- Myślę, że powinnaś włożyć tę czerwoną sukienkę- oznajmiła Katherina. Cała nasza czwórka siedziała w sypialni. Dziewczyny pomagały mi się przygotować do randki z Jacksonem. Dyskutowałyśmy właśnie na temat odpowiedniego stroju. Każda z nas miała inny pogląd: Maddy uważała, że powinnam ubrać się normalnie, w dżinsy i jakąś ładniejszą bluzkę; Sam twierdziła, że najlepiej będzie jak założę spódnicę, a Katherina upierała się przy sukience. Ja sama nie wiedziałam co mam robić. Nie wiem dlaczego, ale byłam tak ze stresowana, że nie mogłam myśleć. Przecież to nie było nasze pierwsze wspólne wyjście- byliśmy na balu sylwestrowym, jednak moje zdenerwowanie było nadzwyczaj ogromne.
- Nie, Kat- zaprotestowała Sam i zaczęła grzebać mi w szafie. W końcu wyjęła falbaniastą spódnicę w kwiaty.- To powinnaś założyć!
- Wcale, że nie!- zawołała Madeline.- Masz wyglądać NATURALNIE!
Po chwili wszystkie trzy zaczęły się kłócić. Siedziałam na łóżku, przyglądając się im, aż w końcu się odezwałam:
- Wcale nie pomagacie. Właściwie to sama powinnam coś wybrać.
Podeszłam do szafy i zaczęłam w niej szukać czegoś odpowiedniego. Przez te głupie ubrania zestresowałam się jeszcze bardziej. Próbowałam się uspokoić, ale mi się nie udało. Dopiero, kiedy odnalazłam idealny strój, poczułam się lepiej. Wyciągnęłam z szafy beżową sukienkę w kwiatki. Dziewczyny nie były do końca przekonane co do mojego wyboru, ale nie zwracałam na nie uwagi. Poszłam do łazienki ją nałożyć. Kiedy wróciłam, założyłam szary sweterek i jasnoróżowe czółenka na platformie. Popatrzyłam na zegarek. Była za pięć osiemnasta.
- Chyba już pójdę - stwierdziłam.
- Powodzenia - powiedziały jednocześnie dziewczyny. Uśmiechnęłam się i wyszłam, mówiąc:
- Nie dziękuję!
Szłam w kierunku jadalni, gdzie mieliśmy się spotkać. Kiedy już dotarłam na miejsce, Jackson już tam był. Podszedł do mnie i wręczył mi bukiecik kwitów.
- Dziękuję- powiedziałam. Jackson złapał mnie za rękę i odpowiedział:
- Nie ma za co.
Szliśmy korytarzem. Po drodze minęliśmy Penelopę, która zaczęła się na mnie wydzierać, że kradnę jej chłopaka. Przeszliśmy obok niej śmiejąc się jak głupi. Po paru minutach staliśmy przy sali od magicznej biologii.
- Znowu zabierasz mnie do kapsuły? - spytałam.
- Przepraszam, ale nic lepszego mi nie wpadło do głowy- wyjaśnił.
- Nic nie szkodzi- zaśmiałam się. - Lubię to miejsce, szczególnie w towarzystwie miłej osoby.
Jackson pocałował mnie w policzek, a potem powiedział coś po cichu i drzwi się pojawiły. Otworzyłam je i weszliśmy do środka. Ku mojemu zdziwieniu kapsuła nie była pusta. Znajdował się tam stolik, a na nim naczynia, i dwa krzesła. Usiadłam na jednym z nich, a Jackson na drugim. Po chwili zorientowałam się, że na stole nie ma jedzenia.
- Jackson- zaczęłam. - Ja nie chcę być nieuprzejma, ale czy ty o czymś nie zapomniałeś?
Chłopak uśmiechnął się, wyją z kieszeni różdżkę i powiedział jakieś dziwne zaklęcie. Na stole zaczęły pojawiać się różne ciastka. Popatrzyłam do swojej filiżanki. Naglę sama zaczęła zapełniać się rozpuszczalną kawą.
- O mój Boże - szepnęłam. Wzięłam sobie na talerz jakieś ładnie wyglądające ciastko i zaczęłam je jeść. Smakowało nieziemsko. Nigdy wcześniej nie jadłam takich dobrych ciastek.
Siedzieliśmy przy stole, rozmawiając, żartując, śmiejąc się. Nagle przyszło mi do głowy jakieś pytanie. Bez namysłu je wypowiedziałam:
- Czy byłeś to już kiedyś z inną dziewczyną?
- Nie- odparł Jackson. - Ty jesteś pierwsza.
- A czymże sobie zasłużyłam na taki zaszczyt?- zapytałam. Jackson siedział po chwili cicho, a potem powiedział:
- Nie mam pojęcia.
Zbliżył się do mnie i zaczął całować.
Była godzina dwudziesta pierwsza, kiedy wracaliśmy z Jacksonem korytarzem, trzymając się za ręce. Szliśmy powoli, aby jak najdłużej być ze sobą. Czułam się tak wspaniale, jakby spełniały się moje największe marzenia. Czułam nieziemską radość, która przepełniała każdą komórkę mojego ciała. Byłam tak szczęśliwa, że mogłabym latać. Niestety w końcu doszliśmy do mojej sypialni i musieliśmy się rozstać.
- Dobranoc - powiedziałam.
- Dobranoc - odpowiedział Jackson. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, aż w końcu odwróciłam się. Już miałam otwierać drzwi, jednak chłopak złapał mnie za ramię, gwałtownie odwrócił i pocałował.
