piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 13

  Minęło kilka tygodni. Czas ten wystarczył Katherinie, aby stała się jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Teraz mało który chłopak nie miałby ochoty wyjść z nią na randkę, więc zazwyczaj nie ma jej z nami. Ostatnim szczęśliwcem był Peter McDonald, rok starszy od nas. Katherninie chyba się podoba, bo umówiła się z nim już na trzy randki, co rzadko się jej zdarza. 
 Niestety moja popularność nieubłaganie spadała. Powodem tego był fakt, że nie byłam już singielką. Teraz, kiedy jestem zajęta, dla chłopców przystała być atrakcyjna. Niestety to nie koniec. Cały wolny czas spędzałam z Jacksonem, ewentualnie z przyjaciółkami czy siostrami. Nie spotykałam się z nikim innym, a nawet nie rozmawiałam z nikim innym. Większość społeczności szkoły po prostu przestała się mną interesować. Prawdę mówiąc, nie przeszkadzało mi to ani trochę. 

- No i w tedy on powiedział, że nie ma ochoty na randki- westchnęła Isabell. Siedziałyśmy w jej sypialni razem z Jesicą, próbując ignorować Penelopę, która całowała zdjęcia Jacksona. Plotkowałyśmy o Willu, najlepszym przyjacielu bliźniaczek i równocześnie bracie Maddy, który ostatnio chodził jakiś przygnębiony. 
- On tak cały czas się zachowuje- dodała Jesica.- Od naszego zerwania nie spotkał się z żadną dziewczyną.
  Jes i Will chodzili ze sobą kilka miesięcy temu, jednak po paru tygodniach coś się popsuło i wrócili do przyjaźni. Wielka szkoda, bo byli świetną parą. 
- Może trzeba mu znaleźć jakąś dziewczynę?- zaproponowałam, a po chwili ziewnęłam. Is popatrzyła na zegarek.
- O mój Boże- powiedziała.- Już w pół do jedenastej. Lepiej idź, Saro, bo jak ktoś zobaczy, że nie jesteś w sypialni, to raczej się to nie skończy. 
- Okej- oznajmiłam, wstając z łóżka. - Jutro też przyjdę. No to na razie.
 Wyszłam i poszłam w stronę swojego pokoju. Szłam jak najciszej. Dlaczego to ja nie mogłam mieć dary niewidzialności? Na co mi głupie patrzenie przez ściany? Mało przydatny dar. W ogóle wszyscy moi znajomi mają lepszy. Isabell czyta w myślach, Jes widzi przyszłość, Jackson jest niewidzialny. To takie niesprawiedliwe. Rozmyślałam tak prze długi czas, aż nagle usłyszałam za sobą niski głos:
- A tobie, Linares, nie powiedziano, że nie spaceruje się po ciszy nocnej?- Głos należał do nauczyciela wróżbiarstwa, profesora Clarka. Stałam, nie ruszając się, aż po kilkunastu sekundach, odwróciłam się i stanęłam z nim twarzą w twarz.
- Co za bezczelność lekceważyć zasady naszej szkoły!- warknął Clark. Już chciałam coś powiedzieć, jednak przypomniałam sobie, że u Clarka lepiej milczeć niż próbować się bronić.
- Przyjdziesz do mojego gabinety jutro po lekcjach- oznajmił profesor.- Zrozumiano?
 Przytaknęłam.
- Możesz iść Linares.
 Szybkim krokiem powędrowałam do sypialni. Kiedy weszłam do środka, dziewczyny jeszcze nie spały. Maddy gadała z Kate, a Sam czytała książkę.
- Dostałam szlaban- pochwaliłam się. Dziewczyny popatrzyły na mnie. Samanta westchnęła:
- Znowu?
- Tamten był już dawno. Lepiej zgadnijcie od kogo.
- Od Been- odpowiedziała Madeline bez zastanowienia. 
- A właśnie, że nie, bo Clark- oznajmiłam z dumą.
- Wow. Pierwszy raz dostałaś szlaban od kogoś innego. Myślałam, że to niemożliwe- powiedziałam Sam.
 To prawda. Miałam na koncie wiele szlabanów. Wszystkie były od Been. 
 Poszłam do łazienki, umyłam się, przebrałam w piżamę i poszłam spać.

