piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 30

 Minęło kilka tygodni. Związek Kate i Willa nadal był tajemnicą, o której wiedziałam tylko ja i Jason. W pewien listopadowy poniedziałek podczas śniadanie wstał dyrektor i zaczął przemawiać:
- Drodzy uczniowie! Przez najbliższe cztery dni będą odbywać się zajęcia, mające na celu doskonalenie mocy każdego ucznia. W tych dniach przyjadą do nas specjaliści od różnych darów, tak, że każdy będzie mógł poćwiczyć. Niektórych darów będą uczyć także nasi nauczyciele. Zajęcia te będą odbywały się podczas trzech ostatnich lekcji.
 W jadalni zapanował chaos. Wszyscy mięli coś do powiedzenia na ten temat. Usłyszałam głos Katheriny:
- Powodzenia w szukaniu kogoś, kto rzuca kulami plazmy.
 Szczerzę mówiąc, to całe te zajęcia były mi obojętne. Nie robiło mi różnicy czy spędzę ten czas w klasie z innymi uczniami, czy tylko z nauczycielem. Z tego co wiem, nikt inny w szkole nie potrafi patrzeć przez ściany. 

Następnego dnia po zaklęciach szłyśmy we czwórkę, ja, Is, Jesica i Jackson, w kierunku sali gimnastycznej. Większość uczniów już tam była, ale dla nas ważniejsze było gapienie się, jak Angelica Finxon biję się z trzy lata młodszą Violett McOctvi. To była naprawdę niezła walka. Doszliśmy na miejsce i zobaczyliśmy ogromny tłum uczniów. Kiedy przedarliśmy się dalej, dostrzegliśmy jakieś stanowiska, przy których stały tablice z nazwą mocy, jakiej się tam uczy. Isabell wskazała tablicę przy którym stał jakiś przystojny mężczyzna. Na oko miał jakieś trzydzieści lat, ale, naprawdę, był nieziemski. Ciemne długie włosy opadały mu na ramiona. Miał lekki zarost. Jackson chyba dostrzegł, jak na niego się gapię, bo mnie szturchnął. Ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu, na tablicy pisało: Czytanie w myślach. Is z uśmiechem na twarzy powędrowała w tamtą stronę. 
 Chwilę później Jesica odeszła do stanowiska dla jasnowidzów, przy którym stało jeszcze dwoje uczniów i kobieta, około trzydzieści pięć lat, z miłym wyrazem twarzy. Ja i Jackson szliśmy dalej, aż w końcu mój chłopak zobaczył tablicę z napisem: Niewidzialność. Stało tam kilu uczniów i jakiś stary facet. Jackson poszedł w ich kierunku. 
 Szłam sama. Po chwili minęłam Katherinę z jeszcze bardziej przystojnym facetem niż nauczyciel Isabell. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia dwa lata. Był wysoki, miał ciemne krótkie włosy i błękitne oczy. Uczył właśnie Kate, jak rzucić podkręconą kulę, trzymając jej rękę i kierując nią. Kilka stanowisk dalej stał William przyglądający się temu z niesmakiem. 
 Kiedy zobaczyłam tablicę: Widzenie przez ściany, zatkało mnie. Niestety, nie pozytywnie. Nie był to przystojny, młody mężczyzna, ani nawet miło wyglądająca nauczycielka. Oczywiście, mogłabym się pogodzić z tym, że to akurat mnie będzie uczyć nasz nauczyciel, ale bez przesady. Czy całe moje życie musi być z nią związane?
- Dzień dobry- powiedziałam, stając obok profesor Been.
- O, dzień dobry, Linares- odpowiedziała nauczycielka. - Nie wiedziałam, że widzisz przez ściany.
Uśmiechnęłam się sztucznie i popatrzyłam na nią.
- Dzisiaj zaczniemy od czegoś prostego- oznajmiła. Poszła trochę dalej i stanęła obok ściany. - Co tam widzisz?
 Otworzyłam szerzej oczy i mocno się skupiłam. Zobaczyłam salę od teorii magicznej. Siedział tam profesor McDower, sprawdzający testy jakiejś klasy. Powiedziałam to nauczycielce, powstrzymując się od uwagi, że specjalnie wybrała tę ścianę, żeby mogła się pogapić na McDowera.
- Dobrze- powiedziała Been.- A teraz postaraj się tam zajrzeć bez marszczenia czoła. Od tego robią się zmarszczki.
Czy naprawdę marszczyłam czoło, kiedy patrzyłam przez ściany? Nie miałam pojęcia. Jest to jednak bardzo prawdopodobne. Stanęłam przed ścianą i gapiłam się na nią, ale ni jak nie potrafiłam zajrzeć dalej. 
 Dużo czasu minęło, kiedy w końcu nauczyłam się widzieć przez ściany i nie marszczyć przy tym czoła. Kosztowało mnie to wiele koncentracji, więc nie mogłam dokuczać w międzyczasie Been. Byłam jednak z siebie bardzo zadowolona, kiedy patrzyłam na ścianę, nie robiąc prawie nic, nie licząc koncentrowania się na niej, zobaczyła klasę od teorii.

 Dwa następne dni uczyłam się patrzeć przez kilka ścian. Po wielu nieudanych próbach zobaczyłam salę od zaklęć, która jest pięć sal dalej od klasy magicznej teorii. 
- Czy czegoś jeszcze nie potrafię?- zapytałam pod koniec lekcji.
- Och, wielu rzeczy- odpowiedziała nauczycielka, za co miałam ochotę ją udusić. Ja się tu tak staram, a ona mi mówi, że jeszcze dużo nie umiem?! To co z niej za nauczycielka, skoro tak mało mnie nauczyła?! Już miałam jej napyskować, kiedy dodała.
- Ale to nie jest poziom szkolny. Potrafisz mniej więcej wszystko, co mogłabym od ciebie wymagać.
- A co jest takiego trudnego w widzeniu przez ściany, że to nie jest poziom szkolny?- zapytałam.
Profesor Been popatrzyła na mnie. Siedziała chwilę cicho, ale w końcu powiedziała:
- Na razie umiesz dopiero patrzeć przez ściany, jeżeli je widzisz- oznajmiła.- Dużo trudniej jest zobaczyć coś przez ścianę, której się nie widzi.
- Ale przecież nie widziałam ściany do sali od zaklęć!
- Tak, ale przechodziłaś po kolei z sali do sali. Nie dałabyś rady od razu zobaczyć klasy zaklęć.
 Niestety, miała rację. Myślałam, że mam bardzo łatwy dar, a tu się okazało, że nie. Jest on bardziej skomplikowany niż kiedykolwiek przypuszczałam.
- A pani potrafi?- zapytałam, a ona kiwnęła głową.
- Powiedz mi dokładnie gdzie jest twoja sypialnia- rozkazała.
- Na czwartym piętrze, trzeci pokój od schodów po prawej stronie.
 Profesor Been przez chwilę wpatrywała się przed siebie w milczeniu. Po kilkunastu sekundach przemówiła:
- Pokój jest nawet duży. Ma ściany w kolorze błękitnym, znajdują się w nim wielka szafa i cztery łóżka. Nad jednym jest tarcza, na drugim zielona bluzka, a na trzecim książka otwarta na sto... dwudziestej ósmej stronie.  Przez okno widać jezioro i kawałek lasu.
 Gapiłam się na nią ze zdziwieniem. Dokładnie tak wyglądał nasz pokój. No nie jestem pewna co do strony w książce. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że moja moc nie jest wcale taka głupia.

~*~*~

- Nie podchodź do mnie, Isabell!- zawołała Kate i wlazła na swoje łóżko, żeby być jak najdalej od mojej siostry.- Kto jej pozwolił nauczyć się jeszcze lepiej czytać w myślach?!
 Is zaśmiała się. Weszła na łóżko Katheriny, która uciekła teraz na moje łóżko. Isabell widocznie się znudziła ta zabawa, bo usiadła i popatrzyła na swoją bliźniaczkę. 
- A ty, Jes?- zapytała.- Jak tam twoja moc?
Jesica podeszła do Samanty i dotknęła jej ręki. Po chwili zamknęła oczy i przez długi czas ich nie otwierała. Wiedziałam, że widzi teraz przyszłość. W końcu otworzyła oczy i uśmiechnęła się:
- Będziesz mieć śliczną córkę, Sam- powiedziała.
- C-co?- wykrztusiła i kazała Jescie opowiedzieć jej wszystko co widziała. 
 Kate rzucała właśnie kulami plazmy, które kręciły się wlocie i trafiały w tarczę. Uśmiechnęłam się do niej.
- Świetnie sobie radzisz- zauważyłam.
- Dzięki- odpowiedziała.- Victor to wspaniały nauczyciel.
 Will chrząknął, a ja zakryłam dłonią usta, żeby się nie roześmiać.

środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział 29

 Siedziałam na ławce przed salą do teorii magicznej razem z Samantą. Rozmawiałyśmy o jakiejś pracy domowej z zaklęć. Bardzo mnie korciło, żeby wygadać jej wszystko o Kate, ale stwierdziłam, że to byłoby nie w porządku. Sam opowiadała właśnie jak pracowała nad tym zadaniem, kiedy podbiegł do mnie Kevin.
- Saro!- zawołał.- Musisz iść ze mną! Coś stało się Isabell.
 Dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa. Wstałam z ławki i pobiegłam za nim zostawiając Samantę. Pobiegliśmy do gabinetu pielęgniarki i weszliśmy do środka. Isabell siedziała na krześle z szeroko otworzonymi oczami. Obok niej stała Jesica. Podeszliśmy do niej. 
- Co się stało?- zapytałam.
- Byłyśmy na zaklęciach i... i...- zaczęła opowiadać Jesica roztrzęsionym głosem, ale nie była w stanie skończyć. 
- I mieli o zaklęciu odmładzającym- powiedział Kevin.
- I ta tępa łajza, Olivia nie dość, że nie trafiła w swoją partnerkę tylko w Is, to jeszcze nie powiedziała Lektono tylko Loktono!- zawołała Jesica.
 Popatrzyłam na nią z nadzieją, że powie, że żartowała. Ona jednak milczała, a ja czułam jak coś uciska mnie w piersiach. Loktono to zaklęcie usuwające pamięć. Jak można być na tyle durnym, żeby się tak pomylić? 
- Chcesz powiedzieć, że ona- wskazałam głową siostrę.- Że ona straciła pamięć?
Jes kiwnęła głową, a mi zakręciło się w głowie. Popatrzyłam na pielęgniarkę. 
- Niestety, panno Linares, twoja siostra ma rację. - powiedziała.- Na domiar złego, nie mamy pojęcia jak odwrócić to zaklęcie.
  Nie mogłam tego wytrzymać i wybiegłam z gabinetu. Biegłam przed siebie, nie zwracając na nic uwagi. Nie miałam pojęcia, gdzie chce dotrzeć. Po prostu biegłam, jakby bieg mógł sprawić, że Isabell odzyska pamięć.
 Nagle na kogoś wpadłam. Mruknęłam jakieś przeprosiny, nie patrząc komu, ale ten ktoś złapał mnie za rękę.
- Gdzie biegniesz?- zapytał. Od razu poznałam głos. Wpadłam na Jacksona.
- Ja po-po prostu...
 - Coś się stało?- spytał. Opowiedziałam mu o wszystkim. Kiedy skończyłam, powiedział:
- Myślę, że powinnaś do niej wrócić. Mogę iść z tobą, jeśli chcesz.
- Chcę- powiedziałam, a on złapał mnie za rękę i poszliśmy w kierunku gabinetu pielęgniarki. Kiedy byliśmy na miejscu, Jackson otworzył drzwi. Isabell nadal siedziała na krześle, a Jes obok niej. Kevin stał za nią, a pielęgniarka gadała z McDrowerem, który chyba przed chwilą przyszedł. McDrower to wychowawca piątej klasy, więc  musiał sprawdzić, co stało się jego uczennicy.
 Stanęłam przy Jesice i wtedy Isabell krzyknęła:
- To ty!
Mówiąc to patrzyła na Jacksona. Wymieniłam z Kevinem spojrzenia. Mój chłopka patrzył na nią ze zdziwieniem.
- Pamiętasz mnie?- zapytał.
- Jasne- powiedziała Is, jakby to było oczywiste.- Jesteś moim chłopakiem.

~*~*~ 

- Jak mogła powiedzieć, że Jackson to jej chłopka?- zapytała Maddy.
- Straciła pamięć i ubzdurała sobie, że z nim chodzi- oznajmiła Sam.- Tak często się zdarza.
- Ale chyba da się jej wyjaśnić, że nim nie jestem, prawda?- spytał Jackson. 
- Nie jestem pewna- odparła Sam.
 Siedziałam na swoim łóżku. Od momentu, kiedy Is powiedziała, że Jackson jest jej chłopakiem, minęły dwie godziny, a ja od tamtej pory nie odezwałam się ani słowem. Gapiłam się na wszystkich obecnych w pokoju, czyli Samantę, Maddy, Kate, Jacksona, Willa, Percy'ego i Kevina( Jes uparła się, że musi zostać z siostrą). Nie potrafię powiedzieć jak się czułam. Moja siostra straciła pamięć i uważa, że mój chłopak jest jej chłopakiem. Na pewno nie byłam zła, ale było mi to też obojętne. 
- Myślę, że pani Collins coś wymyśli- odezwał się Percy. Pani Collins to nasza pielęgniarka. 
- A jeżeli nie?- zapytała jego siostra.- Co wtedy zrobimy?
 Zapadła cisza.Kevin wstał i oznajmił, że idzie przekonać Is, że to on jest jej chłopakiem. Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę cicho. W końcu się odezwałam:
- Myślę, że powinniśmy po prostu wszystko jej opowiadać- oznajmiłam.- Może nam uwierzy.
- Uważam, że to dobry pomysł- oznajmiła Kate.- Najlepiej byłoby jakbyśmy ją tu wzięły. Nie chce jej nic mówić przy pielęgniarce.
 Wstaliśmy i poszliśmy do pielęgniarki. Po drodze spotkaliśmy Kevina, który powiedział, że Is mu nie uwierzyła. Weszliśmy do gabinetu, a Isabell zaczęła się wydzierać, kiedy dostrzegła Jacksona. Powiedzieliśmy pani Collins, że chcemy ją zabrać, a ona niechętnie nam pozwoliła. Jesica wzięła swoją bliźniaczkę za rękę i poszliśmy z powrotem do mojej sypialni. Kazaliśmy Isabell usiąść.
- Isebell- zaczęłam.- Myślę, że powinniśmy ci wszystko opowiedzieć. Co chcesz wiedzieć najpierw?
- Kto to Isabell?- zapytała.
 Zapowiadało się jeszcze trudniej niż myślałam. Zaczęliśmy jej opowiadać o niej, o naszej rodzinie i o wszystkim co przyszło nam do głowy. W końcu Isabell powiedziała, że nie da rady więcej słuchać i, że chce pójść do swojego pokoju. Jesica ją zaprowadziła. Nie wróciły już dzisiaj.

 Wstałam rano i stwierdziłam, że muszę iść do Isabell. Szybko się umyłam, ubrałam i uczesałam. Po drodze do sypialni siostry spotkałam Jacksona i Kevina. Mieli po mnie przyjść i razem iść do Is. Dotarliśmy do jej pokoju i weszliśmy do środka. 
- O! - zawołała Isabell.- Sally, Jack i Carol!
- Właściwie to Sara, Jackson i Kevin- poprawiłam ją. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. 
- Masz ochotę na spacer?- zapytał Kevin, a Is przytaknęła. Wyszliśmy na zewnątrz i szliśmy korytarzem opowiadając jej o nauczycielach. Isabell słuchała nas z zaciekawieniem. Wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy nad jezioro. Usiedliśmy na brzegu.
- Lubię pływać?- zapytała Is.
- Bardzo- odpowiedziałam.- Za naszym domem płynie rzeka i bardzo często chodzimy tam w lecie. 
- Co jeszcze lubię?
- Kochasz muzykę- powiedział Kevin.- Grasz na gitarze i pięknie śpiewasz.
- Naprawdę? 
- Tak- powiedziałam.- Marzysz o byciu piosenkarką. 
 Moja siostra patrzyła przed siebie, a my opowiadaliśmy jej o różnych rzeczach. Kiedy zrobiło się zimno, Is zapytała:
- Możemy iść do szkoły, Sally?
 Wróciliśmy do środka i poszliśmy do mojej sypialni. Usiedliśmy na podłodze. Isabell wpatrywała się w tarczę powieszoną nad łóżkiem Sam.
- Co to?- zapytała.
- To tarcza Kate- odpowiedziałam.
- Po co Kayli tarcza?
- Rzucam do niej kulami plazmy- odparła Katherina.- To mój dar. Wiele czarodziejów jakiś posiada.
- A ja posiadam jakiś?- spytała.
- Czytasz w myślach- powiedziała Sam. Isabell chwilę się zastanawiała, a potem zapytała:
- To dlatego słyszę głosy?
Przytaknęła. Zaczęliśmy jej opowiadać o naszych mocach. Po jakimś czasie, Is poprosiła nas, żebyśmy pokazali jej swoje moce. Kevin zmienił się w psa, Jackson stał się niewidzialny. W dłoni Kate pojawiła się kula plazmy. Przez chwilę wpatrywała się w tarczę i w końcu rzuciła. Niestety, kula przeleciała obok Isabell, delikatnie ją dotykając. To jednak wystarczyło, żeby upadła i straciła przytomność.

