piątek, 11 maja 2012

Rozdział 5

 Nadszedł grudzień i wszystko pokryło się białym śniegiem. Do świąt Bożego Narodzenia pozostało sześć dni, za dwa wracam do domu. Powinnam się cieszyć, ale tak nie jest. Po pierwsze całe święta spędzę z matką. Może jeszcze bym to zniosła, byłabym z Kristin, ale jadę do Hiszpanii, do swojej babci. Przez te kilkanaście dni będę cierpieć katusze. Już byłam raz u babci i były to najgorsze dni w moim życiu. Babka podobnie jak matka czepiała się wszystkiego, wykorzystywała nas i denerwowała w wiele innych sposobów. Nie jestem jedyną osobą, która ubolewa nad tym wyjazdem. Moje siostry już od dawna marzyły, żeby odwiedzić ojca we Francji. Teraz, kiedy już na to zarobiły, matka karze im jechać do Hiszpanii. Są bardziej złe niż ja.

  Czwartkowe zaklęcia minęły niesamowicie powoli. Siedziałam w ławce z Maddy i nie miałam ochoty nawet gadać. Nudna lekcja zabrała resztki moich sił. Marzyłam tylko o tym, aby rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Kiedy moje marzenie się spełniło, szybko się spakowałam i poszłam do biblioteki. Musiałam znaleźć jakąś książkę o bitwie olbrzymów i trolli.  Miałam napisać o tym wypracowanie. Samanta i Maddy zrobiły to wczoraj, ja jednak wolałam plotkować z Isabell, która dopiero co zaczęła chodzić z Kevinem. Niezbyt jestem z tego zadowolona, ale to jej wybór. Tak więc, weszłam do biblioteki i zaczęłam poszukiwania książki. Szłam między wielkimi, długimi regałami, ale niczego nie mogłam znaleźć. Minęło jakieś piętnaście minut, kiedy dostrzegłam chyba jedyny egzemplarz tej książki. Trzymał go Jackson Ward, siedzący przy jednym ze stolików. Chcąc, nie chcąc, musiałam podejść i, po chwili zbierania się na odwagę, powiedziała:
- Hej. Bardzo potrzebna jest ci ta książka?
 Popatrzył na mnie.
- Usiądź- zaproponował.- Może jakoś się podzielimy.
 Usiadłam na przeciwko niego. Jackson podał mi książkę, a ja szybko przekartkowałam ją i znalazłam coś o bitwie. Przeczytałam i zabrałam się za pisanie wypracowania. Co jakiś czas Jackson zabierał mi książkę i oddawał po chwili. Już prawie napisałam, kiedy Jackson się odezwał:
- Jedziesz gdzieś na święta?
 Po kilku sekundach zorientowałam się, co się dzieje. Podniosłam wzrok.
- Do Hiszpanii- odpowiedziałam.- Do babci.
- Szczęściara- powiedział Jackson. Zaśmiałam się.
- Uwierz mi, mylisz się.
 Jackson popatrzył na mnie pytająco, ale ja nic nie dodałam.
- Wolałabyś siedzieć w domy?- spytał z niedowierzaniem w głosie.
- Jasne, ale jeszcze bardziej wolałabym pojechać do ojca.
 Zapadła cisza. Znów popatrzyłam do książki i zaczęłam kończyć wypracowanie. Nikt nie odezwał się przez jakieś pięć minut. Dopiero kiedy udało mi się wszystko napisać, przerwałam milczenie:
- A ty gdzieś jedziesz?
- Nie- odpowiedział  i już do końca naszego siedzenia przy stoliku nie zapadło milczenie. Gadaliśmy o tak wielu rzeczach, że już prawie nie pamiętam połowy z nich. Rozmowa sama się nam kleiła. Rozmawiając z nim, czułam się taka rozluźniona, zapomniałam o wszystkich zmartwieniach. Chciałam, żeby się to nigdy nie skończyło. Niestety, po jakiejś godzinie, Jackson musiał iść. Odprowadził mnie do mojego pokoju, pożegnał się i poszedł.

~*~*~
 Siedziałam na łóżku Isabell i słuchałam jej opowieści o jej fascynującym związku. Ona również była szczęśliwa. Widziała radość w jej zachowaniu. Jakby zapomniała, że niedługo jedziemy do babci. Szczerze mówiąc, też już prawie zapomniałam. Tak, z niewiadomych przyczyn, byłam szczęśliwa.

wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 4

- Linares!- rozległ się głos pani Been we wtorkowe eliksiry.- Czy ty mogłabyś chociaż udawać, że mnie słuchasz?
 Podniosłam wzrok.
- Przecież słucham- powiedziałam, kręcąc swoje blond włosy na palcu. Oczywiście było to kłamstwo. Przed chwilą opowiadałam Maddy o Jacksonie.
- To może powtórzysz klasie, co mówiłam?- zapytała nauczycielka.
- To, że słucham, nie oznacza, że zapamiętuję- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. Been zmarszczyła czoło i powiedziała:
- To przynajmniej przeczytasz swoją pracę domową?
- O, ale niespodzianka!- zawołałam.- Była praca domowa. Nie wiedziałam.- Znowu się uśmiechnęłam.
- Dosyć! We czwartek przyjdziesz do mnie za karę po lekcjach i nie próbuj się wymigiwać!
 Wzruszyłam ramionami. Jak raz dostanę szlaban, to nic się nie stanie.I tak nie mam nic ciekawego do roboty. Nieważne czy będę się nudzić w klasie czy w swoim pokoju. Ciekawe tylko czy będę tam sama.

  ~*~*~

Zaraz po ostatniej lekcji we czwartek udałam się do klasy eliksirów. Zapukałam i po usłyszeniu Proszę! weszłam do środka. Kiedy dostrzegłam, kto jest w środku prawie zemdlałam. W jednej z ławek siedział Jackson Ward. Zapatrzyłam się w niego i zwracałam uwagi na Been.
- Linares- nagle usłyszałam spokojny głos nauczycielki.- Wejdź do środka.
 Wykonałam polecenie i usiadłam koło Jacksona.
- No to ja was zostawię i wrócę o siedemnastej- oznajmiła Been.- Żebyście się nie nudzili, umyjecie te kociołki- wskazała górę kociołków leżących w kącie. Już miała wychodzić, ale sobie coś przypomniała:- A i oddajcie swoje różdżki. Nie chcę, żebyście się wyręczyli czarami.
 Niechętnie to zrobiliśmy. Nauczycielka wyszła, zostawiając nas samych. Po chwili nieprzyjemnego milczenia, Jackson się odezwał:
- Nie wiedziałem, że dziewczyny też mają szlabany. Co trzeba zrobić, żeby go dostać?
- Wystarczy nie słuchać na lekcji, pyskować i nie mieć pracy domowej- powiedziałam.- Czyli, bardzo łatwo da się go otrzymać.
 Jackson uśmiechnął się i poszedł po dwie gąbki oraz płyn do naczyń. Wręczył mi jedną z gąbek.
- Och, to miło, że o mnie pamiętałeś- zaśmiałam się, biorąc ją. Chwilę potem oboje szorowaliśmy okropnie brudne kociołki. Myliśmy je, rozmawiając o wszystkim, co jest możliwe, na przykład o nauce, moich siostrach, nowym chłopaku Maddy. Nigdy nie myślałam, że będzie mi się tak łatwo z nim gadało. Może nie potrzebnie się go tak wstydziłam.
  O godzinie szesnastej piętnaście wszystkie kociołki aż lśniły. Byłam z siebie dumna. Usiedliśmy na podłodze obok wielkiej szafy i znowu zapadła cisza. Po kilku sekundach przerwałam ją:
- Zostało nam czterdzieści pięć minut. Co będziemy robić?
- Możemy po prostu gadać- powiedział, przysuwając się do mnie. Westchnęłam:
- To o czym?
- Nie mam pojęcia- powiedział.- Może po prostu opowiedz mi o sobie.
Uśmiechnęłam się i zapytałam:
- A co chcesz wiedzić?
- Wszystko.
- No dobra- zaczęłam.- Mam osiem sióstr i jednego brata. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam pięć lat. Mieszkam z matką i z dwoma siostrami, z którymi chodzisz do klasy, w Londynie. Moja matka nie jest czarownicą, więc denerwuje ją nasz dar. Zresztą nie tylko on.- Jackson popatrzył na mnie, jakby chciał się zapytać, co jeszcze, ale udawałam, że tego nie widzęę.- Mam kota o imieniu Nemezis i potrafię widzeić przez ściany. No, nie tylko przez ściany. Wiem na przykład, że pod tą bluzą masz niebieską bluzkę.
- Przerażasz mnie-powiedział.
- Jasne. Teraz ty opowiadaj!
 Jackson zmarszczył czoło, ale po chwili zaczął mówić:
- Moi rodzice również się rozwiedli, a ja również mieszkam z matką w Londynie. Mam dwóch przyrodnich braci, którzy mieszkają z ojcem. Mam psa,który nazywa się Rex i potrafię być niewidzialny.
  Po tych słowach otworzyły się drzwi i weszła Been. Oddała nam nasze różdżki i pozwoliła iść. Szliśmy długim korytarzem, aż doszliśmy do mojej sypialni.
- Miło się z tobą czyściło kociołki- powiedział Jackson na pożegnanie.- A rozmawiało jeszcze lepiej.
- Dziękuję i gdybyś jeszcze kiedyś czyścił kociołki, to możesz mnie zawołać.
- Na pewno tak zrobię- odpowiedział i odszedł. Weszłam do pokoju.