środa, 25 kwietnia 2012

Prolog

Było Boże Narodzenie. Wszyscy siedzieli w domach z całą rodziną, jedząc świąteczny obiad. Wszyscy? No cóż, nie wszyscy. W jednym ze szpitali na łóżku leżała kobieta, trzymając na rękach świeżutko narodzone dziecko. Obok niej stał jej mąż i dwie małe dziewczynki - bliźniaczki. Niemowlę było przeraźliwie blade i miało zielone oczka. Była to dziewczynka, której dano na imię Sarita. Skąd o tym wiem? Bo tak się składa, że to byłam ja.
  Lata mijały bardzo szybko. Zanim się obejrzałam, już miałam 5 lat i moja sielanka dobiegła końca. Rodzice rozwiedli się. Może nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że ja musiałam mieszkać z matką. Tak naprawdę to ona wcale nie chciała ze mną i moimi dwiema starszymi siostrami żyć. Po prostu pragnęła dokuczyć mojemu ojcu. Tak więc ja, Jesica i Isabell zostałyśmy w Londynie, kiedy ojciec i kilka innych moich sióstr i jeden brat wyjechali do Francji. Mieszkanie z matką okazało się jeszcze większą tragedią niż przypuszczałam. Gdyby nie gosposia Kristin załamałbym się zupełnie.

~*~*~
Siedem lat później w 13 urodziny moich sióstr przyjechał do nas ojciec. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie mały szczególik. Okazało się, że ja Isabell i Jesica jesteśmy czarownicami i od 1  września bliźniaczki będą uczyć się w Akademii Magicznej. Ja niestety pojadę tam dopiero za rok. Czas jednak szybko leciał i chwilę po tym ja w nocy z 31 sierpnia na 1 września nie mogłam zmrużyć oka..

  - Sara!- usłyszałam głos Isabell.- Może byś się tak łaskawie podniosła z tego łóżka, co?!
 Popatrzyłam na nią i wstałam, chociaż nie miałam na to ochoty. Nawet obietnica nowej szkoły, o której zawsze marzyłam, nie pomogła. Ubrałam się i uczesałam. Chwilę potem stałam już przy drzwiach, ściskając Kristin.
- Tylko tam nie rozrabiaj!- powiedziała, a chwilę później dodała.- Albo nie pozwalaj, żeby twoje siostry rozrabiały.
 Uśmiechnęłam się do niej i pobiegłam na podwórze sąsiadów. Byli to również czarodzieje. Mieli trójkę dzieci: dwóch synów i jedną córkę- Madeline. Razem z siostrami usiadłyśmy w ich samochodzie i w milczeniu dojechaliśmy na z pozoru zwyczajny przystanek. Nasi sąsiedzi pożegnali się ze swoimi dziećmi i z nami i odjechali. Po paru minutach zjawił się to autobus. Zostawiliśmy bagaże w bagażniku i wsiedliśmy do środka. Zajęłyśmy z Madeline miejsca. Kiedy wszyscy już wsiedli autobus wystartował. Po chwili wzbił się w powietrze. Lecieliśmy tak około sześć godzin. Droga wcale się jednak nie dłóżyła. Wręcz przeciwnie, mogłabym lecieć dłużej. Po wylądowaniu wreszcie zobaczyłam Akademię Magiczną. Była wspaniała. Wielki zamek, dookoła niego drzewa a trochę dalej jezioro. Lepiej nie mogło być.
  Siedziałam w jadalni na uroczystej obiadokolacji. Obok mnie siedziały bliźniaczki, Maddy i jej bracia. Naglę dostrzegłam pewnego chłopaka. Patrzył się na mnie lecz kiedy dostrzegł, że robię to samo, odwrócił wzrok.
- Kim jest ten chłopak?- zapytałam Jesicę. Siostra popatrzyła na mnie.
- Ten?- zapytała, wskazując tego chłopaka. Kiwnęłam głową a ona powiedziała:- To Jackson Ward.
  I tak poznałam Jacksona. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za parę miesięcy będę w nim szaleńczo zakochana.

~*~*~ 
Bohaterowie:
- ja

  Jescica i Isabell
- Maddy
- Samanta

7 komentarzy:

  1. bardzo ładniee Saro! :) Bardzo mi się podobaa.. :) ślicznie..

    OdpowiedzUsuń
  2. oczywiście czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! Naprawdę fajny! Jeśli to jest prolog to co będzie pózniej?

    Harry Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach nie mogę się doczekać kiedy napiszesz o S.B.. B. mi się podoba. Zapraszam cię na mojego bardzo podobnego bloga http://zpamietnikanormy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. OCH JAKIE piękne ale przydało by się tu piękne zdjęcie młodszej siostry Alice
    Alice Carter :)

    OdpowiedzUsuń