sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 8

- Sarito, usiądź prosto!- rozkazała moja babcia.- Jak ty się przy stolę zachowujesz?! Widać, kto jest twoim ojcem.
 Zacisnęłam pięść. Od pięciu dni babcia za wszystkie moje niedoskonałości obwinia ojca. Wystarczy tylko, że odezwę się bez pozwolenia, to już zaczynają się babcine komentarze na temat mojego zachowania. Tak jak się spodziewałam wytrzymanie z babcią graniczyło z cudem. Szczególnie po ostatnim wyczynie moich sióstr, kiedy to obydwie uciekły z domu i prawie odleciały samolotem z powrotem do Londynu. Matka się wściekła. Oczywiście bliźniaczki nic sobie z tego nie robiły. Ja byłam na nie zła tylko dlatego, że nie wzięły mnie ze sobą. A teraz pocieszała mnie myśl, że jeszcze tylko dwa dni.
Siedziałam na swoim łóżku, czesząc jasne włosy Alice. Nie byłam w tym zbyt dobra, ale radziłam sobie ze zrobieniem warkocza. Kiedy skończyłam moja siostra wdrapała się mi na kolana.
- Ile jeszcze tu będziemy?- spytała.
- Dwa dni- odpowiedziałam. 
- Zawsze myślałam, że z matką jest lepiej mieszkać- mruknęła. Zaśmiałam się. Od dawna zastanawiałam się jak to jest mieszkać z ojcem i nigdy nie mogłam sobie tego wyobrazić.
- Teraz widzisz, że nie.
- We Francji też nie jest sielanka- powiedziała Alice.- Tamte siostry są po prostu nienormalne.
- Opowiedz mi o nich.
Alice skrzywiła się i oznajmiła:
- Różowe lalusie. 
   Dopiero wtedy zorientowałam się, że jeszcze nie widziałam Alice w różowym ubraniu, co mnie bardzo zadowoliło. Byłam wprost uczulona na ten kolor, podobnie jak moje starsze siostry.
 Alice zaczęła opowiadać. Z jej słów wynikało, że moje siostry były próżne, zapatrzone w siebie i okropnie puste. Byłam rozczarowana. Zawsze myślałam, że gdybyśmy mieszkały razem, byłybyśmy przyjaciółkami. Alice zauważyła co czuję, więc spytała:
- Jesteś zawiedziona?
- Nawet bardzo- odparłam.
 Alice uśmiechnęła się do mnie.
- Przynajmniej mamy po równo. Ty wredną matkę, ja wredne siostry- powiedziała, a po chwili dodała:- Chociaż ja mam jeszcze tatę. To trochę nie fair.
 Ja mam Kristin, pomyślałam. Tak, Kristin, która się mną opiekowała, pomagała mi, wspierała mnie. Nagle poczułam ukłucie tęsknoty. Oczywiście cały czas je czułam, ale teraz się nasiliło. Chciałam jak najszybciej do niej wrócić.

~*~*~

Siedziałam w samolocie. Obok mnie siedziały Isabell i Jesica. Gadały o swoich chłopakach- Kevinie Black i Jamesie Shortmanie.Dopiero wtedy dowiedziałam się, że Jes z nim chodzi. Od dawna się przyjaźnili, ale nie sądziłam, żeby coś z tego wyszło. Zawsze chciałam zeswatać ją z jednym z naszych sąsiadów, no ale cóż, jej wybór. Nagle Isabell zwróciła się do mnie:
- A co z tobą, Saro. Co masz zamiar zrobić z Jacksonem.
- Nie mam pojęcia- westchnęłam. Ciągle nie wiedziałam co mam myśleć o jego pocałunku.
- Ja tam bym z nim chodziła- powiedziała Is.- Jest w miarę przystojny, oczywiście nie tak jak Kevin, ale dla ciebie w sam raz.
- I dobrze całuje- dodała Jesica. Jes chodziła z nim kiedyś, co mnie bardzo denerwowało. Nie był to jednak, dzięki Bogu, stały związek. Rozstali się po trzech dniach. 
 Zaczęłam myśleć o Jacksonie, ale nie byłam w stanie wymyślić czegoś sensownego. Odwróciłam się od sióstr i zamknęłam oczy. Po chwili zasnęłam. 
  Obudziła mnie Alice, oświadczająca, że za chwilę wysiadamy. Sięgnęłam po moją torebkę i po chwili byłam gotowa do wyjścia. Samolot wylądował. Wyszłam na lotnisko. Stał tam mój ojciec, tylko po to, aby pożegnać się z nami jeszcze raz i zabrać Alice. Razem z bliźniaczkami pożegnałyśmy się z naszą najmłodszą siostrą i, wraz z matką, wróciłyśmy do domu. Gdy tylko otworzyłam drzwi, pobiegłam do Kristin. Rzuciłam się jej na szyję i powiedziałam:
- Tęskniłam.
- Ja też- odpowiedziała, ściskając mnie. Po chwili puściła mnie i podeszła do stolika. Wzięła z niego dość dużą paczkę i podała mi.- Spóźniony prezent urodzinowy- wyjaśniła.
  Otworzyłam paczkę. W środku była turkusowa sukienka bez ramiączek. Zakończona była warstwowo ułożonymi falbankami. Była prześliczna.
- Kristin, dziękuję- wyszeptałam.
- Nie ma za co- uśmiechnęła się.- przyda ci się na bal sylwestrowy.
 Bal sylwestrowy był organizowany dla uczniów mojej szkoły. Nie wszyscy na niego przyjeżdżali. Niektórzy woleli spędzić te dwa dni z rodziną, jednak ja i moje siostry co roku wracałyśmy do szkoły.
 Położyłam się w łóżku. Jutro o dwunastej znowu wyjadę z domu. Szkoda, że tak mało czasu spędziłam z Kristin. Miałam nadzieję, że Jackson przyjedzie na bal. Przyjedzie, pomyślałam, zawsze przyjeżdża.

8 komentarzy:

  1. A nie mówiłam, że dasz radę! Ja zawsze daję ci kompetentne rady! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Jackson naprawdę dobrze całuję ! Coś o tym wiem ... A ja już myślałam, ,że Kristin da Ci jagody :( . Kevin, ach mój Kevin . Ja może też coś napiszę .

    OdpowiedzUsuń
  3. O masz ten 6 komentarz . Proszę następny rozdział .

    OdpowiedzUsuń