 Staliśmy wszyscy nad Isabell, kiedy otworzyła oczy. Zamrugała kilka razy i popatrzyła na mnie.
- Coś ty mi zrobiła, Saro? Dlaczego leżę?- zapytała.
- Powiedziałaś Saro?- zdziwiłam się.
- A jak miałam powiedzieć?! To twoje imię! Kevin, mógłbyś pomóc mi wstać?
Kevin złapał jej dłoń i pociągnął ją tak, że Is wstała.
- Pamiętasz nas?- zapytała Maddy.
- Niby dlaczego miałaby nie pamiętać?! O co wam chodzi?

 Siedzieliśmy w pokoju Isabell. Ona nadal nie wierzyła nam, że straciłam pamięć. Cały czas próbowaliśmy ją przekonać, ale ona się nie dawała. W końcu daliśmy za wygraną. 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 28

 Minęło kilka dni i w końcu zaczęłam normalnie funkcjonować. Oczywiście nie zapomniałam o zwłokach nauczycielki, tego nie da się zapomnieć. Wszystko było jak dawniej. No nie wszystko. Katherina zerwała z Peterem. Powiedziała, że nie ma ochoty na chłopaków, ale jakoś jej nie wierzyłam. Nie potrafiłam dlaczego, ale wydawało mi się to jakieś podejrzane. Maddy i Sam tego nie dostrzegały, ale ja wiedziałam, że coś jest nie tak. 
 Dzisiaj była sobota, więc miałam cały dzień wolny. Dobrze by było, gdybym mogła z kimś spędzić ten dzień. Niestety Jackson miał szlaban za brak pracy domowej, Samanta i Maddy poszły na podwójną randkę( ich związki przetrwały wakacje), bliźniaczki z Kevinem, Jamesem i Percy' em wybrali się do Dronwood, a Kate po prostu gdzieś zniknęła. Poszłam więc do Willa, ale go nie zastałam. Szłam korytarzem, myśląc, że sama spędzę cały dzień. Przeszłam koło kilku klas, kiedy zobaczyłam chłopaka siedzącego na ławce. Od razu go poznałam. Był to Jason- brat Katheriny. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się.
- Hej- powiedziałam.
- O, cześć Saro- odezwał się. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że mnie pamięta. Od naszego szlabanu minęło sporo czasu, a my nie rozmawialiśmy później. 
- Zobaczyłam, że siedzisz sam, to pomyślałam, że może bym się przysiadła- oznajmiłam.
- Jasne, siadaj- odparł. Usiadłam obok niego. 
- Jak tam było na wymianie?- zapytał.
- Nawet fajnie. Poznałam fajną dziewczynę i w ogóle gdyby nie ostatni dzień...- zamilkłam, bo nie mogłam nic więcej z siebie wydusić. On chyba zrozumiał, bo zapytał:
- A co u mojej siostry? Dawno ją widziałam. Nie przyznaje się do mnie- zaśmiał się. Opowiedziałam mu o jej zerwaniu z Peterem. Nie był zaskoczony, gdy powiedziałam mu o moich wątpliwościach co do jego przyczyny. 
- Mi też to nie pasuje- oznajmił.- Ona nigdy nie rozstaje się z nikim, bo jej się znudził. Zawsze ma jakiś ważny powód.
 Siedzieliśmy przez chwilę cicho. Później Jason wstał i zapytał:
- Masz ochotę się przejść?
- Jasne- odpowiedziałam, wstając. Poszliśmy przez korytarz, rozmawiając. Przeszliśmy obok kilku klas, pokoju nauczycielskiego, weszliśmy na piętro i szliśmy jeszcze długo, kiedy dostrzegliśmy Willa siedzącego na ławce. Już miałam do niego podejść, ale coś mnie zatrzymało. Nie wiem co, ale po prostu nie pozwoliło mi tam iść.  Staliśmy przez chwilę z Jasonem w ciszy, wpatrując się na Willa.W końcu zdecydowałam, że po prostu zawrócimy, ale wtedy podeszła do niego jakaś dziewczyna. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to Kate. Wymieniłam z Jasonem spojrzenia. Wiedziała, że on też chce wiedzieć o co tu chodzi, więc przemknęliśmy się za jakąś ogromną rzeźbę. Z tej kryjówki my widzieliśmy ich dokładnie a oni nas nie. Usiedliśmy na podłodze i patrzyliśmy jak Katherina podchodzi do Willa i mówi:
- Chciałeś się ze mną spotkać?- zapytała. Will popatrzyła na nią i odpowiedział:
- Tak. Chyba musimy pogadać.
- Niby o czym?- zapytała Kate.
- Dobrze wiesz- odpowiedział, wstając z ławki.- Nie myśl, że zapomniałem co się wydarzyło pod koniec czerwca!
- Miałam nadzieję, że zapomnisz, bo nie ma sensu do tego wracać!- wrzasnęła.
 Niczego nie rozumiałam. O czym oni w ogóle mówili? Niby co wydarzyło się pod koniec czerwca? Kate i Will nawet się nie bardzo kolegowali, a tu nagle jakieś sekrety między nimi? To się nie trzymało kupy.
- Niby dlaczego nie?- zapytał Will, przybliżając się do niej. Katherina zrobiła krok wstecz. Patrzyli na siebie i przez chwilę milczeli. W końcu Will dodał:- Przecież wiem, że gdyby nie Maddy...
 Teraz jeszcze Maddy? Naprawdę tego nie rozumiałam.
- Ale ona jest twoją siostrą!- zawołała Kate. - Dobrze wiesz, że ona by nie chciała, żebyśmy...
- Niektórzy uważają inaczej- przerwał jej.
- Niby kto?
- Nieważne, ale wiesz, że oboje tego chcemy i...
- Ja tego nie chcę!- Moja przyjaciółka zdawała się być jeszcze bardziej zdenerwowana.- Nie za cenę utraty przyjaciółki!
- Ale kto powiedział, że ją stracisz?- zapytał Will. Przez chwilę oboje milczeli. Popatrzyłam na Jasona i wiedziałam, że on również ni ma pojęcia, o czym gadają. Gapiliśmy się na nich z zaciekawieniem. O co mogło chodzić? Przecież oni nawet rzadko rozmawiali, więc skąd się wzięła ta ich cała kłótnia. Patrzyłam jak Katherina, ze spuszczonym wzrokiem, znowu się cofała. Will podszedł do niej, a ona w końcu wpadła na ścinę. Stłumiłam śmiech. 
- A gdybyśmy się pokłócili, to co miałaby zrobić?- spytała Kate.- Musiałaby wybrać jedno, tracąc drugie.
- Nie koniecznie, Kate- powiedział Will, stając na przeciwko niej. - Jakoś dałaby radę.
- A jeśli nie da? Will, to moja przyjaciółka, a twoja siostra! Nie możemy jej tego zrobić!
- Kate, proszę cię- powiedział cicho.
- Nie, Will- odparła.- Jeżeli tyle chciałeś mi powiedzieć, to wracam do pokoju.
Odwróciła się od niego i zaczęła się oddalać. Will stał w miejscu, jakby oszołomiony, tym , że go zostawiła. Patrzyłam się na niego i na nią, idącą powoli korytarzem. Chciałam krzyczeć do Kate, żeby zawróciła. Nie wiem dlaczego. Może po prostu pragnęłam dowiedzieć się o co chodziło. Na wszelki wypadek zakryłam sobie usta dłonią. Dzięki Bogu nie musiałam krzyczeć, bo Will zrobił to za mnie:
- KATHERINA!- wrzasnął. Słysząc swoje imię, Kate odwróciła się. Will pobiegł do niej i złapał za rękę. Pociągnął ją w miejsce, gdzie stali wcześniej. Puścił jej dłoń, jednak ona nie odeszła. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Will owinął rękę wokół jej talii. Kate zamknęła oczy. I wtedy ją pocałował. 
 Dotarło to do mnie dopiero po jakimś czasie gapienia na nich, całujących się. Miałam ochotę wrzasnąć, ale na szczęście moje dłoń nadal znajdowała się na ustach. Nie pamiętam czy położyłam ją tam znowu, czy w ogóle jej nie zabierała, ale to się nie liczyło. Liczyli się tylko oni. William i Katherina. Katherina i William. Nigdy nie pomyślałabym, że może kiedyś to się tak skończyć. Po chwili przypomniałam sobie moją rozmowę z Willem podczas wakacji. To o nią mu chodziło. No fakt, wszystko zaczęło się pod koniec czerwca. 
 W końcu odeszli od siebie. Kate uśmiechnęła się do niego.
- Nadal uważasz, że nic z tego nie będzie?- zapytał.
- Uważam, że powinniśmy dać sobie szansę. Maddy zrozumie- powiedziała.- Ale może nie mówmy jej na razie.


