sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 45

 - Idiota! - wrzasnęła Samanta, wchodząc do pokoju i z głośnym trzaskiem zamykając drzwi. Usiadła na łóżku i wzięła do ręki poduszkę. Wpatrywała się w nią chwilę, po czym rzuciła ją w stronę drzwi. 
- Sam? - zapytała nieśmiało Maddy. - Wszystko w porządku?
  Samanta rzuciła jej wściekłe spojrzenie, mówiące że nic nie jest w porządku.
- Że niby JA za mało czasu mu poświęcam. Że to JA siedzę cały czas w książkach lub z przyjaciółkami. Pewnie! Bo on wcale mnie nie olewał przez ostatni miesiąc. Wcale! I nigdy nie zapominał o mnie przy swoich kolegach.
  Upadła na łóżko i ukryła twarz w kołdrze. Z jej ust wydobywały się różne krzyki, których nie dało się zrozumieć, ale jestem prawie pewna, że nie używała ładnych słów.
  Niepewnym krokiem podeszłam do jej łóżka. 
- Samanta, o co chodzi? 
  Podniosła się. 
- Zerwał ze mną! - krzyknęła trochę za głośno. - Matthew ze mną zerwał!
- Boże, Sam. - Usiadłam obok niej i lekko ją przytuliłam. - Tak mi przykro.
- Tobie jest przykro? A co ja mam powiedzieć?!
  Znów położyła się twarzą na łóżku. Wymieniłyśmy z dziewczynami znaczące spojrzenia.
- Chcesz zostać sama? - spytała Kate. Sam przytaknęła, więc wyszłyśmy z pokoju.

- Jest nieźle wkurzona, co? - odezwała się Maddy, kiedy już byłyśmy na korytarzu.
- Nieźle to mało powiedziane. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Ale może lepiej, żeby się wściekała, niż żeby całymi dniami płakała przez tego palanta. Swoją drogą to już od dłuższego czasu się kłócili.
- Ale zawsze się jakoś dogadywali. Myślałam, że wytrzymają przynajmniej do końca roku szkolnego.
  Weszłyśmy do jadalni i usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Obiad zjadłyśmy w milczeniu.
- Może pójdę do niej, co? - zaproponowałam, bo pierwsza zjadłam posiłek. Dziewczyny kiwnęły głowami. Poszłam do naszej sypialni.

  Sam leżała pod kołdrą całkowicie nią przykryta. Usiadłam na jej łóżku. Usłyszałam, że cichutko pociąga nosem, co oznaczało, że przeszła jej faza złości i zaczęła się rozpacz.
- Hej, Sam.
  Szturchnęłam ją lekko. Wystawiła głowę spod kołdry.
- Idź sobie, Saro. Nie chcę z nikim rozmawiać, zwłaszcza z tobą.
  Równie dobrze mogłaby mnie spoliczkować. Poczułam się okropnie zdradzona.
- Zwłaszcza ze mną?
  Samanta podniosła się.
- Tak, Saro, zwłaszcza z tobą, bo nie masz zielonego pojęcia jak teraz się czuję. Jesteś okropną szczęściarą jeśli chodzi o związki. Ty i Jackson chyba nigdy się nie kłóciliście. Jesteście niesamowicie w sobie zakochani i nie wiem co by musiało się stać, żebyście się rozstali.
  Miała rację. Jackson naprawdę był cudownym chłopakiem i nie miałam pojęcia jak ona się czuła.
- Czekaj. Kate też ma chłopaka i jest szczęśliwa, ale powiedziałaś, że zwłaszcza mnie.
- Oj, wiesz jak było z Kate. Na początku miała wiele problemów z tym związkiem, a ty i Jackson od początku byliście szczęśliwi.
  Znów mówiła prawdę. Nie wiedziałam już, co mogłabym jej jeszcze powiedzieć. Położyłam się jedynie obok niej i leżałyśmy tak przez chwilę w milczeniu.
- Ty też kiedyś kogoś znajdziesz, Sam. Matthew po prostu nie był ci przeznaczony. Gdzieś jest chłopak, który będzie twoją drugą połówką, więc nie powinnaś się smucić, że to nie Matt, tylko cieszyć się, że jesteś o jednego bliżej do tego właściwego.
  Sam uśmiechnęła się.
- Może jednak pogadajmy.

  Parę godzin później postanowiłam spotkać się z Jacksonem. Nie wiedziałam go cały dzień, a miałam wielką ochotę z nim pogadać. Niestety nie było go w jego pokoju. Szłam więc powoli korytarzami Akademii, rozglądając się za nim. Po drodze myślałam o tym, co powiedziała Sam. Byliśmy razem od ponad dwóch lat i byliśmy w sobie zakochani. Może nie miałam szczęścia jeśli chodzi o rodzinę i wiele innych spraw, ale w tej jednej sprawie mi się poszczęściło.
  Szłam już jakieś piętnaście minut, ale nadal go nie widziałam. Zaczęłam się denerwować. 
  Jest po prostu u jakiegoś swojego kolegi, wmawiałam sobie. Spokojnie, Saro. Wracaj do swojej sypialni, może sam cię odwiedzi. 
  Odwróciłam się i poszłam z powrotem do swojego pokoju. Byłam jednak na drugim końcu szkoły, więc trochę musiałam przejść. Po drodze minęłam parę znajomych, ale oczywiście nie Jacksona. Trochę było mi szkoda, że się z nim dzisiaj nie widziałam. 
  Przechodziłam właśnie obok klasy zaklęć, kiedy stanęłam jak wryta. Przez głowę przebiegły mi słowa Samanty: "Jesteście niesamowicie w sobie zakochani i nie wiem co by musiało się stać, żebyście się rozstali."
  Ja już wiedziałam.
  Jackson całował się z Penelopą.

3 komentarze: