Minęło kilka dni. Na dworze wszystko pokryte było białym śniegiem. Mój związek z Jacksonem po prostu rozkwitał, podobnie jak związek Maddy i Luke'a ( chłopak z dyskoteki), Isabell i Kevina oraz Jesicy i Jamesa. Nie wszyscy jednak mieli takie szczęście. Samanta nadal nie chciała spotykać się z Matthew'em, bo właśnie tak się nazywa. Mimo, że proszę ją, żeby dała mu szansę, to ona nadal się upiera, że to nie ma sensu.
Siedziałyśmy z Sam i Katheriną w bibliotece. Do naszej sypialni Madeline zaprosiła Luke'a, więc my musiałyśmy się wynieść. Oczywiście ja i Samanta jak zwykle się kłóciłyśmy.
- Saro, ty zawsze myślisz, że wszystko jest czarne albo białe- skarżyła się Sam.
- Wcale, że nie! - odparłam.- Ja po prostu nie rozumiem dziewczyn, które boją się umówić z chłopakiem!
- I kto to mówi!- zawołała trochę za głośno, bo bibliotekarka spiorunowała nas wzrokiem.- Chyba nie ja nie potrafiłam zagadać do chłopaka przez dwa lata!
- To co innego! Ja czekałam, aż Jackson zrobi pierwszy krok. Matthew już dawno go zrobił! A właściwie to zrobił nawet kilka pierwszych kroków!
Samanta przygryzła wargę.Nie odpowiedziała nic, ale wiedziałam, że i tak się ze mną nie zgadza. Zapadło długie milczenie. Wpatrywałam się w swoją przyjaciółkę, ale ona zdawała się tego nie zauważać. Niezręczną ciszę przerwała Katherina:
- Może zejdziemy już na obiad?- zapytała.
~*~*~
- Jesteś pewna, że to dobry pomysł?- spytała Maddy. Siedziałyśmy w swoim pokoju. Nie było z nami Samanty, a ja właśnie wyjaśniałam dziewczynom mój plan pomocy jej w zdobyciu chłopaka. Chciałam zaklęciem zmienić swój wygląd tak, abym wyglądała ja Sam. Potem pójdę do Matthew' a i powiem mu, że chcę z nim chodzić. On na pewno się zgodzi i potem zacznie się spotykać z prawdziwą Samantą. Jak dla mnie genialny pomysł, jednak moje współlokatorki były innego zdania. - A co jeśli on nie chce z nią być?
- Chce- powiedziałam bez namysłu. Byłam tego w stu procentach pewna.
- Dobra- odezwała się Katherina.- Ale jakby Sam się dowiedziała to my nie mamy z tym nic wspólnego.
- Niech wam będzie- oznajmiłam i podeszłam do małej szafki obok mojego łóżka. Wyjęłam z niej kartkę i długopis i zaczęłam wymyślać zaklęcia. Bardzo źle mi to wychodziło. Nigdy nie byłam w tym dobra. Świetnie radziłam sobie z rzucaniem uroków, ale z ich ułożeniem było znacznie gorzej. Po wielu głupich pomysłach udało mi się napisać coś sensownego. Katherina popatrzyła na mnie, jakby chciała spytać, czy na pewno powinnam to zrobić. Uśmiechnęłam się do niej. Sięgnęłam po różdżkę, wzięłam głęboki wdech i przyczytałam:
- Skrzydło muchy gra w palanta, chcę mieć wygląd jak Silverstone Samanta!
Usłyszałam wybuch i cały pokój wypełnił się szarym dymem. Kiedy zniknął dziewczyny popatrzyły na mnie z niedowierzaniem.
- O mój Boże- szepnęła Maddy. Uśmiechnęłam się i poszłam do łazienki. Stanęłam na przeciwko lustra, ale nie zobaczyłam własnego odbicia.Zobaczyłam Samantę.
Szłam korytarzem, trzymając książkę pod pachą. Stwierdziłam, że to będzie bardzo wiarygodne. Co jakiś czas jakaś nieznajoma dla mnie osoba witała się ze mną. Byłam zdziwiona. Skąd ona zna tych ludzi?
Szłam powoli, rozglądając się za Matthew' em, co było bardzo trudne. Obeszłam już prawie całą szkołę, a jego nadal nie było widać. Po chwili ujrzałam Jacksona. Uśmiechnęłam się do niego.
- Hej- przywitałam się.
- O, cześć- powiedział.
- Gdzie idziesz?- zapytałam, nadal się uśmiechając.
- Szukam Sary.
Dopiero po tych słowach przypomniałam sobie, że jestem teraz Samantą. Boże, pomyślałam. Dobrze, że nie zrobiłam czegoś głupiego.
- Aha, to nie przeszkadzam- oznajmiłam, oddalając się. Po chwili odwróciłam się i zawołałam: - Jackson!
