piątek, 7 września 2012

Rozdział 32

 Wyjęłam walizkę z bagażnika i poszłam w kierunku Jacksona. Po chwili podbiegły do nas Maddy, jej braci, Kate i Samanta. Szliśmy powoli, szukając rodziców lub, w moim wypadku, Kristin. Sam zobaczyła tatę już po chwili, więc uściskała nas wszystkich i powędrowała w jego stronę. Później zobaczyliśmy rodziców Katheriny. Pożegnała się z nami, szczególnie czule z Willem, co zdziwiło Maddy, która nadal o niczym nie wiedziała.
 Szliśmy długo, aż w końcu dostrzegliśmy matkę Madeline. Podeszliśmy do niej i, ku mojemu zdziwieniu, stały obok niej bliźniaczki. Pani Czarnecka uściskała swoje dzieci, a później podeszła przywitać się ze mną.
- A gdzie Kristin?- zapytałam. 
- Wyjechała- oznajmiła pani Czarnecka. - Dostała urlop i pojechała do sanatorium. Prosiła mnie, żebym was też zabrała.
- Czyli nie ma jej w domu? - zapytałam, a pani Czarnecka pokręciła głową.
- Wróci za kilka miesięcy.
 Nie mogłam w to uwierzyć. Jak Kristin mogła mnie zostawić? Co ja mam niby teraz zrobić? Sama w domu z matką i Joshem. To brzmi gorzej od najgorszych koszmarów! Dzięki Bogu będą bliźniaczki, a przynajmniej tak myślałam. Po chwili podeszła do mnie Is i powiedziała:
- My też wyjeżdżamy.
- Co?- zapytałam.- Chcecie mnie zostawić?! 
- Przykro mi, Saro. Nie wiedziałam, że Kristin wyjedzie.
Podeszła Jesica i uściskała mnie.
- Powodzenia, Saro- oznajmiła i odeszła. Isabell też już miała iść, ale ją zatrzymałam.
- Powiesz chociaż gdzie jedziecie?
- Do Jamesa- oznajmiła. - Kevin też tam będzie. Na razie, Saro.
I odeszła zostawiając mnie samą. Stałam przez chwilę, gapiąc się przed siebie. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacksona.
- Dasz radę- powiedział i pocałował mnie.
- Nie, nie dam - powiedziałam, a on znowu mnie pocałował.
- Dasz- uśmiechnął się do mnie. - Muszę już iść. Pa, Saro.
- Pa- odparłam. Kiedy odszedł, wsiadłam do samochodu. Przez całą drogę pani Czarnecka zadawała nam jakieś pytania, typu: Jak tam w szkole? Gdy zapytała się czy mamy jakieś nowe sympatie, Will podejrzanie milczał. Nikt jednak tego nie zauważył.
 Dojechaliśmy do domu. Wysiadłam z samochodu i wzięłam swoją walizkę. Pożegnałam się ze wszystkimi  i poszłam w kierunku domu. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, usłyszałam krzyk Josha:
- No nareszcie! Przynieś mi coś do picia!
 Oczywiście nie miałam zamiaru tego robić. Zdjęłam płacz i czapkę, wzięłam walizkę i poszłam do swojego pokoju. Nie minęło dziesięć minut, gdy moje matka zawołała:
- Sarita! Chodź tu!
Chcąc, nie chcąc musiałam zejść na dół do salonu. Matka siedziała na kanapie, a Josh w fotelu. Miał na sobie swój cudowny dres w panterkę. Oglądali telewizję.
- Myślę, że powinnaś zrobić obiad- powiedziała Diana.
- Ja?- zdziwiłam się. 
- A niby kto?- zapytała matka.- Może ja albo Josh mamy się przemęczać? I zrób coś z mięsa, a nie jakieś okropne danie wegetariańskie, jakie zazwyczaj serwuje nam Kristin.
 Popatrzyłam na nich. Jasne, że mogłabym zrobić obiad, ale wróciłam kilkanaście minut temu. Oni siedzą tu pewnie cały dzień i nawet tego nie chce im się zrobić? Na dodatek chcą mięsa, a ja nie mam zamiaru nawet na nie patrzeć. Wyszłam z salonu, nie zwracając uwagi na krzyki Josha. 

 Siedziałam w sypialni, szkicując i równocześnie próbując ignorować wrzaski matki. Od kilku godzin co chwilę mnie wołała, żebym spełniała jej każdą, nawet najmniejszą, zachciankę. Mówiąc każdą mam na myśli nawet podanie jej chusteczki do nosa czy zmienienie kanału w telewizji. W końcu się zdenerwowałam i po prostu nie przychodziłam, jednak ona nie dawała się tak łatwo. Bez przerwy się wydzierała, a czasami pomagał jej Josh. Byłam tym wszystkim tak wykończona, że wolałabym siedzieć na eliksirach.
- SARITO, ZEJDŹ W KOŃCU I POMÓŻ SWOJEJ BIEDNEJ MATCE! CO Z CIEBIE ZA CÓRKA?!- zawołała Diana, a ja już nie wytrzymałam. Rzuciłam na łóżko kartkę ze szkicem. Wzięłam jeszcze nie rozpakowaną walizkę i zeszłam na dół. Matka i Josh nawet mnie nie zauważyli, kiedy nałożyłam płaszcz i czapkę i wyszłam z domu.

3 komentarze:

  1. Jak ja nienawidzę tego Josha! Jak wy w ogóle możecie z nim wytrzymać!? Jakbym miała takiego ojczyma już dawno by się go pozbyła.

    OdpowiedzUsuń
  2. uuuu ten jego dres fajny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. ale ty masz podłych rodziców ! wiej od nich jak najdalej !

    OdpowiedzUsuń