piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 44

  Dla mojej kompetentnej Andromedy.

~*~*~

Pierwszego dnia w Akademii czekała na nas niespodzianka. O wszystkim dowiedzieliśmy się siedząc na powitalnej kolacji. Rozmawiałam sobie właśnie z Maddy, kiedy dyrektor wstał.
- Drodzy uczniowie! - zawołał. - Mam dla was pewną informację. Z przykrością muszę stwierdzić, że wasza nauczycielka eliksirów, pani profesor McDower, poszła na urlop macierzyński i wróci dopiero w następnym roku. Na szczęście tę posadę zgodził się przyjąć profesor Adam Roberts.
  W tym momencie wstał bardzo młody mężczyzna. Mógł mieć jakieś dwadzieścia pięć lat. Był wysoki, miał ciemne włosy. Ogólnie wyglądał jakby był modelem a nie nauczycielem. Uśmiechnął się do uczniów i usiadł. Wiele dziewczyn zaczęło szeptać. Na mnie jednak nie zrobił najmniejszego wrażenia. Odwróciłam się do Maddy i znów zaczęłam jej coś opowiadać. 
  Trochę zdziwiło mnie, że wcześniej nie zauważyłam nieobecności Been (nie mogłam się przyzwyczaić do mówienia na nią McDower). Na samym początku rozejrzałam się po sali i zobaczyłam samego McDowera, ale nie zastanawiałam się, gdzie jest jego żona. 
  Po kolacji poszłyśmy do do swojej sypialni.
- Jak myślicie, jaki on jest? - spytała Sam, kiedy byłyśmy w środku.
- Kto?
- Ten Roberts.
- Zobaczymy jutro. Mamy dwie godziny eliksirów.

  Następny dzień mijał bardzo szybko. W końcu zaczęła się przedostatnia lekcja. Siedziałyśmy z Kate w ławce i czekałyśmy na Robertsa. Przyszedł prawie dziesięć minut po dzwonku. 
- Otwórzcie książki na stronie czterdziestej piątej.
  Zrobiliśmy, co kazał. Eliksir usypiający. 
- Przeczytajcie instrukcje i zabierzcie cię do roboty. 
  Zaczęliśmy czytać. Kiedy skończyliśmy, spojrzeliśmy na nauczyciela. Been zawsze daje nam wskazówki od siebie i wtedy zaczynamy pracę. 
- Nic pan nie doda? - zdziwiła się Amelia Unterwill.
- A co mam dodać? Wszystko już przeczytaliście. - Mówiąc to, jego spojrzenie wędrowało w stronę biustu Amelii, która miała dzisiaj dość duży dekolt.
- Ale profesor Been...
- Przecież przeczytaliście.
  Zabraliśmy się do roboty. Eliksir był bardzo skomplikowany, więc ledwo dawałam radę nie doprowadzić do jakiejś eksplozji. Niektórzy nie mieli tyle szczęści. Philip dodał tylko trochę za dużo krwi tarantuli, ale to wystarczyło, żeby cały jego kociołek wybuchł. 
- Co ty wyprawiasz?! - zawołał Robert.
- To nie moja wina...
- A może moja?!
- Właściwie gdyby wspomniał pan, że jedna kropla krwi za dużo to spowoduje, nikt by tego nie zrobił - wtrąciła Kate.
- Może mam jeszcze za was robić eliksir?
- Nie, ale trzeba było dać nam jakieś instrukcję, których nie ma w książce. Czasami taka mała pomyłka nic nie zmienia, a czasami dzieje się właśnie to.
- Jak się nazywasz?
- Katherina Simpson.
- Nikt cię nie pytał o zdanie, panno Simpson. 
- Ale to chyba oczywiste, że jako nasz nauczyciel powinien nas pan uprzedzić o czymś takim.
- Nie sądzę, żeby to coś zmieniło. Krew tarantuli prowadzi do takiego efektu jedynie w eliksirze paraliżu. Kolega musiał zrobić coś innego.
- Nieprawda! - zawołała moja przyjaciółka. - Właśnie w tym eliksirze. profesor Been kiedyś coś wspominała. 
- Widocznie się myliła. Tak bywa tylko w eliksirze paraliżu
- To chyba pan jest jakiś niekompetentny! 
  Roberts zrobił się czerwony jak burak. Zacisnął pięści i spojrzał na Kate z nienawiścią. 
- Coś ty powiedziała?!
- Że jesteś cholernym idiotą! 
  W tym momencie przesadziła, nawet ja to wiedziałam. Spiorunowałam ją wzrokiem, ale ona nie zwróciła na to uwagi. Widziałam, że chce zniszczyć nowego profesora.
- Dość tego! Wyjdź z klasy!
  Kate wstała.
- Zanim wyjdę muszę ci coś udowodnić. - Wzięła buteleczkę z krwią tarantuli. - Patrz, debilu. - Wlała wszystko. Wybuch nastąpił od razu.
- Wyjdź z klasy! I masz przez cały tydzień szlaban!
- Fajnie. Mogę w ramach szlabanu udzielić ci korepetycji. 
- WYJDŹ Z KLASY! 
  Reszta lekcji minęła w kompletnej ciszy.

- Gdzie Kate? - spytała Isabell, siadając koło mnie podczas kolacji.
- U Robertsa. Ma szlaban.
- To tak jak Jessica. Zresztą pół klasy dzisiaj je dostała. Ja też byłam blisko, ale kiedy już miał mi coś mówić, zadzwonił dzwonek i wybiegłam z klasy.
- Nie spodziewałam się, że będzie aż taki zły - wtrąciła Samanta. - Musiał przecież skończyć jakieś studia.
- Swoją drogą to Been mnie wkurzała, ale przynajmniej znała się na rzeczy - powiedziałam. - Chyba zacznę za nią tęsknić.

4 komentarze:

  1. Hihihihihih kochany dzwonek <3

    OdpowiedzUsuń
  2. no nie mam pojęcia na czym było to wzorowane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie, bo nikt przecież nie powiedział swojemu nauczycielowi, że jest niekompetentny. Nikt.

      Usuń