~*~ *~

Zapukałam do drzwi.
- Proszę- rozległ się zimny głos profesora Clarka.. Weszłam do środka i, co mnie zdziwiło, profesor nie był tam sam. Przed jego biurkiem stał jakiś chłopak, chyba z klasy Jacksona. Stanęłam koło niego.
- Dobrze, ze już jesteś, Linares. Razem z kolegą będziesz dzisiaj pomagała w kuchni.
- Żartuje pan?- wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać. 
- Nie, Linares- odpowiedział spokojnie nauczyciel. - Macie pójść do kuchni. Pani Miller się wami zajmie.
 Posłusznie wyszliśmy i udaliśmy się w stronę kuchni. 
- Hej- odezwałam się.- Jestem Sara Linares, a ty?
- Jason Simpson- odpowiedział.
- Jesteś bratem Kate?- spytałam.
- Tak. Chodzisz z nią do klasy?
- Owszem i mam z nią pokój.
- Nie chwaliła się, że ma takie ładne współlokatorki- zaśmiał się. 
- Ani, że ma takiego fajnego brata.
 Zaśmialiśmy się.  Po chwili dotarliśmy do celu. Jason zapukał do drzwi. Otworzyła jakaś kobieta. 
- Profesor Clark was przysłał?- zapytała, a kiedy przytaknęliśmy, dodała:- No w końcu, bo za chwilę spóźnię się na mój ulubiony serial.
 Wymieniliśmy z Jasonem spojrzenia, idąc za kobietą. Doszliśmy do jakiegoś stołu, na którym leżało jakieś mięso. Zrobiło mi się słabo na ten widok.
- Macie zrobić kotlety na dzisiejszy obiad- oznajmiła kobieta. 
- Jestem wegetarianką- wtrąciłam.- Nie dotknęłabym tego, choćby mieli mnie wyrzucić ze szkoły. 
 Kobieta przez chwilę stała w milczeniu. Po jakieś minucie poszła w kierunku innego stołu. Szliśmy za nią. Kiedy się zatrzymała, powiedziała:
- Będziecie robić surówki na dzisiejszy obiad. Muszę już iść, bo mi się serial zacznie.- To powiedziawszy, odeszła, a my zabraliśmy się do roboty. Po chwili Jason zapytał:
- Naprawdę jesteś wegetarianką?
- Tak- potwierdziłam.- Dlaczego pytasz?
- Po prostu nie znałem wcześniej wegetarianki.
  Obierałam, kroiłam, siekałam,  wrzucałam do miski, mieszałam warzywa przez jakieś półgodziny, rozmawiając z Jasonem. Kiedy w końcu skończyliśmy, udaliśmy się do pani Miller. Kobieta po obejrzeniu surówek, wypuściła nas z kuchni. Wracałam z Jasonem korytarzem pełnym ludzi, nadal gadając. Kiedy dotarłam do swojego pokoju, powiedziałam:
- Cieszę się, że dostałam ten szlaban.
- Bo, straciłaś prawie całą godzinę swojego życia na robieniu surówek?- zapytała zdziwiony chłopak.
- Nie, geniuszu- zaśmiałam się.- Bo uświadomiłam sobie, że muszę czasem pogadać z kimś innym niż mój chłopak, przyjaciółki czy siostry. 
- Miło mi, że ci to uświadomiłem- powiedział nagle jakiś przygnębiony. Pożegnał się ze mną i poszedł.

~*~*~

 Siedziałam w bibliotece z grupką dziewczyn. Wśród nich były oczywiście moje przyjaciółki. Wszystkie razem odrabiałyśmy lekcje. Co chwilę jakaś z dziewczyn zaczynała o czymś opowiadać. Długo tak słuchałyśmy się siebie nawzajem. W końcu pewna dziewczyna, Melinda Brown, odezwała się do mnie:
- Jakoś rzadko tu ostatnio przychodziłaś.
- Wiem. Prawie cały czas siedziałam z chłopakiem.
- No tak, odstaw koleżanki, bo masz chłopaka- zaśmiała się.
- Obiecuję, że już się to więcej nie powtórzy.
 Nagle poczułam, że moja popularność znów wzrasta.

9 komentarzy:

  1. Ale mam powodzenie! Co teraz przerzucisz się na mojego brata?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMJ to tylko kolega! Co z tego, że za niego wyjdę za parę lat i rozwiodę się z nim po 6 miesiącach?

      Usuń
    2. Nic, to tylko taki epizod w twoim życiu. Ale będziemy rodziną!

      Usuń
    3. No, przez pół roku! A później będziesz rodziną z Sam ;))

      Usuń
  2. Nareszcie się doczekałam . Ależ ty umiesz trzymać człowieka w niepewności , Saro . Świetny rozdział . I bardzo długi . Fajno . A tak w realu to nie jadę do Marleny bo ma koncert w Poturzynie . A może wcieliłabyś ją w którąś ze swoich postaci ?

    OdpowiedzUsuń
  3. uuuu nie ładnie gadać z innym chłopakiem. Widzę że Jackson ci nie wystarcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahhaha! To już nawet kolegów nie wolno mieć?

      Usuń
    2. Kolegów? Już nie będę uprzedzać faktów . :D

      Usuń
  4. Świetny rozdział!!!! Cudoooo :*
    P.S Jakoś ostatnio tak szybko piszę te rozdziały że już 13! Mam do ciebie także wielką prośbę. Polubiłabyś fanpage TZK na facebooku. To tylko klik. Z góry dzięki.https://www.facebook.com/tajemnicezaczarowanejkrainy

    OdpowiedzUsuń