~*~*~

 Siedzieliśmy przy stoliku w ósemkę: ja, Jackson, Maddy, Luke, Jason, Katherina, Will i Percy. Tylko ja i Jason wiedzieliśmy o Willu i Kate. Co chwilę patrzyłam na nich, siedzących jak gdyby nigdy nic obok sobie i spokojnie rozmawiając. Wymieniłam z Jasonem spojrzenia i zaczęłam się śmiać. Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam się powstrzymać. Kate i Will. To było takie niemożliwe! A jednak. Wszyscy gapili się na mnie jak na głupka.Tylko Jason wiedział co mnie rozśmieszyło. Kiedy przestałam się śmiać znowu na nich popatrzyłam. Uśmiechnęłam się, myśląc, że Katherina Czarnecka brzmi pięknie.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 27

 Siedziałam w pociągu przy oknie, wpatrując się w oddalającą się szkołę. Obok mnie siedziała Andromeda, a na przeciwko Penelopa. W przedziale byli też wszyscy uczniowie z mojego roku. Siedziałam cicho. Nadal nie doszłam do siebie. Ciągle widziałam jej zwłoki i nie potrafiłam od tego uciec. Andromeda chyba tez nie była w stanie z nami gadać, ale inni rozmawiali ze sobą nawzajem. Wiem, że nie wszyscy z nich wiedzą co się stało. Przy ciele nauczycielki widziałam tylko Lelanda. Reszta z nich nie zdaje sobie sprawy, dlaczego odsyłają nas wcześniej. Penelopa oczywiście co chwilę się na mnie wydzierała, ale ja nie mogłam się z nią kłócić. Byłam zbyt przybita.

Podróż ciągnęła się i ciągnęła, ale w końcu dotarliśmy do Akademii. Miło było ją znowu zobaczyć. Patrząc przez okno, dostrzegłam nauczycieli czekających na nas, a wśród nich profesor Been i McDowera stojących obok siebie. Mimowolnie uśmiechnęłam się na ich widok i nie wiedziałam dlaczego. Pociąg zatrzymał się i wyszliśmy z niego. Stałam już na dworze, kiedy żegnałam się z Andromedą. Bardzo żałowałam, że nie zobaczę jej przez długi czas, a może nawet już nigdy. Obiecałyśmy sobie, że będziemy do siebie pisać i poszłam dalej. Stałam chwilę w miejscu, patrząc jak Jackson żegna się z Andromedą. Po chwili do mnie podszedł i złapał za rękę. Razem podeszliśmy w kierunku nauczycieli, gdzie musieliśmy się rozstać, bo każde z nas poszło do swojego wychowawcy. Stanęłam obok profesor Been, mówiąc:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry- odpowiedziała, patrząc na mnie z uwagą. Chyba zrozumiała, dlaczego jestem w tak kiepskim nastroju, bo zapytała:
- Wiesz, dlaczego odesłali was wcześniej, prawda?
Powoli kiwnęłam głową.
- Widziałam jej zwłoki- odparłam.
Przez chwilę panowała cisza, ale przerwała ją Been:
- Ktoś jeszcze wie?- spytała.
- Leland.
W tej chwili potrzedła do nas Letitia Screw, uśmiechając się. Przywitała się z nauczycielką. Chwilę po niej zjawił się Leland, a potem Joyce. Poszliśmy w stronę zamku. Weszliśmy do środka i udaliśmy się do jadalni. Nie było w niej nikogo. Usiadłam przy jednym ze stolików, a po chwili pojawił się przy mnie Jackson. Mimo, że nie jadłam nic od początku podróży, nie mogłam przełknąć. Siedziałam w milczeniu wpatrując się w Jacksona, który jadł jakąś sałatkę. Po chwili zwróciłam wzrok na stół nauczycieli. Zauważyłam, że Been mi się przygląda. Po chwili wstał dyrektor i zaczął przemawiać:
- Drodzy uczniowie!- zawołał.- Witamy z powrotem w Akademii Magicznej! Niezwykle się cieszymy, że znowu jesteśmy razem. Z powodu, że dopiero dzisiaj wróciliście, macie jutro wolne. Nie obowiązują was też prace domowe zadane przed waszym powrotem. Po kolacji możecie wrócić do swoich sypialni. Dziękuję.
  Poczekałam aż Jackson zje, a potem wyszliśmy. Jackson odprowadził mnie do pokoju.
- Przyjdziesz do mnie jutro?- zapytałam, stojąc przy drzwiach.- Nie chce być sama, kiedy dziewczyny pójdą na lekcję.
- Jasne- odparł.- Będę o dziewiątej.
Pocałował mnie w policzek i odszedł. Otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i od razu zostałam prawie uduszona. Maddy, Sam i Kate ściskały mnie z całych sił. 
- Sara!- wrzasnęła Madeline z entuzjazmem.
- W końcu wróciłaś! - dodała Katherina.
- Ale za tobą tęskniłyśmy!- zawołał Samanta.
Kiedy w końcu mnie puściły, usiadłam na swoim łóżku. Dziewczyny zaczęły coś tam gadać, ale nie bardzo słuchałam. Wiem, nie ładnie, ale po prostu nie mogłam. Myślałam tylko o Agnes Talley. Po kilku minutach moje przyjaciółki zorientowały się, że coś nie gra. 
- O co chodzi?- spytała Sam.
Przygryzłam wargę. Przez chwilę zastanawiałam się czy powiedzieć im o wszystkim, czy nie. Doszłam do wniosku, że muszę z kimś o tym pogadać. Opowiedziałam im wszystko, a ona przyglądały się mi z przerażeniem w oczach. Maddy zbladła okropnie. Wszystkie trzy wlazły na moje łóżko i przytuliły mnie.
- To musiało być straszne- zauważyła Kate, a ja przytaknęłam. Dzięki ich uścisku zrobiło mi się dużo lepiej. Bardzo się cieszyłam, że znowu je zobaczyłam. 
- A jak tam było u was?- zapytałam.
- Na pewno lepiej niż u ciebie- powiedziała Samanta.
- Na twoje miejsce przyjechała taka Julia...
- Rover?- zapytałam. Julia Rover ro przyjaciółka Andromedy, więc raczej była to ona.
- Tak- przyznała Maddy.- Fajna dziewczyna, podobnie jak jej chłopak Rogger. Przyjechała też ich przyjaciółka Hariett, ale ona była za Penelopę, więc dali ją do starszej klasy. 
 Dziewczyny zaczęły opowiadać, a ja słuchałam ich z uwagą. Dzięki temu nie myślałam o Talley. Siedziałyśmy do północy.

~*~*~

 Gdy tylko otworzyłam oczy, zobaczyłam Jacksona, siedzącego na skraju mojego łóżka. 
- Cześć- powiedziałam zaspanym głosem.
- O już wstałaś?- zapytał.- Jestem już tu od pół godziny. Nie miałem serca cię budzić.
Uśmiechnęłam się. To był mój pierwszy uśmiech od zobaczenia zwłok. Jackson też się uśmiechnął. Zeszłam z łóżka i usiadłam koło niego. 
- To co dzisiaj będziemy robić?- zapytałam.
- Na co tylko masz ochotę.
- Mam ochotę się przebrać- oznajmiłam. Wzięłam jakieś ubrania z walizki( nie chciało mi się rozpakowywać) i poszłam do łazienki. Wróciłam umyta, ubrana i uczesana. Jackson wstał i złapał mnie za rękę. 
- No to może chodźmy nad jezioro?- zapytał, a ja kiwnęłam głową. Wyszliśmy z pokoju, zamykając go na klucz i udaliśmy się w stronę wyjścia. Przesiedzieliśmy nad jeziorem cały dzień.

