czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 7

 - Saro- usłyszałam czuły, kobiecy głos. Od razu go poznałam. Kristin.- Saro obudź się. Twoja matka kazała cię obudzić. Za dwie godziny macie samolot.
 Otworzyłam oczy. Kristin w niebieskim sweterku i dżinsach stała nade mną, uśmiechając się. Obok mnie leżała nadal śpiąca Alice.
- Ona też ma wstać?- spytałam. Kristin kiwnęła głową.
- Wasza matka chce ją zabrać razem z wami- powiedziała.
- Naprawdę?- zdziwiłam się.- A ojciec się zgodził?
Kristin ponownie kiwnęła głową. Kazała mi wstać i wyszła z pokoju. Podniosłam się i nałożyłam czerwoną bluzę leżącą na krześle. Rano zawsze było okropnie zimno w moim pokoju. Podeszłam do śpiącej Alice i dotknęłam jej ramienia.
- Alice- powiedziałam.- Alice, musisz już wstać.
 Dziewczynka otworzyła oczy. Uśmiechnęła się na mój widok. Wyszłyśmy z pokoju i poszłyśmy do kuchni. Siedziały tam bliźniaczki i ojciec. Kristin coś gotowała. Matki nie było.
- Gdzie matka?- spytałam, siadając obok Isabell. Alice usiadła obok Jesicy.
- W swoim pokoju- odpowiedziała Jes.- Z swoim kochasiem.
  Nie byłam zdziwiona. Nasza matka od dawna spotyka się ze swoim kolegą z pracy Joshem. Jest od niej starszy o kilka lat, ma czarne włosy i jest niezbyt wysoki. Koleś często u nas siedzi i strasznie się rządzi. Doprowadza mnie, bliźniaczki i Kristin do szału, ale nic nie możemy powiedzieć. Zapewne niedługo na stałe się do nas wprowadzi i będzie nas uważał za swoje służące.
- Wiedziałam, że przyjdzie się pożegnać- westchnęłam. Kristin podała mi miskę owsianki. Zjedliśmy w milczeniu.  Po śniadaniu poszłam się umyć, ubrać i uczesać. W końcu byłam gotowa do odjazdu, moje siostry też. Dwadzieścia minut później nasze walizki były już w bagażniku czarnego samochodu. Razem z bliźniaczkami byłyśmy u naszych sąsiadów. Ściskałam Madeline najmocniej jak potrafiłam.
- Jak możesz mnie zostawić?!- zapytała.
- Dobrze wiesz, że dałabym wszystko, żeby tu zostać.
- Nawet Jacksona- szepnęła mi do ucha. Obydwie się uśmiechnęłyśmy. Podeszłam do jej braci.
- No to na razie, mała- powiedział Will ściskając mnie. Od zawsze on i jego brat mówili na mnie Mała, bo byłam z nas najmłodsza. Nie obchodziła ich, że byłam tylko o dwa miesiące młodsza od Maddy i, że byłam o trzy cm wyższa od niej. Dla nich zawsze będę Mała.
 Wróciłyśmy do domu. Miałyśmy wyjechać za dziesięć minut. Podszedł do nas ojciec. Pożegnał się z nami, a potem zwrócił się do mnie.
- Sarito, ma coś dla ciebie.
  Podał mi paczuszkę wielkości książki.
- Na twoje jutrzejsze urodziny. Tylko obiecaj, że otworzysz dopiero jutro.
- Obiecuję- powiedziałam. Zupełnie zapomniałam o swoich urodzinach. Właściwie to prawie ich nie obchodzę. Co roku dostaję jakieś prezenty, od Kristin, sióstr, Maddy i jej braci, jednak moja matka zupełnie ignoruje fakt, że jestem już o rok starsza. Uśmiechnęłam się biorąc prezent do rąk. Schowałam go do torebki, podziękowałam ojcu i odeszłam. Stanęłam przy Kristin i rzuciłam jej się na szyję.
- Będę tęsknić- szepnęłam.
- Wiem- powiedziała.
- Nie wytrzymam bez ciebie- jęknęłam.
-Wytrzymasz.
- Nie dam rady!
- Sarito, nie zachowuj się jak dziecko- zaśmiała się. Uścisnęłam ją mocno.
- Dasz radę, skarbie- powiedziała, uśmiechając się.- Jesteś silna. Wdałaś się w gosposie.
Roześmiałam się. Wsiadłam do samochodu. Byłam zmuszona usiąść z przodu, obok matki. Nie byłam tym za bardzo zadowolona, ale musiałam przeżyć. Piętnaście minut później byłyśmy na lotnisku. Wsiadłyśmy do samolotu. Usiadłam między Isabell a Alice. Całą drogę milczałam. Rozmyślałam jak przeżyję ten tydzień. Później przypomniałam sobie co zrobił wczoraj Jackson. Co mam w ogóle o tym myśleć? Dlaczego to zrobił? Czy naprawdę mu się podobam, czy tylko chciał się ze mnie ponabijać? Rozmyślałam tak przez całą podróż, aż dotarliśmy do Hiszpanii. Z lotniska dojechaliśmy taksówką do domu babci. Był on niewielki, szary, z czerwonym dachem. Weszliśmy do środka. Cudem wytrzymałam wspólną kolację. Kiedy już się położyłam, nie mogłam zasnąć.

  Popatrzyłam na zegarek. Była za minutę północ. Patrzyłam na zegarek aż w końcu duża wskazówka powędrowała na dwunastkę. Wyjęłam z szufladki prezent od ojca, który wcześniej tam schowałam. Rozpakowałam paczkę. W środku był album na zdjęcia. Otworzyłam go i, tak jak się spodziewałam, nie był pusty. W środku było dużo zdjęć z mojego dzieciństwa- kiedy rodzice byli jeszcze razem. Uśmiechnęłam się i szepnęłam:
- Dziękuję, tato.

10 komentarzy:

  1. OMG ale jestem piękna . słitt. aa ty nie leż tak na łóżku ,

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział. Musisz się przemęczyć u babci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ustaliłyśmy z Jessicą że ona to ta po lewej a ja to ta po prawej .

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie ! Wspaniały rozdział . Ale mogłaś chociaż o mnie wspomnieć ... {foch} :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ej no ja na tym zdjęciu jestem taką beksą :)

    OdpowiedzUsuń