabell.
- Wiesz, naprawdę dziwnie się czuję- odszepnęłam do Katheriny.- To było dziwne. Jeszcze nigdy nikogo tak nie przepraszałam.
Moja przyjaciółka uśmiechnęła się. Po chwili zaczęła rozmawiać z Willem.
- Jak tam na eliksirach?- usłyszałam nagle cichy głos Jacksona. Zaczęłam mu wszystko opowiadać.

7 komentarzy:

  1. no ładnie ładnie. Penelopa najładniejsza. Cóż za zaszczyt, że użyłaś mego zacnego imienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka ona jest łaskawa! A ty myślałaś że ci oczy wydrapie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam, że mnie podpali i będzie patrzeć jak płonę żywcem.

      Usuń
  3. A Julia jaką chce mieć moc u mnie?

    OdpowiedzUsuń
  4. piękna siostro masz piękny blog i piękne roździały i piękne siostry i ty też jesteś piękna ;)

    OdpowiedzUsuń