sobota, 2 czerwca 2012

Rozdział 6

 Nadszedł dzień wyjazdu. Stałam na dworcu, drżąc z zimna i żałując, że nie wzięłam cieplejszej kurtki. Obok mnie stała Maddy. Samanta gadała z tym chłopakiem, którego poznała na dyskotece. W prawej ręce trzymałam wielką walizkę. Trochę dalej stała Isabell ze swoim chłopakiem i Jesica z jakimś kolesiem, którego nie znałam. Czekaliśmy na autobus już piętnaście minut. Nagle zobaczyłam Jacksona. Stał z kilkoma chłopakami, a obok nich siedziała Penelopa. Aż się we mnie gotowało, kiedy mrugała do niego.
  Po kilku minutach autobus przyjechał. Zostawiłam walizkę w bagażniku i razem z Maddy weszłam do środka. Usiadłyśmy na siedzeniach, a za nami usiadła Samanta, niestety bez tamtego chłopaka. Pojazd wystartował i po chwili wzbił się w powietrze. Jakiś czas milczałyśmy, ale Maddy nie umie długo siedzieć cicho.
- Jak tam sprawy między tobą a Jacksonem?- spytała.
- Szkoda gadać- westchnęłam.- Dwa lat się w nim bujam, a on nic.
- Nie przyszło ci do głowy- odezwała się z tyłu Samanta- że on czeka, aż mu się przyznasz?
 Prychnęłam. Nie wyobrażam sobie siebie wyznającą miłość Jacksonowi. W końcu to chłopak powinien  zrobić pierwszy ruch. Później dziewczyny gadały ze sobą, mnie zostawiły w spokoju. I dobrze. Mogłam się wpatrywać w siedzącego kilka siedzeń wcześniej Warda i marzyć. Marzyłam tak sobie aż zasnęłam.
  Śniło mi się, że jestem we Francji. Chodziłam po wielkim domu. Po jakimś czasie zrozumiałam, że to dom mojego ojca. Czasami przebiegała obok mnie jakaś dziewczyna, prawdopodobnie moja siostra. Szłam tak bardzo długo, aż weszłam do wąskiego korytarza. Na jego końcu stał ojciec. Podbiegłam do niego. Stanęliśmy na przeciwko siebie, a ojciec powiedział:
- Już nie jestem ci potrzebny.
 Nie wiem dlaczego, ale odwróciłam się i zobaczyłam Jacksona.
- Saro!- zawołał.- Saro, wstawaj!
  Otworzyłam oczy.
Nade mną stała Maddy, która przed chwilą mnie budziła. Autobus już się zatrzymał. Wstałam i razem z dziewczynami poszłyśmy po bagaże. Kiedy je wyjęłyśmy, poszłyśmy poszukać swoich rodziców. Ja oczywiście nie miałam co marzyć, żeby ich zobaczyć. Wiedziałam, że przyjdzie po mnie Kristin. Szłyśmy długo. W połowie drogi dołączyły do nas moje siostry. Maszerowałyśmy wolno, rozmawiając o planach na święta. Po kilku minutach usłyszałam:
- Sara! - Odwróciłam się. W moją stronę biegł Jackson. Podszedł do mnie bardzo blisko, uśmiechnął się, a potem pocałował. Zamarłam. Czułam jak jego wargi dotykają moich ust, jak jego prawa dłoń owija się wokół mojej talii. Zakręciło mi się w głowie. Czułam się, jakby cały świat zniknął, jakbyśmy byli sami. Liczyłam się tylko ja i Jackson, nic więcej dla mnie nie istniało. Nagle Jackson przestał mnie całować. Uśmiechnął się, widząc moją zdziwioną minę i odszedł wołając:
- Wesołych świąt, Saro!
- Teraz na pewno takie będę - szepnęłam. Czułam  jak cała drżę i nie miało to nic wspólnego z wszech panującym zimnem. Pewnie bym upadła, gdyby nie Isabell, która mnie podtrzymywała. Chwilę później szłam dalej nadal myśląc tylko o jednym. W międzyczasie Samanta i Maddy odnalazły rodziców. Szłyśmy jeszcze trochę, aż dotarłyśmy do małego sklepiku. Tam czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Zamiast Kristin czekał na nas ojciec wraz z naszą najmłodszą siostrą- Alice.
- Tato?- zdziwiłam się, podchodząc do niego.-Co ty tu robisz?
- To już nawet nie można córek odwiedzić?- zapytał, ściskając mnie i bliźniczki.- A co to za chłopak życzył ci wesołych świąt?
 Uśmiechnęłam się, ale nic nie powiedziała.
- Widzę, że już nie jestem ci potrzebny- dodał po chwili ojciec.
 Wzdrygnęłam się. Prawie tak samo powiedział w moim śnie.

~*~*~

Siedzieliśmy w pokoju bliźniaczek. Moja matka nie była zachwycona widokiem swojego byłego męża, ale, po wielu minutach błagania, pozwoliła mu zostać. A więc cała nasza piątka siedziała na łóżku Jesicy i rozmawiała. Pokój bliźniaczek jest mały, ale mój jest jeszcze mniejszy, dlatego to w ich pokoju będzie spał nasz ojciec, a nie w moim. Ja będę dzielić pokój z Alice- moją dziesięcioletnią siostrą, przerażająco podobną do mnie. Również miała bladą cerę, zielone oczy i blond włosy. Była moją mniejszą, niedokładną kopią. Kiedy więc się umyła wzięłam ją na swoje łóżko i położyłam się obok niej. Ostatnio widziałam Alice, gdy miała około czterech miesięcy. Potem mój ojciec wyjechał z nią do Francji, a ja zostałam w Londynie. Prawie jej nie pamiętałam. Dobrze było ją znów zobaczyć. Popatrzyłam się na nią. Już zasnęła. Przytuliłam się do niej i poszłam w jej ślady.

- Alice

10 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! I ten proroczy sen!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuu... gratuluję Saro ! Nieźle namąciłaś Jacksonowi w głowie . :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko tego, co stanie się w dalekiej przyszłości...

      Usuń
    2. Dokładnie, ale na razie mnie nie dołuj bo właśnie się zaczyna moja przygoda!

      Usuń
  3. och ech,. jak zawsze pięknie. ja teraz będę pisać o wiesz czym .

    OdpowiedzUsuń
  4. I pozwolę sobie skopiować to zdjęcie Alice bo w końcu wygląda tak samo jak u mnie ! ha . A z tym Jacksonem - zazdroszczę . Zobaczysz jeszcze będziecie razem mieszkać w dziupli jedząc jagody . ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phi! Jagody to ja będę jeść, ale w dziupli mieszkałaś ty! Ja umarłam.

      Usuń
  5. no ja z nim w dziupli będę mieszkać ale nie będę uprzedzać faktów . napisz o ... wiesz czym . cmok cmok .

    OdpowiedzUsuń