sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 48

  Rozdział dedykowany mojej cudownej siostrze i przyjaciółce Normie.

~*~*~

  Mijały dni, tygodnie, miesiące. W końcu zaczął się czerwiec, a wraz z nim egzaminy promocyjne. Całymi dniami siedziałam w pokoju i wkuwałam z różnych przedmiotów. Dzięki temu odrywałam się od myśli o Jacksonie. Mimo że od naszego zerwania minęło wiele czasu, ciągle się nie pozbierałam. Z tego co wiedziałam, Jackson nie zaczął się spotykać z Penelopą. Nie zaczął się spotykać nawet z kimś innym. Bliźniaczki mówiły, że od zerwania bardzo się zmienił. Podobno był równie przygaszony jak ja. Nie miałam pojęcia, co o tym sądzić. Przecież to on mnie zdradził. Dlaczego teraz niby cierpi?

  We czwartek, w dzień ostatniego egzaminu, na obiedzie siedziałam Maddy, Kate i Samantą. Dziewczyny rozmawiały o tym, jak im poszło, ja jednak w milczeniu jadłam zupę. Naglę wstał dyrektor i zaczął przemawiać:
- Drodzy uczniowie! Dzisiaj napisaliście ostatni egzamin. Jak co roku po egzaminach w naszej szkole odbędzie się dyskoteka, na którą przyjadą zeszłoroczni absolwenci. Nasi goście zjawią się jutro około szesnastej. Dyskoteka odbędzie się w sobotę o dziewiętnastej.
  Usiadł.
  Całkowicie o tym zapomniałam. Dyskoteka była urządzana od trzech lat i zawsze była wielkim wydarzeniem w szkole. Tym razem jednak najchętniej bym na nią nie szła. Niestety nie było takiej opcji, bo musiałabym wymyślić jakąś genialną wymówkę, a na to nie miałam siły.
  Wieczorem siedziałam w pokoju bliźniaczek razem z Is. Jessica gdzieś poszła z jakąś koleżanką. Moja siostra była okropnie podekscytowana, ponieważ na dyskotekę przyjeżdżał też Kevin. Siedząc na jej łóżku, słuchałam jej monologu na temat tego, jak bardzo jest szczęśliwa.
- Boże, tak dawno go wiedziałam. Tak się cieszę, że na tę dyskotekę przyjeżdżają też absolwenci, bo inaczej nie wiem z kim bym poszła. - Spojrzała na mnie. - A ty, Saro, umówiłaś się z kimś?
  Spuściłam wzrok.
- Znaczy nie - westchnęła Isabell. - Nie rozumiem ciebie. Przecież łatwo mogłaś znaleźć chłopaka. Jesteś śliczna i nie powinno ci to sprawić trudności. Na dodatek odegrałabyś się na Jacksonie.
  Wzdrygnęłam się na dźwięk jego imienia.
- Odegrać się?
- No tak. Gdyby dowiedział się, że się z kimś umówiłaś, że radzisz sobie lepiej od niego po zerwaniu...
  Poczułam w brzuchu dziwne ukłucie.
- Myślisz, że byłby niezadowolony? Że mógłby być... zazdrosny?
  Isabell prychnęła.
- No pewnie. Nie widzisz go codziennie, Saro, nie wiesz jak bardzo sobie nie radzi. Gdyby dowiedział się, że ktoś inny ci się podoba...
  Poczułam uderzenie gorąca. Chciałam tego. Najbardziej na świcie chciałam, żeby Jackson cierpiał. Żeby poczuł się tak jak ja, po tym co mi zrobił. Obudziła się we mnie żądza zemsty, która powoli przejmowała kontrolę nad każdą częścią mojego organizmu. Szybko wstałam z łóżka.
- Lecę kogoś znaleźć!
  Niestety, nie okazało się to takie proste, jak wydawało się Is. Większość chłopaków była już zajęta. Zostali tylko tacy, którzy nie byli dość przystojni, żeby zbudzić zazdrość Jacksona. Po godzinie poszukiwań, wróciłam do swojej sypialni.