- Tak?- chłopak popatrzył na mnie.
- Myślę, że powinieneś zaprosić Sarę na randkę- powiedziałam. Po chwili zrobiło mi się głupio, ale było już za późno. Zresztą, ja też coś muszę z tego mieć.
- Myślisz, że się zgodzi?- spytał.
- Jestem przekonana.- Po tych słowach poszłam w drugą stronę. Po kilkunastu minutach zobaczyłam Matthew'a.
- Hej Matt!- zawołałam. Chłopak odwrócił się i podszedł do mnie.- Możemy pogadać?
Matt przytaknął i poszliśmy razem do jakiejś sali. Usiadłam na ławce i zapytałam:
- Co tam u ciebie?
Chłopak przypatrywał się mi z zaskoczeniem. Uśmiechnęłam się, a on powiedział:
- Nic ciekawego. Dlaczego chciałaś się ze mną spotkać?
- Myślałam, że to oczywiste- odparłam, mrugając do niego. Matt gapił się na mnie jak na głupią.
- Nie rozumiem- powiedział powoli. Zeszłam z ławki i podeszłam do niego, jak najbliżej się odważyłam.
- Nadal nie rozumiesz?- spytałam. Chłopak odsunął się ode mnie i zaczął się cofać. Zapadło milczenie. Przez jakiś czas wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem, aż w końcu on się odezwał:
- Ty nie jesteś Samantą.
Otworzyłam szeroko oczy. Skąd on mógł to wiedzieć? Zaczęłam się zastanawiać, co teraz powinnam zrobić. Zdecydowałam się ujawnić prawdę.
- Masz rację- powiedziałam. Chłopak stał w milczeniu, przyglądając się mi. W myślach układałam zaklęcie, które przywróci mi prawdziwy wygląd. W końcu mi się udało:- Światło w jaskini, os groźnych rój, chcę mieć z powrotem wygląd swój.
Tak jak ostatnio cały pokój wypełnił się dymem, który po chwili zniknął. Kiedy Matt mnie zobaczył, zapytał:
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem Sara, przyjaciółka Samanty- wyjaśniłam.- Chciałam ją udawać, żebyście zaczęli ze sobą chodzić. Wiem, że ją lubisz i że ona lubi ciebie. Wiem też, że Sam nigdy by się nie odważyła ci o tym powiedzieć. Przepraszam ze to przedstawienie. Po prostu chciałam, aby Sam była szczęśliwa.
~*~*~
Wszystkie cztery stałyśmy na korytarzu. Samanta opowiadała o jakiejś książce, którą ostatnio czytała. Już wcześniej powiedziałam dziewczynom, że plan nie wypalił, ale Sam nadal nie miała o niczym pojęcia. Stałyśmy tak dobre parę minut, gdy nagle podszedł do nas Matthew, a właściwie nie do nas tylko do Samanty. Stanął przy niej, a po chwili już ją całował. Zadziwiona dziewczyna stała bez ruchu. Kiedy Matt skończył wziął ją za rękę i w milczeniu poszli gdzieś korytarzem. Po chwili chłopak odwrócił się i uśmiechną się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
Siedziałam w bibliotece, męcząc się ogromnie nad napisaniem wypracowania na temat eliksiru odmładzającego. Pisałam w samotności. Nie sądziłam, żeby ktoś się do mnie przyłączył. Myliłam się jednak. Po kilku minutach poczułam jak czyjeś dłonie zakrywają moje oczy. Przez chwilę się zastanawiałam, a potem zapytałam:
- Maddy?
- Pudło- usłyszałam głos mojego chłopaka. Zabrał dłonie. Odwróciłam się do niego i pocałowałam go w policzek.
- Jak mogłam się tak pomylić?- zaśmiałam się. Jackson usiadł koło mnie i po chwili powiedział:
- Jutro jest wolne. Może byśmy się spotkali?
- Masz na myśli randkę?- spytałam.
- Jeżeli się zgodzisz to tak.
Uśmiechnęłam się.
- Tylko idiotka by się nie zgodziła- szepnęłam. Przybliżyłam się do jego twarzy i go pocałowałam.
Masz szczęście, że Matt nie był głupi i nie powiedział o wszystkim Sam! Wtedy była by niezła kłótnia do obejrzenia!
OdpowiedzUsuńJa to w ogóle mam szczęście!
UsuńI to jakie!
UsuńJackson słit focie ma , chcę wyglądać jak Samanta. I proszę nie kopiować . To wymyślił Johnny . hłe .
OdpowiedzUsuńNie za bardzo te rymy, ale jak na sześciolatka to prześlicznie.
Usuńale dłuuuuuugi rozdział . i wiesz co ? masz szczęście że o wszystkim się nie dowiedziałam .
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że się nie gniewasz;))
Usuń