Kiedy miałam pięć lat wpadłam do rzeki.
Było to gdzieś w sierpniu. Siedziałam sobie nad rzeką i rzucałam piłką. Nagle poleciała mi w stronę wody. Pobiegłam za nią, pośliznęłam się i wpadłam do rzeki. Już wtedy panicznie się jej bałam, więc strasznie się spięłam, co tylko przyśpieszyłoby utonięcie. Do tej pory pamiętam to uczucie. Nie mogłam nabrać powietrza, czułam jak coś mnie ściska w piersiach...
Na szczęście pojawił się Will, który mnie wyciągnął, za co jestem mu dozgonnie wdzięczna.
Tak właśnie się czułam, kiedy patrzyłam jak mój chłopak całuję się z inną dziewczyną. Tym razem jednak nikt mnie nie uratował.
Do oczu napłynęły mi łzy. Nie potrafiłam ich zatrzymać. W sumie nawet nie chciałam. Pozwoliłam im spokojnie spływać po moich bladych policzkach. Nie mogłam długo patrzeć na tę scenę. Pobiegłam do swojego pokoju. W środku były wszystkie moje przyjaciółki. Spojrzały na mnie ze zdziwieniem. Rzuciłam się na łóżko.
- Sara, coś się stało? - spytała Sam, która już otrząsnęła się po rozstaniu.
Nie odpowiedziałam. Nie miałam siły nic mówić. Mogłam tylko łkać w poduszkę.
Sam położyła się koło mnie i lekko mnie przytuliła. Nie musiała nic mówić. Sama jej obecność bardzo mi pomogła. Po jakichś dwudziestu minutach spojrzałam na nią i wyjąkałam:
- Jackson całował się z Penelopą.
Po czym znów zaczęłam ryczeć.
- CO?! - zawołały wszystkie trzy, ale ja nie miałam siły powtarzać. Ryczałam jeszcze bardziej.
- Sara, żartujesz, prawda? - spytała Maddy. Pokręciłam głową.
- O mój Boże. Tak mi przykro.
Kate i Maddy też do mnie podeszły. Jakimś cudem zmieściłyśmy się wszystkie na łóżku. Co chwilę jadna z nich próbowała mnie pocieszyć. Sam przytuliła mnie mocno i delikatnie pocałowała w czoło.
- Nie płacz. Wszyscy chłopcy są frajerami i nie zasługują na nas. Może umrzyjmy jako cztery szczęśliwe singielki?
Kate chrząknęła.
- Oj, sorry Kate. Zapomniałam, że jedna z nas jest jeszcze w związku.
- Nie ważne - mruknęła moja przyjaciółka i zaczęła mnie pocieszać.
Przestałam płakać gdzieś koło dwudziestej. Nie chciałam jednak iść na kolację. Dobra Kate poświęciła się i została ze mną. Siedziałyśmy sobie w pokoju, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Ja otworzę - powiedziałam.
Wstałam i podeszłam do drzwi. otworzyłam je i zobaczyłam...
- Jackson? - Poczułam jak coś mnie dusi. - Co ty tu w ogóle robisz?
Chłopak uśmiechał się i patrzył mi prosto w oczy.
- Jak to co? Nie wiedzieliśmy się cały dzień. Chciałem cię po prostu zobaczyć.
Poczułam ogromną chęć rozwalenia czegoś.
- NIE WYSTARCZYŁO CI SPOTKANIE Z PENELOPĄ?!
Jackson przyglądał mi się ze zdziwieniem. Miałam ochotę go zamordować.
- O czym ty mówisz?
- O CZYM JA MÓWIĘ?! Bardzo dobrze wiesz o czym! Nie mogę zrozumieć, że masz jeszcze czelność do mnie przychodzić! Byłabym wdzięczna gdybyś się mi więcej na oczy nie pokazywał! NIGDY!
Wyglądał, jakbym mu zadała fizyczny ból.
- Saro, o co chodzi? Ja nie rozumie...
- WYJDŹ Z MOJEJ SYPIALNI!
- Nie wyjdę dopóki mi nie wyjaśnisz.
- Wyjdź!
- Nie.
Podeszła do nas Kate.
- O co chodzi?
- Nie chce stąd wyjść.
Kate zmierzyła Jacksona wzrokiem.
- Sara chyba wyraziła się wystarczająco jasno. Wyjdź.
- Ale...
- Mam cię odprowadzić?! Wyjdź!
Jackson spojrzał na mnie ostatni raz. I wyszedł.
Rzuciłam się na łóżko i znów zaczęłam płakać.