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 26

- Panna Seam chyba powinna się obudzić! Jest przecież na lekcji!- zawołał profesora Howarda Kettle. Siedziałam w ławce z leżącą na ławce Andromedą na lekcji zaklęć. Dziewczyna wstała i popatrzyła na nauczyciele.
- Ależ ja nie spałam. - powiedziała.
- Ach, tak. A więc pamiętasz co przed chwilą powiedziałem.
- Oczywiście, że tak. Powiedział pan Panna Seam chyba powinna się obudzić! Jest przecież na lekcji!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, co jeszcze bardziej zdenerwowało profesora. Patrzył na Andromedę zabójczym wzrokiem i powiedział:
- Widzę że panna Seam ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Ale mina jej zrzednie kiedy będzie odrabiała szlaban w dniu jutrzejszym.
- Przykro mi to mówić, ale nie mogę odrabiać jutro szlabanu.
- Niby dlaczego? - spytał.
- Bo mam ciekawsze rzeczy do roboty. A poza tym nie kręcą mnie spotkania z nauczycielami. Nie uważa pan, że jest pan dla mnie za stary?
- Dość tego! Seam, przez następne dwa tygodnie masz szlaban. Widzę cię punktualnie o 17 w każdą sobotę!- mówiąc to,  kipiał ze złości. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduje. 
- Patrzcie już sobie terminy zaklepuje!
- Wyjdź z klasy! Nie mam ochoty dłużej cię wysłuchiwać! Opiekunka twojego roku na pewno się zainteresuje twoim zachowaniem.
- Z nią tez się pan umawia?
- Wyjdź!
 Andromeda z uśmiechem na twarzy, wstała z krzesła i udała się w kierunku drzwi. Otworzyła je i wyszła. Wszyscy nadal się śmieliśmy, a Kettle darł się na nas jak szalony.
- Nie powinien się pan tak wydzierać- zauważyłam.- Jeszcze gardło pana rozboli.
- Na twoim miejscu uważałbym na słowa, Linares!- warknął, piorunując mnie wzrokiem.- To, że jesteś z wymiany nie oznacza, że wszystko ci wolno.
- Ależ ja nie uważam, że wszystko mi wolno!- zapewniłam go.- Ja nie umawiam się z młodszymi, tak jak pan.
Twarz profesora zrobiła się czerwona jak burak, a ja starałam się nie śmiać. 
- Linares, jeżeli nie chcesz dołączyć do koleżanki, to radziłbym trzymać język za zębami!
- Ależ ja tylko powtórzyłam słowa Andromedy! - broniłam się.- Przecież to jasne, że nigdy pan by się nie umówił z żadną uczennicą.- Te słowa sprawiły, że twarz nauczyciela stała się mniej burakowata. - Kto by chciał kogoś z taką łysiną?
Klasa wybuchła śmiechem. Twarz Kattlea zrobiła się jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej. Gapił się na mnie z nienawiścią i wskazał drzwi. Posłusznie odeszłam od ławki i powędrowałam w ich kierunku.
- Myślę, że twoja wychowawczyni z Akademii Magicznej nie ucieszy się, gdy jej opowiem o twoim zachowaniu- powiedział, a ja prychnęłam.
- Jakby co, to ona już jest zajęta- oznajmiłam, wychodząc z klasy. 
 Andromeda siedziała na podłodze. Zapytała, czy mnie też wywalił, a ja powiedziałam jej, że uwielbiam się kłócić z nauczycielami. Stwierdziłyśmy, że nie będziemy tu tak siedzieć, więc udałyśmy się w kierunku sypialni. Po jakimś czasie rozległ się dzwonek i z każdej klasy wybiegli uczniowie. Nagle usłyszeliśmy wrzask.Pobiegłyśmy na dół. Dostrzegłyśmy grupkę uczniów, więc podeszłyśmy bliżej.
 To co tam zobaczyłam, zmroziło mi krew w żyłach. Na środku leżało ciało jednej z nauczycielek- Agnes Talley. Wiedziałam, że marne są szanse, aby jeszcze żyła. 
 Stałam wśród uczniów, gapiąc się na ciało z przerażeniem, kiedy przybyło dyrektorka. Przedarła się przez tłum i podeszłam do nauczycielki. Przybliżyła jej dwa palce do szyi i pokręciła głową.
 Po chwili przerażającego milczenia, rozległ się głos profesora Kravchenki. Nakazał wszystkim wrócić do pokoi, a uczniom z wymiany zacząć się pakować i oznajmił, że jutro wyjeżdżamy. Nie do końca dotarły do mnie jego słowa. Nadal wpatrywałam się w zwłoki kobiety, którą jeszcze na śniadaniu widziałam żywą. 
Poczułam jak Andromeda ciągnie mnie za rękę, więc poszłam za nią do sypialni. Po drodze spotkałyśmy Jacksona i Harveya. Opowiedzieliśmy im o wszystkim, a oni udali się do swojej sypialni. 
- Co tak w ogóle się stało? - spytałam drżącym głosem.
- Nie mam zielonego pojęcia. Nic takiego wcześniej się nie zdarzało. Przynajmniej nie jak ja tu się uczyłam.
 Mruknęłam jakiś głupi komentarz, o wesołej szkole, a Andromeda kazała mi się nie wygłupiać. 

 Pakowałam swoje ubrania do walizki. Nadal nie otrząsnęłam się po tym, co się wydarzyło. Kiedy tylko zamknęłam oczy, widziałam martwą nauczycielkę. Nie potrafiłam się uspokoić i nie wiedziałam, jak sobie poradziła z tym Andromeda. Znałam tę kobietę od kilkunastu dni, a ona od kilku lat. Gdyby to była nauczycielka z mojej szkoły, nie potrafiłabym wydusić z siebie słowa. Przed oczami pojawił się obraz zwłok profesorki, tylko, że tym razem nie była to Talley. Była to Been. Potrząsnęłam głową, aby pozbyć się tego okropnego widoku i wsadziłam ostatnie spodnie do walizki. 

Siedziałam na łóżku Harveya, wtulona w Jacksona. Na łóżku obok siedziała Andromeda, a Harvey siedział na krześle. Przez długi czas milczeliśmy, a ja nie miałam ani ochoty, ani siły przerwać ciszę. Jackson głodził mnie po głowie, a ja wpatrywałam się w prześcieradło. Andromeda patrzyła przed siebie, jakby dostrzegła coś w oddali, ale nie obchodziło mnie co. Siedzieliśmy tak jakieś pół godziny, nie potrafiąc prowadzić rozmowy. Dopiero Jackson się odezwał:
- Szkoda, że jutro już wyjeżdżamy- powiedział cicho.- Macie tu naprawdę fajnie. No, nie licząc dzisiejszego zdarzenia.
- Tak, nam też jest przykro- oznajmiła jeszcze ciszej Andromeda.- Będziemy za wami tęsknić. 
- Dokładnie- przyznał Harvey.- Dobrze, że to was wylosowali na wymianę.
Uśmiechnęłam się, ale nie byłam w stanie nic dodać, mimo, że była moja kolej. Chyba zrozumieli, że nie dam rady wydusić z siebie niczego, bo zaczęli rozmawiać o czymś innym, nie zwracając uwagi na moje milczenie.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 25

W dniu dyskoteki cały nasz pokój był zawalony ubraniami moimi i Penelopy. Szukałam odpowiedniej bluzki i długo nie mogłam znaleźć. Dopiero Andromeda zasugerowała, żebym wzięła granatowy podkoszulek. Byłam już gotowa, kiedy ona zaczynała się ubierać. Pół godziny później siedziałyśmy w pokoju i czekałyśmy na chłopków. Najpierw przyszedł Will z Jacksonem, a potem partner Penelopy. O dwudziestej zaczęła się zabawa. Tańczyłam właśnie z Jacksonem, kiedy dostrzegłam Harveya. Tańczył z wysoką dziewczyną o czarnych włosach, ubranej w czarno- fioletową bokserkę i czarne rurki. Ku mojemu zdziwieniu jego partnerką była Isabell. Kiedy piosenka się skończyła podeszliśmy do nich.
- Hej- powiedziała.
- Może my przyniesiemy coś do picia?- zasugerował Harvey i razem z Jacksonem odeszli w kierunku stołu z napojami. Stanęłam obok mojej siostry i powiedziałam:
- Nie wiedziałam, że przyjdziesz z Harveyem. Kevin nie będzie zazdrosny.
- Myślę, że wolałby, żebym miała partnera, a nie poszła sama jak ostatnia łajza.
Uśmiechnęłam się. Przyszli Jackson z Harveyem i podali nam po kubku z orenżadą. 

