Minęło kilka dni i zdanie większości zepsuła się pogoda. Ja do tej większości nie należałam. Aktualna pogoda bardzo mi odpowiadała. Żaden upał, lekko zachmurzone niebo i deszcz. Może i byłam jakaś dziwna, ale mi to nie przeszkadzało.
Wtorki to chyba najgorsze dni tygodnia. Nie dość, że dużo lekcji, to jeszcze większość z nich jest nudna jak flaki z olejem.. Najpierw zaklęcia, potem dwie teorie magiczne, następnie dzieje magiczne, później magiczna biologia i na końcu dwie godziny eliksirów. Zaklęcia jakoś wytrzymałam, gorzej z teorią. Po co w ogóle jej uczyć? Chyba każdy będzie wiedział jak używać różdżek czy jak zmyć mysie płuca z kociołka. Dwie godziny to stanowczo z dużo! Na dziejach magicznych namalowałam Maddy tatuaż na lewym ramieniu, używając długopisu. Nawet ładnie mi wyszedł. Na biologii Samanta nasypała mi ziemię do włosów, za co, gdyby nie pani Anderson, spotkałaby ją kara śmierci. Coś ciekawego zaczęło się na eliksirach. Kiedy wszyscy trzecioklasiści: 14 dziewczyn i 11 chłopaków, weszło do sali i zajęło swoje miejsca, wbiegła pani Been i oznajmiła:
- Z powodu choroby nauczyciela, będziemy dziś mieli lekcję z czwartą klasą.
Serce zabiło mi mocniej. Z czwartą klasą! To było takie piękne, że aż niemożliwe. Czyżby kolejny sukces.
Do sali wchodzili starsi uczniowie a wśród nich Jackson... no i moje siostry.
- Siadajcie- zawołała Been.- Siadajcie!
Jedynie kilka osób miało miejsce przy stoliku. Reszta musiała zadowolić się kawałkiem podłogi. Jackson siedział za mną. Gdy wszyscy już usiedli, a w klasie zapanowała cisza pani Been stanęła przy swoim kociołku. Pomieszała jego zawartość wielką łyżką. Uśmiechnęła się i powiedziała:
- Dzisiaj porozmawiamy o czymś, czego jeszcze żadna klasa nie miała. Eliksiry miłosne.
W klasie zapanował chaos. Kilka dziewczyn zaczęło piszczeć, jeden chłopak zaśmiał się. Z tyłu usłyszałam głos Isabell:
- Nie wszystkim jest to potrzebne.
Nauczycielka jednak nie skomentowała tego i mówiła dalej:
- Dowiemy się dzisiaj jak się je robi, jak działają i jaką straszną mogą być bronią.
Prychnęłam:
-Bronią? To chyba bardzo delikatną.
Been popatrzyła na mnie. Myślałam, że się na mnie wydrze, jednak ona spokojnie się mi przyglądała.
- Jak panna Linares( zapomniałam dodać, że tak mam na nazwisko) zauważyła, nikt nie podejrzewałby mikstury miłosnej o coś bardzo złego. Jednak dzisiaj udowodnię wam, że ludzie tacy są w błędzie! A panna Linares nam pomoże. Mogłabyś przyjść tu na środek?- zapytała wskazując miejsce obok jej biurka. Niechętnie wstałam i podeszłam do niej. Nauczycielka popatrzyła na uczniów. Zastanawiała się chwilę, a potem rzekła:
- Ward! Ty też będziesz potrzebny.
Zadrżałam. Jackson Ward zaraz stanie obok mnie i będzie pomagał w tym samym doświadczeniu co ja. Nie wytrzymam.
Chłopak podszedł do mnie i oboje popatrzyliśmy na panią Been. Ona jednak nie zwracała na nas uwagi, tylko zaczęła przemawiać:
- Eliksir miłosny robi się z motylich skrzydeł, pajęczyny i pyłku z kwiatów tulipana. Na koniec dodaje się 3 krople olejku różanego, ale MUSI je wlać osoba, która ma być kochana. Zrozumiano? - Nie czekając na odpowiedź zawołała Jacksona i kazała wlać mu do kociołka krople olejku.
