Zaczął się grudzień. Na dworze wszędzie leżał śnieg. Siedziałam na swoim łóżku, w grubym norweskim swetrze, marząc, żeby wypić kubek gorącej czekolady. Byłam w pokoju sama, bo Sam poszła na randkę, Maddy też, a Kate powiedziała, że musi coś załatwić. Oczywiście wiedziałam, że to coś nazywa się William Czarnecki.
Drzwi do sypialni otworzyły się. Stała w nich Madeline cała we łzach.
- Mój Boże, Maddy!- zawołałam, wstając. Podeszłam do niej i objęłam ją.- Co ci się stało?
Moja przyjaciółka nie odpowiedziała tylko zaczęła jeszcze bardziej płakać. Pociągnęłam ją na łóżko, na którym usiadłyśmy.
- Spokojnie, Maddy- powiedziałam. Dziewczyna nawet nie popatrzyła na mnie, tylko nadal szlochała. - Maddy, proszę cię,powiedz co się stało.
Maddy podniosła wzrok. Patrzyła mi prosto w oczy, a potem wyjąkała:
- L-Luke.
- Co on zrobił?- zapytałam, choć wiedziałam, jaka będzie odpowiedź.
- Zerwał ze mną.
- Nie płacz, Maddy- powiedziała Kate, która przyszła piętnaście minut temu. Opowiedziałam jej, co się stało bo Maddy nie była w stanie. - To był głupek. Nie powinnaś marnować łez na opłakiwanie kogoś takiego!
W tej chwili weszła Samanta. Widząc zapłakaną Maddy, podbiegła do niej i zaczęła się pytać co się stało. Musiałam jej wszystko wyjaśnić. Sam przytuliła przyjaciółkę, mówiąc jej jakieś słowa pocieszenia.
Mijały godziny, a my zamiast się uczyć, próbowałyśmy rozweselić Madeline. Nic jednak nie pomagało. Około godziny dwudziestej Maddy nadal płakała, a nam skończyły się chusteczki do nosa. Nie mogłam patrzeć jak cierpi. Wyszłam z pokoju.
Szłam korytarzem, mijając różnych uczniów i nauczycieli. Kilka osób chciało ze mną pogadać, ale nie miałam ochoty na pogaduszki. Szłam powoli, nie zwracając na nic uwagi, kiedy go zobaczyłam. Siedział sobie spokojnie na ławce w otoczeniu jakiś dziewczyn młodszych ode mnie. Miałam to zignorować, ale kiedy zaczął się z jedną całować, coś we mnie pękło.
- LUKE!- wrzasnęłam. Na dźwięk swojego imienia odwrócił się i popatrzył na mnie. Chyba mnie nie poznał, bo zaczął się uśmiechać. Podeszłam do niego i już miałam na niego się wydrzeć, ale on powiedział:
- No cześć, mała!- Miałam ochotę go zabić za małą. Jedynie Will i Percy mieli prawo tak do mnie mówić! A już na pewno nie on! - Dowiedziałaś się, że znów jestem wolny i przyszłaś się umówić?
W tej chwili poczułam ogromną chęć rzucenia się na niego. Co Maddy w nim widziała? No dobra, był przystojny, ale gdyby mój chłopak miał takie teksty, to bym od razu z nim zerwała. Powstrzymałam się jednak od wydrapania mu oczu i powiedziałam:
- Nie, nie mam zamiaru się z tobą umawiać. Tak się składa, że jestem przyjaciółką Madeline. - Skrzywił się, gdy wypowiedziałam jej imię. - Tak, Maddy. Pamiętasz ją jeszcze? Wiesz, na twoim miejscu zachowałabym resztki godności i zaczekała chociaż jeden dzień do całowania się z innymi dziewczynami!
Luke gapił się na mnie ze zdziwieniem. Po chwili milczenia, warknął:
- To chyba nie twoja sprawa, co? Mogę się całować kiedy chcę!
Dziewczyna, z którą się wcześniej całował, popatrzyła na mnie.
- Chyba nie do końca rozumiem- powiedziała, co mnie nie zdziwiło. Wyglądała na taką, co wiele rzeczy nie rozumie. - Co to za Maddy? I dlaczego miałby czekać jeden dzień? Jesteśmy parą od tygodnia.
Dopiero po chwili zrozumiałam, co się dzieje. Luke zdradził Maddy i to z jakąś pustą lalunią. Miałam nadzieję, że moja przyjaciółka się o tym nie dowie, bo serce chyba by jej pękło.
- Nie wiesz kto to Maddy?- zapytałam ją. - To dziewczyna, z którą Luke dzisiaj zerwał.
Trochę jej zajęło, żeby to zrozumieć, ale w końcu z jej ust wydobył się krzyk. Popatrzyła na chłopaka z nienawiścią, uderzyła go w twarz i uciekła. Uśmiechnęłam się i również odeszłam.
- Dlatego proszę was, żebyście jej nic nie mówili- oznajmiłam. Siedziałam w sypialni i przed chwilą opowiedziałam o wszystkim Katherinie i Sam. Maddy spała na swoim łóżku.
- Jasne- odpowiedziały na raz. Uśmiechnęłam się do nich.
- Może jutro w końcu przestanie płakać- powiedziałam z nadzieją, a ona przytaknęły. Siedziałyśmy przez chwilę w milczeniu. W końcu Kate wstała i oznajmiła.
- Muszę iść coś załatwić.
- A co?- zapytałam. Dostrzegłam, że na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- A nic ważnego.
- Aha. A mogłabyś zawołać Willa. Muszę mu coś powiedzieć.
Wiem, jestem podła, ale tak bardzo chciałam to zrobić.
- Ja...- Jej rumieńce stały się jeszcze większe. Stłumiła śmiech.- Ja nie sądzę, żebym go spotkała.
Po tych słowach wyszła, żebym przypadkiem jeszcze czegoś nie powiedziała.
Biedna Maddy. Ten Luke od początku mi się nie podobał. Osz ty wredna, babo! Jak mogłaś mi tak powiedzieć? Wiedziałaś do kogo idę.
OdpowiedzUsuńNo jasne, że wiedziałam! Hahhahahahhahaha! Chciałam zobaczyć co zrobisz;))
Usuńhahha ostatnie najlepsze. haha . .. Biedna Maddy ale w przyszłości pozna tego jedynego .... Cody' ego haha
OdpowiedzUsuńOj to chyba nie będzie ten jedyny;((
Usuńale nie oddam jej Diego -,-
UsuńNikt ci nie każe;)) Wiesz, to będzie dziwne jeśli Nina...
Usuńpiękny rozdział ;)) Biedna Maddy ;(
OdpowiedzUsuńa to cham !!! luke nie zasługuje nawet na pisanie jego imienia wielką literą . fajny rozdział .
OdpowiedzUsuń