Dyskoteka szybko mijała. Jackson poszedł szybciej, bo dostał jakąś wiadomość od matki, a Will źle się poczuł. Siedziałyśmy z Andromedą, patrząc jak ludzie wychodzą z Sali. Wybiła trzecia i stwierdziłyśmy, że pora iść. Szłyśmy ciemnym korytarzem, gdy usłyszałam jakieś głosy. Stanęłam.
- Cicho. Słyszysz te szepty?- odezwałam się do Andromedy. Dziewczyna chwilę nasłuchiwała, a potem przytaknęła. Zdawało się nam, że dochodzą z bocznego korytarza, więc postanowiłam sprawdzić, co tam jest. Ku mojemu zdziwieniu, nie mogłam przejrzeć ściany.
- Nie mogę sprawdzić co tam jest! Pomieszczenie musi być zablokowane zaklęciami. Sprawdźmy co tam jest.- mruknęłam. To było dziwne. Bardzo rzadko zdarzało się, żeby ktoś blokował jakieś miejsce przed moją mocą.Poszłyśmy w stronę szeptów i ujrzałyśmy płonące pochodnie. Podeszłyśmy bliżej. Wisiały tam jakieś stare portrety, a na podłodze był złoty dywan. Trochę dalej dostrzegłam trzy wielkie wrota. Na pierwszych widniał smok, na drugich sowa, a na trzecich hipogryf. Andromeda otworzyła drzwi ze smokiem, a ja chciałam zrobić to samo z pozostałymi. Okazało się, że są zamknięte, więc weszłyśmy do pierwszego pokoju. Pokój był wielki i pusty. Na ścianach znajdowały się różnie malowidła. Nagle ujrzałam rysunek smoka. Powiedziałam o tym Andromedzie, ale ona go nie widziała. Po chwili oznajmiła, że każdy postrzega ten pokój inaczej, w zależności od uczuć. Po chwili dostrzegłam jakiś wielki przedmiot przykryty czerwonym materiałem. Podeszłam i bez namysłu go odkryłam. Było to wielki lustro.Przez chwilę milczałyśmy, wpatrując się w nie. Andromeda wskazała jakiś napis na nim.
- To chyba łacina. Spróbuję to przetłumaczyć.- oznajmiła.
- A potrafisz? - spytałam.
- Chyba tak. Przed przyjściem do Owlneed uczyłam się łaciny przez cztery lata.
Przez chwilę myślała, ale w końcu wyrecytowała:
- Niezliczenie wielu trafiło do tej Sali
I tak jak ty przed tym lustrem stali,
Przed prawymi przyszłości sekrety ujawniło,
Przed złymi nawet jutrzejszy dzień zataiło.
Jeśliś gotów zajrzyj do lustra tego
I poznaj tajemnicę przeznaczenia swego.
- Co to może oznaczać?
- Jeśli przejrzysz się lustrze zobaczysz swoją przyszłość. Tylko musisz uważać. Jeśli masz nieczyste intencje, nawet jutro będzie dla ciebie nie pewne. - odpowiedziała.
- Dobra. Czyli ja mogę popatrzeć.
Stanęłam przed lustrem. Przez chwilę widziałam swoje własne odbicie, ale stopniowo zaczynało blednąć i pojawiał się inny obraz. Zobaczyłam łąkę. Zieloną, pełną kwiatów. Znałam ją. Kristin zabierała mnie tam, kiedy byłam mała. Nagle pojawiłam się w lustrze. Tylko, że tamta ja miała jakieś siedem lat. 
Co jest, pomyślałam. Przecież miałam zobaczyć przyszłość a nie przeszłość.
 Wpatrywałam się w siebie i nagle dostrzegłam, że nie mam pieprzyka na lewym policzku. To nie byłam ja.
 Po chwili pojawiła się kolejna dziewczynka. Tej nie znałam zupełnie. Miała brązowe włosy związane w warkoczyki i błękitne oczy. Później pojawiła się trzecia dziewczynka. Miała ciemne włosy i brązowe oczy. Kogoś mi przypominała, szczególnie z oczu, ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo. Na końcu pojawiłam się ja, ale starsza o jakieś dziesięć lat. Podeszłam do dziewczynek i przytuliłam je. 
 I wtedy zrozumiałam kim one są.
 To moje córki.
 Uśmiechnęłam się i odeszłam od lustra. Po chwili podeszła do niego Andromeda. Stała przez chwilę wpatrując się w lustro. W końcu się odwróciła i poszłyśmy do sypialni. Po drodze opowiedziałam Andromedzie, co zobaczyłam.

~*~*~

Leżałam w łóżku, nie mogąc przestać myśleć o moich córkach z przyszłości. Szczególnie nie dawał mi spokoju ta najmniejsza. Kogo mi przypominała? Gdzie widziałam takie oczy, jakie ona miała?



środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 24

 - I tak po prostu mu wybaczyłaś?- zdziwiłam się. Siedziałam teraz z Andromedą w naszej sypialni rozmawiając i równocześnie próbując ignorować Penelopę, która co chwilę się na mnie wydziera. Andromeda opowiadała mi o swoim związku z niejakim Arturem Rover'em, bratem jej przyjaciółki Julii. Okazało się, że chodziła z nim kilka miesięcy, kiedy on powiedział, że przez cały ten czas ją zdradzał z jej współlokatorką- Victorią. Oczywiście z nim zerwała, jednak wrócili do siebie po paru miesiącach, a ja nie potrafiłam tego zrozumieć.
- A ty byś nie wybaczyła Jacksonowi?- zapytała, a Penelopa na dźwięk imienia mojego chłopaka, zaczęła piszczeć. Udałam, że się zastanawiam, chociaż znałam odpowiedź. Naprawdę chciałabym napisać, że w takiej sytuacji choćbym się zastanawiała nad przebaczeniem Jacksonowi. Prawda jest jednak inna. Nie ważne jak bardzo bym go kochała, że mogłabym być z nim wiedząc, że mnie zdradził. Nie dostałby drugiej szansy, ja nigdy ich nie daję i staram się, żeby mi nie było trzeba dawać. Wolałam jednak nie odpowiadać na pytanie Andromedy.

 Przez pierwszy tydzień nic się nie wydarzyło. Codziennie we trzy chodziłyśmy na lekcję. Codziennie siedziałam w ławce z Andromedą. Codziennie odrabiałam lekcję, spotykałam się z Jacksonem, rozmawiałam z Andromedą i kłóciłam się z Penelopą. Naprawdę głupio mi było za te kłótnie, bo zazwyczaj robiłyśmy przy tym ogromny bałagan, co nie cieszyło naszej współlokatorki. Raz doszło między nami do bójki i gdyby nie Andromeda, nie wiem jakby to się skończyło. Nasze sprzeczki o wiele zmalały, po interwencji Isabell, jednak nie ustały do końca. 

We wtorek cała nasza trójka siedziała w pokoju wspólnym. Ja i Andromeda rozmawiałyśmy, a Penelopa odrabiała lekcje. Andromeda opowiedziała mi jak zeswatała Julię z ich przyjacielem Rogger'em. Później ja powiedziałam, jak pomogłam Samancie w jej związku z Mattem. Gadałyśmy i gadałyśmy, kiedy przeszedł Jackson. Usiadł koło mnie, całując w policzek. Usiadłam na jego kolanach, a Penelopa spiorunowała mnie wzrokiem. Zignorowałam to.
- Mam dla was wiadomość- odezwał się.- Dyrekcja Owlneed organizuje dyskotekę.
- To świetnie- powiedziałam. W końcu coś się wydarzy.- A możesz nam powiedzieć, kiedy się odpędzie?
- Nie mogę, bo nie wiem. Podobno dzisiaj dyrektorka ogłosi to na zebraniu szkoły.
- Skąd wiesz?- zapytała Andromeda.
- Harvey mi mówił.
- Czyli to prawda, Harvey przyjaźni się z tutorem jego roku, a on zaś jest w Radzie Uczniowskiej. Na tych zebraniach ustala się takie rzeczy.
- Miejmy nadzieję, że ta dyskoteka jest zaplanowana na czas kiedy my tu jesteśmy- powiedziałam, a Andromeda stwierdziła, że na pewno, bo inaczej nie robili by dyskoteki.

Siedziałyśmy w Wielkiej Sali. Dyrektorka właśnie informowała nas o dyskotece, która odbędzie się pojutrze. Uśmiechnęłam się do Andromedy, ale nie odwzajemniła uśmiechu. No jasne, ja miałam z kim iść, a jej Artur był obecnie w Akademii Magicznej. Ciekawe czy tam też zrobili dyskotekę...

