sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 9

 Leżałam w łóżku. Od dawna już nie spałam, jednak nie miałam siły otworzyć oczu. Czułam jakiś ciężar na brzuchu, byłam pewna, że to Nemezis. Ile bym dała, żeby zasnąć i śnić o tym samym co przed chwilą. Śnił mi się Jackson rozmawiający ze mną. Już nie pamiętałam nawet o czym rozmawialiśmy. Dlaczego?, pomyślałam.Dlaczego to był tylko sen. Mijały minuty i wiedziałam już, że nie zasnę. Otworzyłam oczy i ujrzałam moją czarną kotkę śpiącą na moim brzuchu. Pogłaskałam ją za uchem, a ona grzecznie wstała i zeszła ze mnie. Zeszłam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam pierwsze lepsze ubranie i poszłam do łazienki. Kiedy już byłam umyta, ubrana i uczesana, zeszłam na dół na śniadanie. Moich sióstr jeszcze nie było, podobnie jak mojej matki. Była tylko Kristin, która podała mi talerz. Były na nim dwie kanapki z żółtym serem i z ogórkiem. 
- Dziękuję- powiedziałam.
- Nie ma za co, skarbie- odpowiedziała Kristin.- Gotowa do wyjazdu?
 Kiwnęłam głową i zaczęłam jeść śniadanie. Minęło sporo czasu zanim przyszły moje siostry. Usiadły koło mnie, zjadły śniadanie i poszły się pakować. Ja zostałam w kuchni z Kristin. Siedziałyśmy w milczeniu, aż w końcu Kristin się odezwała:
- Powiesz mi w końcu czy nie?
 Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
- Nie rozumiem- powiedziałam uważnie się jej przyglądając.
- A właśnie, że rozumiesz- zaprzeczyła Kristin.
- Chodzi ci o Jacksona?- zapytałam.
- Tak, skarbie. Cały czas czekam, kiedy mi to powiesz, a ty milczysz jak grób.
- Skąd wiesz, że coś się wydarzyło?
- Słyszałam jak rozmawiałaś z siostrami. No opowiadaj w końcu!
 Zaczęłam opowiadać o wydarzeniu, jakie miało miejsce po powrocie ze szkoły. Kristin z zaciekawieniem słuchała mojej historii. Kiedy skończyłam, powiedziała:
- No, na reszcie się odważył.- Mówiła to, jakby było oczywiste, że Jackson kiedyś mnie pocałuje.- Ile można czekać?
 Wpatrywałam się w nią zdziwiona, ale nic nie powiedziałam, bo właśnie weszła moja matka z Joshem.

~*~*~

- Bądź grzeczna- nakazała Kristin. Stałyśmy przed naszym domem, za chwile mamy iść do naszych sąsiadów, aby z nimi pojechać na dworzec, przy którym stoi autobus jadący do Akademii Magicznej. - Nie rób głupich rzeczy i pilnuj swoich sióstr.
 Uśmiechnęłam się do niej i obiecałam, że spełnię jej nakazy. Kristin poszła pożegnać się z bliźniaczkami, a potem wszystkie trzy poszłyśmy na sąsiednie podwórko. Czekali już tam na nas Maddy jej rodzice i bracia. Wyjechaliśmy i po jakimś czasie pakowaliśmy nasze walizki do bagażnika autobusu. Kiedy wsadzałam swoją torbę, zobaczyłam Jacksona. Szybko stamtąd odeszłam, mając nadzieję, że on mnie nie widział. Podeszłam do Maddy.
- Jackson tam jest- powiedziałam.
- No i co?- usłyszałam za sobą znajomy głos. Samanta Silverstone stała za nami uśmiechnięta. - Co z tego, że stoi tam Jackson?
- Mam tak po prostu do niego iść?- spytałam.
- Nie wiem. To twój wybór- odezwała się Madeline. 
 Moje przyjaciółki weszły do autobusu, a ja poszłam w stronę Jacksona.
Spokojnie, pomyślałam. Po prostu przejdź koło niego. Niech on coś zrobi.
Próbując zamaskować zdenerwowanie, przeszłam koło gromadki chłopaków, wśród których był Jackson. Szłam powoli, spokojnie, nie zwracałam na nic uwagi, gdy poczułam jak czyjaś ręka łapie mnie ramię i delikatnie pociąga. Była to ręka Jacksona Warda, któremu teraz patrzyłam prosto w oczy.
- Chciałaś przyjechać do szkoły i się nie przywitać?- spytał.
- Nie, skądże- odpowiedziałam.- Cześć.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Chodź ze mną. Musimy pogadać.
 Do odjazdu autobusu było jeszcze dziesięć minut, więc poszła za Jacksonem. Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie nie było nikogo.
- Więc co chcesz mi powiedzieć?- zapytałam.
- Raczej o co ty chcesz zapytać- odparł.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- To chyba oczywiste- powiedział.
- Jakby takie było, to bym nie pytała.
- Podobasz mi się, Saro- wyszeptał Jackson przybliżając się do mnie. Zadrżałam. Wiedziałam co się zaraz stanie.
 Jackson Ward znowu mnie pocałował. Tym razem krócej, ale to wystarczyło, żeby moja twarz nabrała barwę zachodzącego słońca. W milczeniu poszliśmy do autobusu i usiedliśmy obok siebie. Dopiero po jakiejś godzinie zaczęliśmy normalnie rozmawiać, tak jak przed tym pierwszym pocałunkiem. 

   Kiedy dotarliśmy do szkoły, było już kompletnie ciemno. Szłam za innymi uczniami, trzymając Jacksona za rękę. Doszliśmy do jadalni, posłuchaliśmy ogłoszenia o balu, zjedliśmy i wyszliśmy. Szliśmy korytarzem w stronę mojej sypialni, swobodnie rozmawiając. Nagle zapadło milczenie, a potem Jackson zapytał:
- Pójdziesz jutro ze mną na bal?
- Prawdopodobnie nie znajdę sobie lepszego chłopaka do jutra, więc tak- zaśmiałam się.
- Jesteś podła- szepnął mi Jackson do ucha.
- Wiem-odparłam.
 Gdy doszliśmy do mojej sypialni, Jackson pocałował mnie w policzek i odszedł. Byłam taka szczęśliwa, że prawie skakałam z radości. Moje szczęście zastąpiło jednak zdziwienie, kiedy otworzyłam drzwi i zobaczyła w swojej sypialnie czwarte łóżko, a na nim siedzącą dziewczynę.

5 komentarzy:

  1. Mojego Jacksona całowałaś , o ty małpo . Jaka dziewczyna ? Penelopa was odwiedziła ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawrotne tempo . Ale chociaż o mnie pamiętasz . :)

    OdpowiedzUsuń