- A teraz- zawołała nauczycielka- zobaczymy jak to działa. Linares, podejdź tu.
Poszłam w jej kierunku, widząc już co zaraz się stanie.
- Ward, poczęstuj koleżankę napojem- powiedziała Been.
Jackson wziął szklankę z biurka, zanurzył ją w eliksirze i podał mi. Patrzyłam na nią ze zmarszczonym czołem. Uczniowie zaczęli krzyczeć: Pij! Pij! Nie dając się długo prosić wypiła zawartość kubka.
Nagle zawirowało mi w głowie. Poczułam zapach róż, a potem widziałam już tylko jego. Jackson zdawał się jeszcze bardziej przystojny niż dotychczas. Jego ciemnobrązowe oczy wyglądały jak czekolada. Przesłodka czekolada. A jego czarne włosy... Nie słyszałam zupełnie nic co mówiła nauczycielka. Liczył się tylko Jackson. Podeszłam do niego, wyznając mu miłość. Był taki piękny... Nagle usłyszałam jego głos:
- Usiądź na biurku.
Bez zastanowienia wypełniłam jego polecenie, zrzucając przy tym kilka książek. Znowu zaczęłam się w niego wpatrywać i mówić, jak bardzo go kocham. Po chwili znów go usłyszałam. Tym razem mówił:
- Wyskocz przez okno.
Uśmiechnięta podbiegłam do okna. Otworzyłam je na oścież i już miałam skakać, gdyby nie Jackson, który wołał:
- Zejdź stamtąd!
Posłusznie zeszłam i pobiegłam do niego. Chciałam go pocałować, ale on powiedział:
- Wypij to!- i podał mi szklankę. Wzięłam ją i wykonałam jego polecenie. Znowu zawirowało mi w głowie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, siedziałam pod tablicą. Wszyscy się na mnie patrzyli.
- Teraz już wiecie- rozległ się głos pani Been- co może być skutkiem zażycia eliksiru miłosnego. Na piątek napiszecie mi o tym wypracowanie.- Tymi słowami skończyła lekcję.
Chciałam wstać, ale nie miałam siły. Nagle zobaczyłam wyciągniętą ku mnie rękę. Chwyciłam ją, a jej właściciel pociągną mnie do wyjścia. Dopiero w połowie drogi zdałam sobie sprawę czyjej ręki się trzymam. A była to ręka Jacksona Warda. Doprowadził mnie do sypialni.
- Jak się czujesz?- zapytał.
- Już dobrze- odpowiedziałam.
- No to do zobaczenia na kolacji- powiedział i odszedł. Weszłam do pokoju.
~*~*~
- Naprawdę chciałam wyskoczyć przez okno?- spytałam wieczorem Samantę.
- Tak. Gdyby nie Jackson, skoczyłabyś na pewno- odpowiedziała.
Maddy położyła się do swojego łóżka. Zrobiłam to samo.
- Bardzo głupio się zachowywałam?
- Troszkę bardziej niż zwykle- zaśmiała się Madeline.
Uśmiechnęłam się i odwróciłam plecami do dziewczyn. Samanta zgasiła światło. Był jeden plus tej całej mikstury. Byłam tak wykończona, że zasnęłam natychmiast.
Ten rozdział jest świetny!
OdpowiedzUsuńDziękuję ;**
Usuńoch ech pamiętam to . Siedziałam z Jessicą . Fajne ... Wyobraziłam sobie jak skaczesz przez okno . Hahaha fajnie to wyglądało ..
OdpowiedzUsuńTy krzyczałaś PIJ! najgłośniej!
UsuńNo pewnie. Chciałam zobaczyć twoją reakcje po ty ELIKSIRZE . NO I CZEMU NIE SKOCZYŁAŚ .?
OdpowiedzUsuńŻeby ci zrobić na złość!
Usuń