Szłyśmy korytarzem w całkowitym milczeniu. Widziałam, że Andromeda rozmyśla nad dyskoteką i brakiem partnera.Byłyśmy już niedaleko sypialni, kiedy natknęłyśmy się na jakiegoś chłopaka z naszej klasy. Miał chyba na imię William, ale nie jestem pewna. Już po chwili dowiedziałam się, dlaczego do nas dołączył. Zaprosił Andromedę za dyskotekę, a ona się zgodziła. Cieszyłam się, że nie będzie samotna. Poszłyśmy do pokoju, w którym Penelopa zawieszała kolejne zdjęcia Jacksona na ścianie.

sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział 23

 Stałam n stacji kolejowej. Przed chwilą pożegnałam się z  Kristin i teraz rozglądałam się za Jacksonem. Wszędzie gdzie popatrzyłam byli uczniowie Owlneed. Żadnego z nich wcześniej nie widziałam na oczy. Gdzieś między nim dostrzegłam kilku uczniów Akademii: Gladys Dunnel, Corę Scrath i Velmę Cover. Nigdzie jednak nie było widać mojego chłopaka. 
 Isabell i Jesica stały obok mnie i rozmawiały o tym, jak wspaniale będzie mieszkać przez te dwa tygodnie bez Penelopy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to najprawdopodobniej ja będę dzielić z nią pokój. Zrobiło mi się niedobrze. Czternaście dni z tą jędzą w jednej sypialni. Przecież to można zwariować. 
 Nagle poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia. Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętą twarz Jacksona.
- Cześć- powiedziałam, rzucając mu się na szyję. Chłopak pocałował mnie w policzek.
- Tęskniłem- wyznał.
- Ja też. 
Cała nasz czwórka podeszła do grupki uczniów z AMu. Przez chwilę staliśmy tam, rozmawiając, aż rozległ się męski głos.
- Drodzy uczniowie z Akademii Magicznej!- Odwróciłam się i ujrzałam mężczyznę w długiej szacie.- Nazywam się Vitalij Kravchenko i uczę Czarnej Magii. Teraz przeczytam waszą listę. Po usłyszeniu swojego nazwiska, proszę podejść do mnie. Louis Patric Halt!
Stałam w milczeniu, trzymając rękę Jacksona i czekając na moje imię. Trwało to naprawdę długo, ale w kocu usłyszałam:
- Sarita Anne Linares!
Podeszłam do Kavchenki. 
- Idź do tej nauczycielki- nakazał, wskazując wysoką kobietę w szarej sukni. Wykonałam rozkaz. Stałam z tą kobietą dopóki nie pojawiła się Penelopa. We trzy weszłyśmy do pociągu. Szłyśmy w milczeniu, aż doszłyśmy do jednego z przedziałów. Nauczycielka zatrzymała się i otworzyła drzwi. W środku siedziała dziewczyna, chyba w moim wieku. Miała czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Była naprawdę ładna. Kobieta weszła do środka i powiedziała:
- Panno Seam, przyprowadziłam pani koleżanki z wymiany. Będą mieszkały z tobą w pokoju przez najbliższe tygodnie. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie.
 Po tych słowach wepchnęła nas do środka.
- Cześć- odezwała się Penelopa. - Nazywam się Penelopa Krum.
- Hej. Jestem Andromeda Seam- odpowiedziała ciemnowłosa dziewczyna.
- Miło mi cię poznać.
- Weź penelopa, przestań się podlizywać!- warknęłam. Niedobrze mi się zrobiło od podlizującej się Penelopy. 
- Zamknij się, Linares. Jestem bardziej uprzejma od ciebie. A jeśli ta, Andromeda się z tobą zaprzyjaźni to jest naprawdę głupia.
- Nie słuchaj jej- powiedziałam Andromedzie i przedstawiłam się. Usiadłyśmy wszystkie na siedzeniach. Przez jakieś pół godziny był spokój, ale wszystko musiała zniszczyć Penelopa, której nagle się przypomniało, że spotykam się z jej miłością.
- Może byś w końcu się od niego odczepiła, co?!- warknęła.
- Masz namyśli Jacksona?- zapytałam, chociaż wiedziałam, że to jego ma na myśli. - 
 Jesteś przezabawna! Ja z nim chodzę, Penelopo Krum, nie ty! Może by to w końcu do ciebie dotarło, że on cię nawet nie lubi?
 Penelopa zaczęła się drzeć jak szalona. Nasza kłótnia trwała bardzo długo. Wiedziałam, że przeszkadza Andromedzie. Sama pewnie bym się zamknęła, ale to Penelopa darła się najgorzej. Zresztą nie chciałam, żeby wygrała. 
 W końcu dotarliśmy na miejsce. Stałam na podwórzu przed Owlneed. Szkoła była naprawdę piękna. Był to wielki zamek, zupełnie nie podobny do naszej Akademii. Z boku zamku rósł las. Wszystko było takie ładne. 
 Podbiegł do mnie Jackson. Złapał mnie za rękę i razem weszliśmy do środka. Weszliśmy do jadalni i zjedliśmy uroczystą kolację. Później Andromeda zaprowadziła nas do sypialni. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy się rozpakowywać. Po jakimś czasie ja skończyłam, ale Penelopie zajęło to dużo więcej czasu. Kiedy i ona się rozpakowała, zaczęła się kolejna kłótnia. Skończyła się dopiero wtedy, kiedy do naszej sypialni wszedł Jackson. Trochę wcześniej Andromeda poinformowała nas, że ma zamiar nas odwiedzić. To jednak nie wystarczyło, żeby do Penelopy dotarła ta wiadomość. Kiedy go zobaczyła zaczęła się drzeć jak opętana. Ja podeszłam do Jacksona i zaczęliśmy się całować. Oczywiście, to rozwścieczyło tę jędzę. Wydzierała się jeszcze bardziej drzeć. Andromeda bez słowa wyszła na korytarz. W sumie się jej nie dziwię. Kto chciałby słuchać wrzasków Penelopy i naszych kłótni? W końcu i mnie to znudziło, więc wyszłam z Jacksonem z sypialni. Nawet na korytarzu słyszałam jej wrzaski. Odeszliśmy jak najdalej od nich.
- Jak ci się tu podoba?- zapytał Jackson.
- Nie licząc tej małpy to jest fajnie- odpowiedziałam.- A z kim ty masz pokój?
- Z kuzynem Andromedy, Harveyem.
- I tylko z nim?
- Tak.
Gadaliśmy jeszcze długo, krążąc po szkole. Po jakimś czasie trochę się zgubiliśmy, ale szybko odnaleźliśmy drogę. Później poszliśmy do sypialni Jacksona. Poznałam Harveya. Pogadaliśmy trochę. Do pokoju wróciłam kilka minut przed dwudziestą drugą.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 22

 Był sierpień. Wczoraj Diana i Josh wyjechali na wakacje, oczywiście bez nas. Byłyśmy więc tylko ja, bliźniaczki i Kristin. Było naprawdę dobrze. Dużo lepiej niż jakbyśmy siedziały w Egipcie z matką i jej chłopakiem. Przez kilka dni nic się nie działo. Codziennie spotykaliśmy się z Czarneckimi, chodziliśmy nad rzekę, wszyscy, oprócz mnie, pływali i wracaliśmy bardzo późno do domów. Dopiero po kilku dniach nastąpiła jakaś zmiana. 
 Była dziesiąta dwanaście, kiedy rozległo się pukanie. Siedziałam wtedy w salonie z Kristin. Popatrzyłyśmy się na siebie. Po chwili niechętnie wstałam i mruknęłam:
- Niech ci będzie, ja pójdę.
Poszłam do drzwi i otworzyłam je. Przede mną stał Kevin Black- chłopak Isabell.
- Cześć, Saro- przywitał się.- Zastałem twoją siostrę.
- Tak- odpowiedziałam.- Wejdź.
Wszedł do środka, a ja wrzasnęłam:
- ISABELL! MASZ GOŚCIA!
Po chwili usłyszałam, jak Is zbiega po schodach. Trochę zdziwiła się na widok swojego chłopaka, ale podbiegła do niego i rzuciła się mu na szyję. Szepnęła mu coś do ucha i oboje się zaśmiali. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie obok Kristin.
- Kto przyszedł?- zapytała.
- Chłopak Is- odparłam. 
Siedziałyśmy tak przez kilkanaście minut, dopóki nie wpadła Is, wołając:
- Idziesz z nami na domek?
- Jasne- powiedziałam, wstając. Nałożyłam buty i wyszliśmy z domu. Dotarliśmy do domku i weszliśmy do środka. Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy rozmawiać. Siedzieliśmy tak jakieś pół godziny i opowiadaliśmy o swoich wakacjach. W pewnej chwili Isabell stwierdziła, że pójdzie po coś do picia. Wyszła i zostawiła mnie samą z Kevinem. Siedzieliśmy chwilę w niezręcznym milczeniu, aż w końcu on się odezwał:
- Słyszałem, że potrafisz widzieć przez ściany- powiedział.- Fajny dar.
- Nie za bardzo- odparłam.- A jaki jest twój?
- Potrafię zmienić się w psa- oznajmił. 
- O mój Boże. To jest fajny dar, a nie jakieś patrzenie przez ściany.
- Tak, tylko ciebie nigdy nie atakowały pchły!
Zaśmieliśmy się. Gadaliśmy jeszcze przez chwilę, aż nagle temat zszedł na Isabell.
- Naprawdę jej zazdroszczę. Ona naprawdę ma talent- powiedziałam.
- Zgadzam się- przyznał.- Raz słyszałem jak śpiewa i byłem normalnie zdziwiony, że ktoś może mieć taki świetny głos.
- Ostatnio wspominała coś, że chciałaby być piosenkarką- oznajmiłam.
- Nieźle. Byłbym mężem gwiazdy.
Po tych słowach mnie zamurowało. Mężem? Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
- Czy ty...- zaczęłam niepewnie.- Czy ty zamierzasz się z nią ożenić? Myślisz, że wasz związek wytrzyma tak sporo czasu?
- Chyba tak- odparł. - Ja ją naprawdę kocham i wiem, że ona mnie też. Nie sądzę, żeby coś mogło zniszczyć tak ogromne uczucie. A ty nie myślisz tak o Jacksonie?
Zaczęłam się zastanawiać, ale na szczęście weszła Is, trzymająca gitarę i Jessica z tacą, na których stały cztery szklanki napełnione lemoniadą.