  Następny dzień mijał bardzo szybko. Zanim się obejrzałam, była już siedemnasta i do szkoły wkroczyli absolwenci. Isabell zerwała się z ławki, na której siedziałyśmy i pobiegła szukać swojego chłopaka. Ja nie ruszyłam się z miejsca. Byłam w bardzo złym humorze, bo nie znalazłam chłopaka na dyskotekę. Chęć zemszczenia się na Jacksonie była tak ogromna, że ciągle myślałam tylko o tym. Nic więcej się dla mnie nie liczyło.
- Cześć, Saro - usłyszałam nagle męski głos.
  Podniosłam wzrok i ujrzałam Kevina, chłopaka Isabell.
- Cześć.
  Isabell wyglądała na bardzo szczęśliwą, idąc z nim za rękę do swojego pokoju. W głębi serca bardzo jej tego zazdrościłam. Wiele bym dała, żeby być szczęśliwą.
  Wieczorem siedziałam sama w pokoju. Leżałam na łóżku i słuchałam muzyki. Piosenka była powolna. Delikatny sopran wokalistki roznosił się po pokoju, a jego kojące brzmienie uspokajało moją duszę. Westchnęłam. Tak bardzo chciałam, żeby Jackson czuł się tak jak ja teraz.
  Podniosłam się i wyszłam z pokoju. Muszę się zemścić, myślałam. Muszę, muszę, po prostu muszę.
  Szłam szybkim krokiem po szkole, mając ogromną nadzieję, że zobaczę jakiegoś wolnego chłopaka. Oczywiście nic z tego. Po drodze spotkałam jedynie Is i Kevina.
- Hej, Saro. Gdzie się tak spieszysz? - spytała moja siostra.
- Ja? Nie, tak po prostu sobie chodzę.
- A to dobrze, bo możesz iść z Kevinem do jego sypialni. Zostawił tam bransoletkę dla ciebie.
  Niechętnie się  się zgodziłam. Poszliśmy na ostatnie piętro. Kevin próbował jakoś ze mną rozmawiać, ale ja nie bardzo miałam ochotę, więc po paru próbach ciągnięcia mnie za język, poddał się. Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Zatrzymaliśmy się przy drzwiach jego pokoju. Chłopak zaczął szukać klucza. 
  Rozejrzałam się dookoła. Na korytarzu oprócz nas był jeszcze tylko jeden chłopak. Od razu go poznałam. Był do Sean Victrors, chłopak, który jest w pierwszej klasie i ciągle podlizuje się Jacksonowi, sama nie wiem po co. Serce zabiło mi mocniej. Gdybym coś teraz zrobiła i on by to zauważył, Jackson dowiedziałby się o tym. Nikt inny. Tylko Jackson. To było zbyt kuszące. Nie myślałam racjonalnie. Pragnienie zemsty przejęło kontrolę nad moim mózgiem.
  I wtedy zrobiłam coś głupiego.
  Pocałowałam Kevina.
  Myślałam tylko o zemście i Jacksonie, który będzie cierpiał.
  A potem usłyszałam okrzyk wściekłości. 
  Głos sprowadził mnie na ziemię. Wiem, że należy do Isabell. Szybko oderwałam się od jej chłopaka i spojrzałam na nią. Wyglądała na okropnie zaskoczoną. Po chwili jednak przerodziło się to w złość. 
- Jak możesz?! - wrzasnęła na Kevina. 
- Nie, Is, to nie tak...
- A jak?! Sama się nie ciebie rzuciła?!
- Eee.. Tak jakby masz rację - wtrąciłam się. 
- Zamknij się, Saro! Nie z tobą teraz rozmawiam! Na razie na niego wrzeszczę, ale nie myśl, że ci się upiecze! Jak wy w ogóle mogliście mi to zrobić?!
  Kevin próbował ją uspokoić, ale się nie dawała. Dopiero teraz dotarło do mnie, co zrobiłam. Rumieniec oblał całe moje policzki. Jak mogłam? Jestem naprawdę aż tak chora? Ważniejsze było dla mnie zemszczenie się na Jacksonie niż szczęście siostry. 
  Isabell uciekła. Kevin pobiegł za nią. Ja, czerwona ze wstydu, wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku.

  Jestem najobrzydliwszą istotą jaka chodziła po ziemi. 
  Jestem wredną, zdradziecką siostrą.
  Jestem paskudną osobą.
  Jestem idiotką.
  Jestem chora umysłowo.
  Mam poważne problemy z głową.
  Powinno się mnie ukarać.
  Nie powinnam żyć. 

  Wyszłam z pokoju. Chciałam znaleźć Is i wszystko jej wyjaśnić. Poszłam do jej pokoju, jadalni, biblioteki... Nigdzie jej nie było. Przeszukałam chyba całą szkołę, ale nie mogłam jej znaleźć. Może po prostu się przede mną ukrywała. Nie dziwiłam się jej. Sama bym siebie unikała.
  Zamiast niej spotkałam Kevina.
- Gadałeś z Is? - zapytałam.
- Nie chce mi wierzyć. 
  Nie był na mnie zły i to mnie dziwiło. Właśnie zniszczyłam mu życie, a on spokojnie ze mną rozmawiał. 
- Przepraszam.
  Przez chwilę trwała cisza.
- A właściwie dlaczego to zrobiłaś?
  Zaczęłam mu opowiadać o wszystkim. O tym jak zerwaliśmy z Jacksonem. O tym jaka byłam załamana. O tym jak Is powiedziała, żebym się na nim zemściła. O tym jak pragnienie zemsty przejęło nade mną kontrolę.
  W połowie tej historii zaczęłam płakać.
- Saro, spokojnie - powiedział Kevin, podając mi chusteczkę. - Wszystko się ułoży, zobaczysz. 
  Wytarłam sobie twarz. 
- Tak strasznie cię przepraszam.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 47

