Nadszedł grudzień i wszystko pokryło się białym śniegiem. Do świąt Bożego Narodzenia pozostało sześć dni, za dwa wracam do domu. Powinnam się cieszyć, ale tak nie jest. Po pierwsze całe święta spędzę z matką. Może jeszcze bym to zniosła, byłabym z Kristin, ale jadę do Hiszpanii, do swojej babci. Przez te kilkanaście dni będę cierpieć katusze. Już byłam raz u babci i były to najgorsze dni w moim życiu. Babka podobnie jak matka czepiała się wszystkiego, wykorzystywała nas i denerwowała w wiele innych sposobów. Nie jestem jedyną osobą, która ubolewa nad tym wyjazdem. Moje siostry już od dawna marzyły, żeby odwiedzić ojca we Francji. Teraz, kiedy już na to zarobiły, matka karze im jechać do Hiszpanii. Są bardziej złe niż ja.
Czwartkowe zaklęcia minęły niesamowicie powoli. Siedziałam w ławce z Maddy i nie miałam ochoty nawet gadać. Nudna lekcja zabrała resztki moich sił. Marzyłam tylko o tym, aby rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Kiedy moje marzenie się spełniło, szybko się spakowałam i poszłam do biblioteki. Musiałam znaleźć jakąś książkę o bitwie olbrzymów i trolli. Miałam napisać o tym wypracowanie. Samanta i Maddy zrobiły to wczoraj, ja jednak wolałam plotkować z Isabell, która dopiero co zaczęła chodzić z Kevinem. Niezbyt jestem z tego zadowolona, ale to jej wybór. Tak więc, weszłam do biblioteki i zaczęłam poszukiwania książki. Szłam między wielkimi, długimi regałami, ale niczego nie mogłam znaleźć. Minęło jakieś piętnaście minut, kiedy dostrzegłam chyba jedyny egzemplarz tej książki. Trzymał go Jackson Ward, siedzący przy jednym ze stolików. Chcąc, nie chcąc, musiałam podejść i, po chwili zbierania się na odwagę, powiedziała:
- Hej. Bardzo potrzebna jest ci ta książka?
Popatrzył na mnie.
- Usiądź- zaproponował.- Może jakoś się podzielimy.
Usiadłam na przeciwko niego. Jackson podał mi książkę, a ja szybko przekartkowałam ją i znalazłam coś o bitwie. Przeczytałam i zabrałam się za pisanie wypracowania. Co jakiś czas Jackson zabierał mi książkę i oddawał po chwili. Już prawie napisałam, kiedy Jackson się odezwał:
- Jedziesz gdzieś na święta?
Po kilku sekundach zorientowałam się, co się dzieje. Podniosłam wzrok.
- Do Hiszpanii- odpowiedziałam.- Do babci.
- Szczęściara- powiedział Jackson. Zaśmiałam się.
- Uwierz mi, mylisz się.
Jackson popatrzył na mnie pytająco, ale ja nic nie dodałam.
- Wolałabyś siedzieć w domy?- spytał z niedowierzaniem w głosie.
- Jasne, ale jeszcze bardziej wolałabym pojechać do ojca.
Zapadła cisza. Znów popatrzyłam do książki i zaczęłam kończyć wypracowanie. Nikt nie odezwał się przez jakieś pięć minut. Dopiero kiedy udało mi się wszystko napisać, przerwałam milczenie:
- A ty gdzieś jedziesz?
- Nie- odpowiedział i już do końca naszego siedzenia przy stoliku nie zapadło milczenie. Gadaliśmy o tak wielu rzeczach, że już prawie nie pamiętam połowy z nich. Rozmowa sama się nam kleiła. Rozmawiając z nim, czułam się taka rozluźniona, zapomniałam o wszystkich zmartwieniach. Chciałam, żeby się to nigdy nie skończyło. Niestety, po jakiejś godzinie, Jackson musiał iść. Odprowadził mnie do mojego pokoju, pożegnał się i poszedł.
~*~*~
Siedziałam na łóżku Isabell i słuchałam jej opowieści o jej fascynującym związku. Ona również była szczęśliwa. Widziała radość w jej zachowaniu. Jakby zapomniała, że niedługo jedziemy do babci. Szczerze mówiąc, też już prawie zapomniałam. Tak, z niewiadomych przyczyn, byłam szczęśliwa.
och ech. B. Ładnie. Czekam na następny rozdział Sarito :) Och jak możesz nie uznawać mojego związku .. ..
OdpowiedzUsuńśliczny rozdział :) bardzo mi się podoba :)czekam na następny... ;)
OdpowiedzUsuńwiesz kim jestem ? obiecałam to piszę . b.b.b.b.b.b.b.b.b.b.b.b.piękny !
OdpowiedzUsuńWejdź na mojego bloga. Zaczęłam pisać.
OdpowiedzUsuń