Siedzieliśmy na brzegu rzeki. Isabell grała melodię, którą niedawno sama skomponowała. Ułożyła też do tego słowa, więc także śpiewała. Ja, Jes i Kevin graliśmy w karty. Mimo, że było już późno, nadal było jasno i ciepło. Isabell skończyła swój utwór i dołączyła do gry. Spędziliśmy tak około półtorej godziny. Po dwudziestej trzeciej wróciliśmy do domu. Kristin podała nam kolację, nie za bardzo zadowolona, że jemy tak późno. Stwierdziła też, że jest za późno, żeby Kevin wracał do domu i, że ma zostać na noc. Przygotowała mu pokój gościnny. Po kolacji umyłam się i poszłam do sypialni.
 
Leżałam na łóżku, nie mogąc zasnąć. Ciągle myślałam nad tym co powiedział Kevin. A ty nie myślisz tak o Jacksonie? To pytanie krążyło po mojej głowie. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad przyszłością. Czy marzyłam o ślubie z Jacksonem? Czy chciałam z nim mieć dzieci?  Zestarzeć się z nim? Żyć razem aż do śmierci? Po kilku minutach myślenia zdałam sobie sprawę, że tak. Tego właśnie pragnęłam.

- Kevin

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 21

Minęły kolejne dwa tygodnie. Szłam do swojego pokoju z kuchni, gdzie przed chwilą zjadłam obiad. Otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu w środku był Jackson. Siedział na moim łóżku, przeglądając jakieś kartki.
- Jackson? - Chłopak odwrócił się na dźwięk mojego głosu.- Co ty tu robisz?
- Oczekiwałem milszego przywitania- oznajmił rozczarowany. Podeszłam do niego i pocałowałam.
- Lepiej? - zapytałam.
- Znacznie.
Usiadłam przy nim. Dopiero teraz dostrzegłam, co przegląda. Były to moje szkice. Nie chwaliłam się tym, ale od dziecka kochałam malować. Kristin uważała, że mam talent. Chłopak oglądał rysunki, które zrobiłam rok temu.
- To twoje dzieła? - zapytał, a ja kiwnęła potakująco głową. - Ładne. Nie wiedziałem, że rysujesz.
- Lepiej mi powiedz jak się tu dostałeś.
Jackson zaczął mi opowiadać. Okazało się, że jego matka dała mu dwa eliksiry, które umożliwiają przemieszczenie się w obrębie kraju. Należy tylko rzucić eliksir pod nogi i pomyśleć, gdzie chce się być.
- Może masz ochotę na spacer? - zapytałam po wysłuchaniu Jacksona.
- Jasne.
Już mieliśmy wychodzić, kiedy coś mi się przypomniało.
- Moja rodzina nie wie, że tu jesteś. Byłoby dziwne, gdybyś wyszedł z mojego pokoju, nie wchodząc wcześniej do domu.
- Racja - powiedział Jackson i zniknął. Dosłownie zniknął.
- Nienawidzę tych twoich sztuczek z niewidzialnością- mruknęłam, czując jak dłoń Jacksona łapie moją. Wyszliśmy z pokoju. Zeszliśmy na dół i opuściliśmy dom. Prowadziłam Jacksona nad rzekę. Szliśmy powoli, a kiedy oddaliliśmy się od domu, chłopak znów był widzialny. Dotarliśmy do rzeki i usiedliśmy na jej brzegu.
- Pewnie często tu przychodzisz- powiedział Jackson.- I często pływasz.
- Pierwsze tak, drugie nie - odparłam.
- Dlaczego? - zapytał ze zdziwieniem.
- Nieważne.
- Dlaczego? - nie dawał za wygraną.
- Bo boję się wody- wyznałam. Jackson wydawał się zaskoczony. Popatrzył na mnie i zaczął mnie wypytywać o przyczyny mojej fobii. Po chwili zaczęło mnie to denerwować i kazałam mu przestać. Posłusznie spełnił mój rozkaz. 
  Siedzieliśmy na brzegu. Jackson opowiadał mi o swoich wakacjach. Był w Irlandii. Próbowałam zamaskować zazdrość, ale chyba mi się nie udało. Kiedy skończył opowiadać, zaproponowałam wejście na domek. Zgodził się. Weszliśmy do środka. Na kocu leżącym na domkowej podłodze spała moja kotka, Nemezis. Usiedliśmy obok niej.
 Po godzinie wróciliśmy do domu. Jackson zapomniał zrobić się niewidzialny, więc kiedy weszliśmy do domu, usłyszeliśmy krzyk mojej matki:
- Co to ma znaczyć?!
Popatrzyłam na nią. Była chyba zdziwiona widokiem chłopaka trzymającego moją dłoń. Z niewiadomych przyczyn, zawsze myślała, że nigdy się nie zakocham i nikt nie zakocha się we mnie. Ja oczywiście nie informowałam jej, że jest w błędzie. 
- Kim on jest?!
Wymieniliśmy z Jacksonem spojrzenia. 
- To jest Jackson Ward, mój kolega - powiedziałam powoli.
- Kolegów się nie trzyma za rękę!
- Ja po prostu...
- Chłopków do domu sprowadzasz?! - zawołała rozwścieczona Diana. - Nawet twoje siostry nie zrobiły czegoś równie głupiego!
W tej chwili przyszła Kristin. Spojrzała na nas wszystkich. Miałam nadzieję, że wyczytała w moich oczach prośbę o pomoc. 
- Proszę pani - odezwała się. - To nie jest znajomy Sary. To jest syn mojej siostry. Poprosiłam pani córkę, żeby pokazała mu okolicę. 
Diana popatrzyła na nią a później na nas. Przez chwilę się zastanawiała, ale w końcu uwierzyła w słowa gosposi. Poszła do salony, gdzie siedział Josh w swoim pięknym dresie. Ja i Jackson pobiegliśmy na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Usiedliśmy na łóżku.
- Ona zawsze taka? - zapytał Jackson nieśmiało.
Kiwnęłam głową. Uśmiechnął się współczująco. 
- Może masz jeszcze jakieś rysunki? - spytał. - Chętnie bym pooglądał.
Wyjęłam z szafy szare pudełko i podałam mu. Otworzył i zaczął przeglądać. Przejrzał kilka, a kiedy dostrzegł projekt sukienki, który zrobiłam dwa lata temu, zapytał:
- Projektujesz ubrania?
- Czasami - odparłam. - Czasami marzę, żeby zostać projektantką, ale wątpię, żeby mi się udało. 
Jackson zamyślił się i po chwili powiedział:
- Myślę, że ci się uda.

 Była dwudziesta trzecia. Staliśmy nad rzeką. Jackson trzymał eliksir w dłoni. 
- Naprawdę musisz iść? - spytałam.
- Dobrze wiesz, że muszę - odpowiedział.- Ale jeszcze wrócę, przysięgam.
Podszedł do mnie i, kładąc swoje dłonie na mojej twarzy, zaczął całować. 
- Będę tęsknić- powiedziałam.
- Ja też będę tęsknić - oznajmił, uśmiechając się. Po chwili rzucił eliksir pod nogi i zniknął w zielonkawym dymie. Wróciłam do domy.