  Kolejne dwa tygodnie były dla mnie mordęgą. Nie potrafiłam się pozbierać po rozstaniu z Jacksonem. Dziewczyny musiały mnie ciągnąć na lekcje i posiłki, bo najchętniej nie wychodziłabym z łóżka Tak też zresztą robiłam w weekendy. Bardzo cię więc ucieszyłam, kiedy po ostatniej lekcji w piątek poszłam do swojej sypialni. Położyłam się na łóżku i, mimo wielu próśb moich przyjaciółek, nie miałam zamiaru wstawiać.
  To było takie niesprawiedliwe! Życie i tak dało mi już mocno w kość. I kiedy już myślałam, że mi to wynagrodziło, moje wynagrodzenie całuję się z Penelopą. Moje całe życie straciło sens. No dobra, miała przyjaciółki, ale niedługo skończymy szkołę i każda z nas będzie musiała żyć własnym życiem. Tylko że ja nie miałam żadnego życia!
  Miałam ogromną ochotę czymś sobie przywalić. 
  Nagle spadła mi poduszka. Podniosłam ją i niechcący spojrzałam na wewnętrzną stronę nadgarstka. Widniał tam czarny tatuaż, napis Jackson. Bardzo dobrze pamiętam, kiedy go zrobiłam.

~*~*~

  W połowie stycznia zorganizowano wypad do Dronwood. Ja oczywiście umówiłam się z Jacksonem. Kiedy tylko dotarliśmy na miejsce, odnalazłam go w tłumie uczniów i razem wyruszyliśmy na spacer.
- Masz jakiś pomysł, gdzie moglibyśmy pójść? - spytałam.
- Chyba mam.
- Jaki?
- Zobaczysz.
  Szliśmy powoli, mijając znajomych ze szkoły. Nagle Jackson zatrzymał się przed jakimś budynkiem. Spojrzałam na szyld: "Studio tatuaży". Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Żartujesz?
- Nie - odpowiedział najspokojniej na świecie.
- Jackson, proszę. Chodźmy stąd.
- A może lepiej wejdźmy? - Uśmiechnął się do mnie łobuzersko. - Saro, przecież to tylko tatuaż.
- Tylko tatuaż? tatuaż! Matka mnie zabije.
- Nie musisz jej pokazywać. 
- To Kristin mnie zabije. Zresztą to strasznie boli...
- Nie tutaj. To nie jest zwykłe studio. Należy do czarodzieja. Te tatuaże nie są prawdziwe. To znaczy są. Nie da się ich usunąć, ale ich wykonanie nic nie boli.
  Tym mnie trochę przekonał. Spojrzałam niepewnie na drzwi.
- Co mielibyśmy sobie wytatuować?
- Swoje imiona - odpowiedział bez zastanowienia.
- Jak długo o tym myślałeś?
- Trochę. Ale to nieistotnie. Wchodzimy?
  Przemyślałam to wszystko jeszcze raz. W sumie sama nie wiem dlaczego, ale podeszłam do drzwi, otworzyłam je i weszłam do środka. Nie było tam zbyt dużo ludzi, ale musieliśmy trochę poczekać. Usiedliśmy na starych, zniszczonych fotelach. Cały czas zastanawiałam się czy to na pewno dobry pomysł.
- Jackson? - odezwałam się po chwili milczenia.
- Tak?
- A co jeśli ze sobą zerwiemy? Tych tatuaży nie będzie mogli się pozbyć.
- Ale my ze sobą nie zerwiemy.
- Teraz tak mówisz. Jesteśmy młodzi. Jeszcze tyle przed nami...
- Saro, nie zerwiemy. - Spojrzał mi w oczy. - Kocham cię i nic tego nie zmieni. Rozumiesz?
  Kiwnęłam głową i byłam już przekonana.

  Usiadłam na miękkim fotelu i wyciągnęłam prawą rękę. Oznajmiłam, że chcę mieć swój tatuaż na nadgarstku, tak jak się umówiliśmy z Jacksonem. Odwróciłam głowę, żeby nie patrzeć, jak mężczyzna robi mi tatuaż. Jackson miał rację, nic nie bolało.
  Spotkaliśmy się przy starych, zniszczonych fotelach. Jackson uśmiechnął się do mnie. Pokazał swój tatuaż, napis Sarita.
- Ładny?
- Bardzo.
  Pokazałam mu swój.
- Twój też. Idziemy coś zjeść?
- Jasne.

~*~*~

Leżałam na łóżku, gapiąc się na swój nadgarstek. Nie zerwiemy. Tak powiedział Jackson. No cóż, nie powiedział tylko, że się nie zdradzimy. Znów zaczęłam płakać.